Wniebowzięcie Maryi
8 (338) 1984, s. 225
Maryja szła łąką
pochyloną kobiercem maków
ustami modlitw
nie dokończonych
w muślin spokojnego nieba
subtelniały poranne łątki
bezgłośnie zawieszone
nad ciepłymi ziemią
kłosami pszenicy
Maryja szła tęczą
wpisaną perełkami rosy
w zieloną od mchu
kolebkę ścieżek
i dzień się łasił bursztynowymi oczkami
wiewiórek
Maryja szła blaskiem
słońcem wpływającym
ponad ciszę pól
napełnionych
wiatru pocałunkiem
nad lnu zakwitającym blado
kołysaniem
A kiedy dzikie róże gubiły płatki
ludzie mówili patrząc w błękit
że to uśmiech
Matki Bożej
