Odkrycie

- Widzę, że jesteś bardzo zajęty, Ludwiczku - woła pan Józef, dając czułego szturchańca w ramię swemu wnukowi, dzielnemu 27-letniemu chłopcu.

- Co, interesy? Miłość?

- Zgadł Dziadzio - i mając doświadczenie i miłość ku mnie może będzie mógł mnie zorientować w labiryncie tego, co mnie otacza i tak ciąży...

- Chodź, siądziemy tutaj przy ogniu - w jego cieple, dziadek wysłucha cię lepiej. Mów...

Dziadzio zna Marię, córkę przyjaciela mego ojca i zna także jego siostrzenicę, Izabelę P.?

- Tak, znam je od maleńkości, rośliście razem; siostra twoja jest bardzo bliską ich przyjaciółką.

- Dobrze, Dziadziu, obydwie mi się podobają, obydwie są dobre..., nie wiem naprawdę, dla której się zdecydować. Co mi Dziadzio na to powie?

Starzec zamilkł. Zamyślił się...

Ludwik obserwował uważnie jego twarz pooraną zmarszczkami i czułym cierpieniem.

- Dziadzio zawsze mnie wspomagał w mych trudnościach szkolnych i innych sprawach, mam wrażenie, że i teraz mi pomoże.

- Podobają ci się obydwie...? A więc, nie chcesz żadnej, jeśli do żadnej nie masz specjalnej miłości. Dobrze, moje dziecko, pozwól, niech one same o tym zadecydują!

- One?... - woła młodzieniec ze zdziwieniem.

[52]- Tak, tak, one. Zobaczysz, one same dadzą ci rozwiązanie. Staraj się poznać je do głębi, w sposób bardzo prosty, łatwy i szybko.

- Jak to zrobić?

- Przy pierwszym spotkaniu usiłuj zobaczyć i zbadać, co one mają w torebce. One same ci pokażą wszystko.

- W torebce?

- Tak, tak, Ludwiczku. Jeśli zdołasz zobaczyć, przyjdziesz do przekonania bez obawy omylenia się o charakterze każdej.

Ludwik poruszył głową na znak powątpiewania i cicho ucałował czoło dziadka. Potem rzekł:

- Nie wiem, nie wiem, jaki wynik może dać mi ta obserwacja...


- Śliczną torebkę masz, Marysiu.

- To prezent od mamy - podoba ci się?

- Tak, jest bardzo piękna i skromna zarazem. Jeśli mi pozwolisz..., lecz nie, nie... - śmieje się Ludwik nieco nerwowo - to byłoby niewłaściwe!

- Niewłaściwe? Co niewłaściwe?

- Kaprys, ciekawość raczej, zobaczyć wewnątrz, jakie są te torebki.

- Och, jeśli tylko to? Patrz, oglądaj - i dziewczyna podaje mu otwartą torebkę.

Ludwik drżącą ręką i z oczami pożądliwymi przegląda jej zawartość: dwie chusteczki, jak dwa skrzydła białej gołębicy; skórzany futeralik z grzebieniem; maleńki bloczek z ołówkiem; mała lalka; kawałek zielonego sukna zwróciły jego uwagę.

Marysia M., widząc to, śmieje się.

- Patrz dobrze... Jest igielniczka z nićmi różnego koloru; zawsze, w momencie nieprzewidzianym, może zdarzyć się rozdarcie.

Ludwik dalej przewraca; znajduje różaniec i piękny obrazek Najśw. Serca Jezusowego. Nic więcej!

Z Izabelą nie był już tak nerwowy i nieśmiały w przejrzeniu tego, co miała w torebce.

Wśród żartów i śmiechów, dostał ją do rąk i z udawanymi przeprosinami otworzył ją i przetrząsnął według swej woli.

Co znalazł? Och...!

Programy kin, fotografię mody, futeralik na szminkę, bombonik cukierków czekoladowych i zmięte rękawiczki.


Ludwik, zanim zdał dziadziowi relację ze swych "odkryć", wiedział, która z tych dwóch niewiast zasługuje bardziej na jego miłość, na miłość człowieka, co zamierzał założyć ognisko chrześcijańskie, gdzie by panowała zgoda, porządek, spokój i miłość.

I postać Marii coraz bardziej przenikała w głąb jego duszy.

(przeł. J. Jeziorny)