Chino Bert - to pseudonim artystyczny młodego Włocha, który w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych zasłynął jako projektant mody i współpracownik wielkich zakładów krawieckich: Dior, Pierre Cardin w Paryżu i Mila Schön w Mediolanie. Swoje projekty zamieszczał również w pismach specjalnych w Anglii, Francji i we Włoszech. Wkrótce stał się bogaty. Dla swojej matki przywoził z licznych podróży wspaniałe i cenne upominki. Ale Ona te jego dary przekazywała dla ubogich, stale upominając go i przestrzegając, aby zmienił zbyt światowy sposób swego postępowania, bo przecież kiedyś musi odpowiedzieć przed Bogiem za zmarnowane talenty.
Ale przestrogi macierzyńskiego serca nie trafiały mu do duszy. Odkładał na później wszystkie poważniejsze sprawy, używał swobody i bawił się ze swoimi przyjaciółmi. Wówczas stroskana matka udała się do Ojca Pio z Pietralcina, prosząc o modlitwę w intencji syna. Świątobliwy kapucyn pocieszył Ją słowami: "Idź w pokoju, nie martw się o niego, moja córko".
I rzeczywiście wkrótce nastąpiła zmiana w życiu młodego światowca. Zachorował na: oczy i musiał poddać się dwukrotnej operacji. Wielomiesięczna choroba skierowała jego umysł do spraw nadprzyrodzonych. Jako rekonwalescent odbył pielgrzymkę do Lourdes oraz odwiedził Ojca Pio. Mimo tych przeżyć religijnych nadal trudno mu było oderwać się od pracy i od ludzi, z którymi od kilkunastu lat się zaprzyjaźnił.
Matka jednak nie ustawała: w ufnej modlitwie, mając nadzieję, jak kiedyś św. Monika, że Bóg pozwoli, aby jej syn się nawrócił do Niego.
Jak sam opowiedział na łamach pisma katolickiego "Famiglia Cristiana", w trzydziestym szóstym roku życia wstąpił do Benedyktynów. W ich klasztorze na Monte Subiaco odnalazł spokój i sens swojego życia. Został kapłanem i obecnie jest współpracownikiem Biura Prasowego Roku Świętego w Rzymie.
A to wszystko zawdzięcza biednej, ale wierzącej swej matce.
