Znalazłam Chrystusa

Wszystko, co istnieje, wyszło z ręki Bożej i wszystko już samym istnieniem oddaje chwałę swemu Stwórcy. Różnorakie doskonałości stworzeń opowiadają o nieograniczonej wielkości Boga.

Wśród stworzeń szczególne miejsce zajmuje Najświętsza Maryja Panna. Dzięki darowi szczególnej łaski, góruje Ona nad wszystkimi innymi stworzeniami zarówno ziemskimi, jak niebieskimi i po Chrystusie Panu zajmuje najwyższe miejsce w Kościele świętym. Jako od najdoskonalszego stworzenia odbiera Bóg od Niepokalanej największą chwałę. A Matka Jezusowa niczego tak nie pragnie, jak chwały swego Syna. Dlatego nie zatrzymuje Ona niczego sobie, lecz wszystko odnosi do Boga. Cokolwiek Jej ofiarujemy, Ona obraca to na chwałę Bożą. Zrozumiałe więc, że jeśli chcemy Boga uczcić godniej i doskonalej, stanie się tak, jeśli to uczynimy przez Niepokalaną. Każdy bowiem dar otrzymany z Jej rąk jest Bogu milszy i cenniejszy.

I na odwrót, największą radość sprawiamy Niepokalanej wówczas, gdy całą duszą kochamy Boga i służymy Jemu. Cały też kult i nabożeństwo do Matki Bożej nie może i nie powinno służyć niczemu innemu, jak pomnożeniu chwały Chrystusowej. Kto więc kocha Maryję, wielbi Chrystusa, a kto służy Bogu, powiększa szczęście Matki Jezusowej.

Do Chrystusa prowadzi wiele dróg; jest ich po prostu tyle, ilu jest ludzi. Jedne z nich są prostsze, inne bardziej zawiłe i trudne. Na wszystkich pomaga nam Maryja, nawet wtedy, jeśli o tym nie wiemy. Znajomość tych dróg ujawnia wielką dobroć Bożą i troskliwość Matki naszej o zbawienie ludzi. Warto je zatem poznawać. Pomoże to nam i wielu innym w odnalezieniu właściwej postawy życiowej. Niech więc pierwsza o swojej drodze do Chrystusa opowie nam Magda, studentka I roku:

Jezusa Chrystusa poznałam bardzo wcześnie, przed pójściem do szkoły, jeszcze wówczas, gdy moi rodzice mieszkali na wsi. Czas tam spędzony miał olbrzymie znaczenie dla dalszego życia. Z myślą o Nim napisałam przed dwoma laty:

Tu, gdzie Warta spokojnie zakolami płynie,
By jak błękitna wstęga wrzynać się w równinę,
Gdzie na przydrożnej grobli goździk, macierzanka,
Gdzie rozchodnik zbierają dziewczęta do wianka...
Tam, gdzie wśród rzędu klonów biegnie kręta droga,
Tam jest mój świat, świat, w którym odnalazłam Boga!

Odtąd zawsze byliśmy razem: mój Bóg i ja; zawsze - w chwilach radosnych i - wydawać by się mogło - beznadziejnych. Gdy [50]moja mama ciężko zachorowała, pamiętam, po mojej pierwszej Komunii świętej, zobowiązałam się codziennie przez rok odmawiać cząstkę różańca, by mama powróciła do zdrowia. Ileż było w tej dziecięcej modlitwie żarliwości, ileż głębokiej ufności, że Matka Boża wyprosi zdrowie dla mojej mamy. Wówczas to Ona prowadziła mnie do swego Syna i pomogła, bo mimo krytycznego stanu po roku czasu mama wróciła do zdrowia i - mimo że od tamtego czasu upłynęło wiele lat - choroba nie powróciła.

Później zachorowała moja cioteczna siostra. Cztery dni leżała w klinice nieprzytomna. Lekarze mówili, że tylko cud może ją uratować. Ale zaufaliśmy wszyscy Bogu i Ewa wyzdrowiała ku wielkiemu zdumieniu lekarzy, a choroba nie pozostawiła po sobie żadnych śladów, czemu również dziwili się lekarze.

Choć wiele razy zawiodłam Chrystusa, nigdy od Niego nie odeszłam. Jednak był to jeszcze Jezus daleki, mimo swojej bliskości. O tym, że jest blisko nas, pośród nas, na Ziemi, w drugim człowieku, przekonałam się trochę później, gdy moja wiara nieco dojrzała. Wówczas uświadomiłam sobie, że Chrystus jest RZECZYWISTOŚCIĄ, którą można w każdej chwili spotkać. On jest... SPOTKANIEM. Bywa, że wiersze, książki, filmy, muzyka, barwny świat przyrody, czas odpoczynku i pracy, czas rozmowy i czas milczenia, wszystko, czym żyję i co mnie otacza, wszystko, co nieustannie spotykam - mówi mi, że On jest... w każdym spotkaniu, bo to zbliża mnie nieustannie do spotkania ostatniego, które może wcale nie jest tak bardzo odległe...

Chrystus przenika mnie dogłębnie i wypełnia jako RZECZYWISTOŚĆ. Świadomość tego uwolniła mnie od błędu historyzowania Jego postaci.

Jezusie Zmartwychwstały,
ludzie mówią, że byłeś,
czyniłeś cuda, przebaczałeś,
...a przecież
Ty jesteś pośród nas!
Jesteś wciąż żywy,
chodzisz po świecie,
żyjesz naszym życiem,
kochasz, cierpisz, przebaczasz...

Odkrycie, że Jezus jest RZECZYWISTOŚCIĄ, pozwoliło mi również ustrzec się innych błędów, jak moralizowania czy dogmatyzowania Jego osoby. Dla mnie Chrystus nigdy nie był surowym sędzią nakazującym i pouczającym. Nie był też osobą zamkniętą w sztywne ramy dogmatów; nie był postacią schematyczną. Dla mnie Jezus Chrystus jest Kimś bardzo bliskim, Kogo spotykam bardzo często, z Kim często rozmawiam i do Kogo wiele razy wracam myślami w ciągu dnia, Kto mnie nieustannie wspiera i towarzyszy memu życiu. Dzieli ze mną życie. Żyje tu i teraz. Pomaga mi, bym jak najwięcej mogła Mu dawać z siebie, a przez Niego - innym ludziom. On jest odbiciem miłości Ojca, jest Miłością, którą Ojciec wydał na śmierć, byśmy mogli żyć wiecznie pełnią życia i miłości...

Jezus Chrystus jest DROGOWSKAZEM mojego życia... Jest dla mnie wszystkim...

Inna osoba, imieniem Maria, mówi:

Mama - wychowywana przez zakonnice, ojciec - przebywający rok w seminarium, doszli do wniosku, iż wystarczająco dużo czasu poświęcili w swoim życiu Bogu. Nie chodzili do kościoła i nie wymagali, abym ja z bratem uczestniczyła we Mszy św. Babcia przestraszona moim stwierdzeniem, że nie będę mówić pacierza, bo tatuś z mamusią tego nie robią, postanowiła na własną rękę zbliżyć mnie do Boga. Uczyła mnie modlić się. Do kościoła prowadziła mnie koleżanka. Lekcje religii wyjaśniały mi istotę wiary. Pierwsza Komunia nie była jednak wielkim przeżyciem. Powodem było nagłe zaangażowanie się moich rodziców: "Trzeba przygotować wielkie przyjęcie, ma być dużo gości, dostaniesz ładne prezenty". To właśnie pochłonęło mnie niemal całkowicie. Późniejszy okres to typowa stagnacja.

W siódmej klasie zauważyłam, iż grupa moich koleżanek i kolegów spędza razem wieczory. Chciałam być z nimi. Miejscem [51]ich spotkań okazał się kościół. Przez dwa trzy miesiące chodziłam razem z nimi, ale jako obserwator. W końcu zdecydowałam się, by uklęknąć i wyznać Chrystusowi, za pośrednictwem kapłana, swoje winy. Tak została zawarta moja przyjaźń z Chrystusem.

Sytuacja w domu bardzo się zmieniła. Ojciec odszedł od nas. Mama zabroniła mi chodzić do kościoła. Sprawa rozwodowa. Zostałam "przydzielona" ojcu, starszy brat - mamie. Wkrótce ojciec znalazł się w szpitalu dla nerwowo i psychicznie chorych. Mną opiekowali się dziadkowie. W tym czasie odkryłam ruch "Światło i Życie". Zostałam animatorką. Własne życie i kłopoty mogłam powierzyć Panu. On był ze mną. On również cierpiał na krzyżu. Moje małe troski mogłam dołączyć do Jego zmagań.

Liceum. Klasa maturalna... Dyrektor znał moją sytuację mieszkaniową i materialną. Obiecywał maturę, pomoc pieniężną, poparcie przy egzaminach wstępnych na wyższą uczelnię. Wtedy bardzo blisko odczułam obecność Jezusa. Umocnił mnie, kierował moim postępowaniem, a ja świadczyłam o Nim. Pomogłam też innym w podjęciu decyzji.

Kim jest dla mnie Jezus Chrystus? Jest dobrym Bratem, sensem życia, wzorem do naśladowania. Uczy mnie znosić cierpienie, upokorzenia, uczy przebaczać. To On każe mi wychodzić z siebie.

Grafika do art. Znalazłam Chrystusa

[Fot. 1, s. 49: Maryja z Dzieciątkiem.]

Grafika do art. Znalazłam Chrystusa

[Fot. 2, s. 51: Ofiarowanie.]