Kiedy wokół ciebie pustka, kiedy wydaje ci się, że wszystko stracone i nie ma ratunku, zdobądź się na to, by zmówić Zdrowaś Maryjo. Zdobądź się za wszelką cenę, bo to nie jest wcale takie łatwe, gdy do duszy zakradnie się zwątpienie i ta chorobliwa destrukcyjna świadomość, że zostaliśmy sami ze swym bólem; że nikt nie jest w stanie nam pomóc. Jakaż to wielka nieprawda! Jest Ktoś, kto cierpi razem z nami i prosi, i oręduje u Tronu Bożego - to Maryja. Ale czeka równocześnie i na nasz gest; na nasze zawierzenie Jej; na to wielkie z duszy wołanie: Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, ratuj, wspomóż, podaj rękę, bo każdy mój dalszy krok bez Ciebie, Matko, może okazać się zgubny.
Niech ta piękna modlitwa, spływająca z niebios na ziemię gamą tajemnych dźwięków Wcielenia igrą świateł tęczy w nadziei oczekiwania, będzie naszym ratunkiem w każdym zagrożeniu wśród życiowych burz i dziękczynieniem w czasie spokojnych dni.
Niech przyćmi obraz katastroficznej wizji świata, który rozpościera przed ludzkością nienawiść. Jej pięść, wznosząca się ku niebu chmurą zagłady w nuklearnych wybuchach, zdaje się urągać samemu już Bogu mówić:
- Oto co może człowiek! - Oto co gotuje człowiek człowiekowi!
I jeszcze usprawiedliwia się w faryzeuszowskim zakłamaniu:
- To dla obrony pokoju.
Ale my wiemy, dokąd się udać i gdzie jest nasze SOS.
- Zdrowaś Maryjo - wołamy. Zawierzyliśmy Tobie. I nie ma już w nas pustki, i nie jesteśmy sami. To była tylko chwila nieuwagi, chwila pokusy. Bo zwątpienie i rozterka, niepokój serca i ból duszy, że oddalił się od nas Bóg i nie damy już rady naprawić zła; bo Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą szepczą znów nasze usta, a do duszy wlewa się balsam cichego ukojenia światło wielkiej nadziei na przebaczenie.

