Co robili uczniowie Jezusa od chwili katastrofy, od momentu Jego pojmania? Poza Janem, który ośmielił się pójść aż na Kalwarię, wszystkich ogarnął strach i wszyscy się pochowali. Tradycja opowiada, że św. Jakub ukrył się w jakimś grobie na cmentarzu Jozafata, w grocie wydrążonej w stromej skale, i jeszcze dzisiaj pokazują ten schron ozdobiony galerią o doryckich kolumnach, zwany "grobem Hezira". W apokryficznej ewangelii, zwanej Ewangelią Piotra, czytamy: "Ja i moi towarzysze, zrozpaczeni aż do dna duszy, ukryliśmy się, gdyż poszukiwano nas jako złoczyńców podejrzanych o usiłowanie podpalenia Świątyni. Siedząc we łzach i żałobie pościliśmy...". Także i św. Marek ukazuje nam ich "pogrążonych w smutku i płaczących" (Mk 16,10).
Cóż można było zrobić? Wszelka ludzka nadzieja zdawała się być próżna. Niektórzy zamierzali wrócić do Galilei: "Wszyscy zwątpicie we Mnie" - przepowiedział Pan. "Bo jest napisane: uderzę pasterza, a rozproszą się owce" (Mk 14,27).
Trzy Marie, Joanna żona Chuzy i Salome zareagowały na te wydarzenia tak, jak zazwyczaj reagują kobiety. Wróciły do swoich zajęć i podjęły z powrotem prace, które do nich należały. Wróciwszy do domu przygotowały wonności i pachnidła, rozcierając może na żarnach, może w moździerzach nard, majeranek i aloes, ale w czasie szabatu, odpoczywały zgodnie z przepisami (por. Łk 23,56). Jednak gdy skończył się dzień Pański, nie poszły nigdzie onej soboty wieczorem; niedobrze było zapuszczać się nocą na miejsce tak ponure jak Golgota. Ale zaraz rano, skoro świt (Ewangelia zanotowała ten szczegół) wyruszyły pośpiesznie w drogę do tego grobu, gdzie - jak przypuszczały - spoczywał ich umiłowany Jezus. Łatwo możemy sobie wyobrazić jasny kwietniowy poranek, pełen owej dziewiczej czystości, którą wiosna palestyńska obleka widnokrąg; ku wschodowi ponad dachami domów widniało mleczne o perłowych odcieniach niebo, podczas gdy na zachodzie cofająca się noc przeciągała po pagórkach szare i liliowe frędzle swych ciemnych chust. "Świt o szarych oczach", który sławił Wergiliusz, "różanopalca jutrzenka" tak przez Horacego podziwiana; wydaje się, że w tych błogosławionych chwilach całą naturę wypełnia jakaś niewysłowiona obietnica i że w sercu najnędzniejszego nawet człowieka trzepocze wołanie łaski Bożej.(...).
Kobiety idą do grobu. Są jeszcze pod wrażeniem onegdajszych wydarzeń, smutne. i pełne niepokoju. Przezwyciężają swój strach, muszą jednak zebrać całą odwagę, na jaką je stać. Tymczasem, gdy tak o brzasku ruszają w drogę, ziemia raz jeszcze zaczyna drżeć; słychać głuchy pomruk, podobny do grzmotu, ale wydaje się, że wychodzi on skądś z bliska, z najbliższych okolic Jerozolimy.
Kim były te wierne a heroiczne niewiasty? Wszystkie bez wyjątku świadectwa wyznaczają pierwszoplanowe miejsce Marii Magdalenie, dziewczynie z osady Magdala, tej, z której Jezus wypędził siedem czartów i która od tej chwili oddała Mu swe życie. Po imieniu nazywa ją tylko św. Jan; trzej synoptycy i pisma apokryficzne wskazują ją tylko. Wydaje się, że niesiona nadludzką wiarą i ufnością, biegła szybciej niż inne. Za nią małą, żarliwą grupką idą: druga Maria, matka Jakuba, i Salome, i Joanna - razem zapewne pięć lub sześć niewiast. "A mówiły do siebie: «Kto nam odsunie kamień od wejścia do grobu?»" (Mk 16,3). A stare rękopisy [99]dodają: "Dwudziestu ludzi nie dałoby mu rady".
Gdy przychodzą do grobu, zastają go otwartym: "Kamień od grobowca został odsunięty" (Łk 24,2). Widzą, że w niszy nie ma już ciała. Co się stało? Św. Mateusz opowiedział nam: "Anioł Pański zstąpił z nieba i podszedłszy, odwalił kamień"; trzęsienie ziemi o brzasku dnia było więc dziełem anioła. "Postać jego jaśniała jak błyskawica, a szaty jego były białe jak śnieg. Ze strachu przed nim zadrżeli strażnicy i stali się jakby umarli" (Mt 28,2-4). Oto wszystko, co o tym cudzie mówi nam Ewangelia. (...)
Święte kobiety są zdumione zniknięciem ciała, a stwierdziwszy, że nie ma już straży, są oszołomione i pełne bojaźni. Najszybsza z nich, Magdalena (możemy wnioskować, że była młodą dziewczyną), biegnie zanieść wiadomość uczniom (por. J 20,2). Reszta pozostaje na miejscu; jedne w grobowcu, inne obok niego. Chwila trwogi - potem nagle "stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach". Niewiasty są przerażone, chylą się ku ziemi w niskim pokłonie. Ale aniołowie mówią im: "Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał. Przypomnijcie sobie, jak wam mówił będąc jeszcze w Galilei: «Syn człowieczy musi być wydany w ręce grzeszników i ukrzyżowany, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie»"(Łk 24,4-7). (...).
Tymczasem Magdalena odszukała apostołów i opowiedziała im wszystko. Przybiegają więc i oni i w gorączce dobrze zrozumiałego podniecenia składają to samo świadectwo. Św. Marek i św. Łukasz· notują wyraźnie, że pierwszym odruchem uczniów było powątpiewanie; nie dowierzali tym babskim opowiadaniom."... słowa te wydały im się czczą gadaniną i nie dali im wiary" (Łk 24,11; por. Mk 16,11). Piotr jednakże chciał się przekonać, pobiegł więc do grobu. Towarzyszył mu drugi uczeń, zapewne Jan, który przez pokorę nie podaje swego imienia; a ponieważ ten drugi biegł szybciej, wcześniej stanął u grobu (por. J 20,4). Wszystko, co mówiły kobiety, było prawdą: całuny były odłożone na bok, kamień odsunięty. Przychodzi Piotr; stwierdza to samo. W kącie grobowca leży złożona chusta, która spowijała Jezusa. Wtedy, wstrząśnięci, czują, jak nagle zalewa ich zwycięska wiara. Jeszcze nie rozumieją, że spełniły się Pisma, że Mesjasz dotrzymał obietnicy tyle razy zapowiedzianego zmartwychwstania. Są niebywale zmieszani i stropieni, ale utajona pociecha już ich napełnia.
Grób pozostaje samotny. Nie, nie samotny; pozostała obok niego Magdalena. Nadludzka miłość, która ją tu przywiodła, nie pozwala jej teraz oddalić się. Czy wie, że Jezus naprawdę zmartwychwstał? Może nie wie, nie myśli o niczym, ciągle płacze. Wtedy widzi przed sobą zjawę. W podziemnej komorze znajdują się dwaj aniołowie; jeden siedzi na miejscu, gdzie leżało ciało, drugi tam, gdzie spoczywała głowa. Aniołowie pytają ją: "«Niewiasto, czemu płaczesz?» Odpowiedziała im: «Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono»". To powiedziawszy odwróciła się. Stał przed nią jakiś Człowiek. Nie wie, kim On jest, a Człowiek pyta: "Niewiasto, czego płaczesz, kogo szukasz?". A ona biorąc Go za cmentarnego ogrodnika, mówi: "Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę". Wtedy Nieznajomy mówi jedno słowo: "Mario!". - a ona patrzy na Niego, widzi Jego rany, biegnie ku Niemu i szepce:"Rabbuni!" (po hebrajsku znaczy to "Nauczycielu"; J 20,11-16). Prawda zalewa ją olśniewającą falą. JEZUS ZMARTWYCHWSTAŁ!
"Dzieje Chrystusa". T. I, ss. 524-527. Warszawa 1972.
