Ufajcie, Jam zwyciężył świat!

Ich Eminencjom Księżom Kardynałom, ich Ekscelencjom J Księżom Arcybiskupom i Biskupom, Przewielebnemu Duchowieństwu, P. T. Członkom "Milicji Niepokalanej" oraz wszystkim Szanownym Czytelnikom i Przyjaciołom "Rycerza" najserdeczniejsze życzenia prawdziwej duchowej radości z chwalebnego Zmartwychwstania Chrystusa

składa
Wydawnictwo "Rycerza Niepokalanej"
wraz z całym Niepokalanowem


Zaledwie dni parę minęło od chwili, gdy Syn Człowieczy wjeżdżał w mury miasta wśród okrzyków "Hosanna", - a oto złość ludzka prowadzi Go przed sędziego - Jego stworzenie, by wydał Nań okrutny i niesprawiedliwy wyrok śmierci.

Ecce homo! - Oto człowiek!

I za co?

Jako człowiek chodził po ziemi, obserwował życie ludu izraelskiego, rozumiał jego najmniejsze i najlichsze czyny i kochał go miłością niepojętą. Wpatrzony w połyskliwą powierzchnię Tyberjadzkiego jeziora rozważał często nędzę ludzką, wyzysk szerokich mas i obłudę możnych faryzeuszów. Zatopiony w modlitwie, samotny, prosił Ojca Swego o błogosławieństwo dla wszystkich - czyniąc dobrze zawsze i wszędzie...

W nagrodę za to poprowadzono Go na wzgórze Trupiej głowy. Złość i przewrotność ukrzyżowały Miłość...

Na widok ten wstręt ogarnął naturę - słońce zaćmiło się, grzmot przeleciał po horyzoncie, a błyskawice rozdzierały niebiosa wszerz i wzdłuż. Ziemia drgnęła z boleści, skały się rozpadły, jakby ze wstydu chciały się zapaść, by nie być świadkami pierwszego wypadku w dziejach ludzkości - zbrodni bogobójstwa.

A zawieszony na krzyżu Zbawiciel zsiniałemi z bólu usty szeptał słowa przebaczenia. Gdy umarł, zdjęto Go z krzyża i pochowano w skale, a grób przywalono kamieniem...

Zdawałoby się, że zło zatriumfowało.

A jednak... Ledwie świt dnia trzeciego zaróżowił obłoki, zajaśniało Gethsemani, a w powietrzu uniósł się okrzyk: Zmartwychwstał Pan. Zwyciężył śmierć, rozgromił moce piekielne.

* * *

W rocznicę tej radosnej chwili uderzą dzwony, głosząc światu Święto Radości. Uniosą się kadzidlane dymy, a w ich obłoku zda się unosić Zmartwychwstały...

Alleluja - śpiewa ptaszek. Alleluja - szepce drzewo, Alleluja - głoskami promiennemi pisze słońce, wysyłając dobroczynne ciepło i światło ku ziemi, a ona pod ich wpływem pęcznieje życiodajnemi sokami.

* * *

Żyjemy w czasach niepewnych jutra. W oczach mas iii się żar tłumionej nienawiści i buntu.

Wszyscy trwożnie pytają: co dalej?

Bo zło triumfuje. Jego pomocnicy, pieniądz i przemoc złowrogiemi mackami trzymają w kleszczach tysiące. Zło ma swoich zwolenników, co więcej, wyznawców, wielbicieli. Ludzie tacy dbają jedynie o swoją wygodę, a nie chcą znać miłosiernego Chrystusa. Nie chcą Go widzieć na oczy, bo blask Jego miłości przeraża ich. Dlatego w swej samolubnej rachubie chcą zatrzeć w swej duszy pamięć o Nim, aby świetlany słup Jego nauki nie raził ich zmaterjalizowanych oczu, a płomienie miłości i Jego miłosierdzia nie ujawniły ich brzydkiego egoizmu i by nie musieli uszczknąć nieco ze swych dóbr dla zgłodniałych braci.

Widzą to i odczuwają na sobie drudzy. To ta rzesza biedaków, bezrobotnych, wydziedziczonych przez los. Do nich to podchodzą fałszywi przyjaciele, otumaniając ich demagogicznemi hasłami, a rozbudziwszy w głodnych rzeszach nadmierne apetyty, pchają do walk klasowych, do gwałtownych przewrotów, chcą po bolszewicku uszczęśliwić masy ludu roboczego.

- Nie chcą dać, - wołają - weźmiemy przemocą, siłą.

Bo zaiste, przykre to i nad wyraz bolesne zjawisko: jedni opływają w dostatkach, drudzy giną z głodu. Stąd głodni atakują - syci bronią swego stanu posiadania, Obydwie strony chcą zapomnieć o Chrystusie. On im niepotrzebny, bo jednym nakazuje być miłosiernym i dzielić się z bliźnim, a drugim zabrania nienawidzieć i walczyć przemocą. Prowodyrzy zaś ludu sądzą, że to oni jedynie są jego obrońcami. Poprzez mord i krew bratnią chcą rzekomo poprawić ich los, stworzyć im raj na ziemi...


Dziewiętnaście wieków temu Sam Bóg na ziemi głosił naukę równości, miłości i braterstwa. Karcił bezwzględnie wyzysk, stawał w obronie uciemiężonego ludu. Zato przygwożdżono Go do krzyża. Zabito Go, by nie słuchać i nie musieć wcielić w życie Jego haseł miłości i miłosierdzia...

Dziś, w czasie zamętu stosunków gospodarczych i społecznych, rzuca się na arenę w obronie naprawy świata walkę klas i usuwanie Boga. Wówczas usunięto z widowni Miłosierdzie, dziś chce się uczynić to samo... Daremne wysiłki! 19 wieków nie przyniosło szczęścia ludzkości, bo ciągle krzyżowano w życiu Chrystusa. Warunki obecnego kryzysu nie zmienią się nigdy, o ile ludzkość nadal w życiu kierować się będzie taktyką przewrotnej starszyzny żydowskiej w stosunku do przychodzącego na pomoc Zbawiciela świata.

Zła nie wolno zwyciężać złem, bo to się zupełnie nie uda.

Wielkie bolączki może jedynie uleczyć wprowadzenie w czyn idei umierającego za ludzkość Chrystusa na Górze Kalwaryjskiej. Szukamy środków na uleczenie świata z różnego rodzaju depresyj, a nie widzimy, że Krzyż Zbawicielowy mieści je w sobie.

Kto chce znaleźć wyjście z dzisiejszego położenia, niech spojrzy na Syna Człowieczego i godło Jego - Krzyż. - Bo krzyż jest symbolem najszczytniejszej śmierci za ideę, miłosierdzia bezgranicznego, niewysłowionej miłości. Tej miłości, której dziś tak straszny brak wśród ludzi, co zasklepili się w sobkostwie, niskim egoizmie, i w drodze do swych wygód nie cofają się przed żadnemi środkami. Krzywda, wyzysk, niesprawiedliwość - tak surowo piętnowane przez P. Jezusa, są ich metodą. Nienawiść, zazdrość i zaciśnięte pięści są odpowiedzią nędzy na bezduszne samolubstwo bogaczy.

Mostem pomiędzy temi wrogiemi obozami może być tylko Ewangelja i Krzyż Chrystusów. Cóż, kiedy zaślepieńcy z jednej i drugiej strony nie chcą tego uznać! I dlatego męczą się, targają, walcząc z sobą, miast pomagać sobie jak bracia...

Mimo to Chrystus zwycięży. Na pewno zwycięży! Sam to powiedział. Czemuż więc tylu walczy z Nim, z Jego miłością, z Jego nauką, kiedy w końcu muszą ulec. Jakżeby przysłużyli się dobrej sprawie, gdyby swą energję, siły i możności zużytkowali na Jego służbę, na pogodzenie zwaśnionych obozów, na szerzenie idei miłości Chrystusowej. Byliby Jego współpracownikami, uczniami, umiłowaną dziatwą Jego.

W pracy Dlań krzepiłby ich słodki głos, brzmiący boską pewnością i ukojeniem: Ufajcie, jam zwyciężył świat!

A ty, czy jesteś współpracownikiem Chrystusa, czy też niebacznie dałeś się wciągnąć w gromadę Jego wrogów?... Kto z Nim walczy, na pewno przegra!

Więc porzuć klikę tych, co Chrystusa i Jego Kościół uważają za swych wrogów. Idź do ludzi z. miłością ewangeliczną w duszy. Twoje czyny i słowa niech się staną balsamem, kojącym bolączki społeczne. Na małym to będzie odcinku, ale gdy każdy w swojem otoczeniu pomoże zatriumfować Chrystusowi, Jego miłości i miłosierdziu, powstanie masa drobnych czynów, które złączone w całość, stworzą imponujący czyn chrześcijański.

Chrystus prędzej zwycięży. Prędzej i my odetchniemy, bo zniknie nam sprzed oczu zmora nienawiści klasowej i zazdrości.

Serca wypełni miłość...
A wtedy popłynie uroczyste Alleluja!
Bo Chrystus zwyciężył świat!


Serce nasze tak jest ciasne, że nie obejmuje Boga, a tak jest szerokie, że nic go nie zapełni, co nie jest Bogiem.

Św. Augustyn