Zawierzyłam

Rycerz Niepokalanej (2)

Po serii niezbyt przyjemnych przeżyć, zamknęłam się w skorupie żalu i smutku. Chciałam budować swoje życie i swoje własne szczęście sama. Uciekałam nie tylko od ludzi, lecz także od Boga. Ale im więcej uciekałam, było mi coraz smutniej, ciężej i gorzej.

Podczas jednej z nauk rekolekcyjnych doznałam nagłego olśnienia. Zrozumiałam bardzo istotną prawdę, a mianowicie, że jak długo będę uciekała od Boga i sama będę próbowała budować swoje szczęście, nigdy go nie osiągnę.

Wróciłam więc do Boga. Codziennie podczas modlitwy oddawałam swoje życie Bogu i Maryi. Odniosłam wtedy wrażenie, że ponownie zaczęłam żyć. Jest to cudowny stan. Nigdy nie odczułam tak blisko opieki Bożej nad sobą, jak teraz. Dzięki temu uniknęłam wielu złych i przykrych doświadczeń i udało mi się dokonać rzeczy pięknych i dobrych, choć skomplikowanych i trudnych.

Zrozumiałam, że szczęścia nie muszę gonić; ono przyjdzie samo, udzieli mi go Bóg, jeśli zaufam i pozwolę Mu działać w mojej duszy.

Beata

Już sporo czasu upłynęło, jak zawierzyłam Maryi, ale dopiero teraz widzę, że było to zawierzenie niepełne. Chciałam nie tylko służyć Maryi, lecz również upodobnić się do Niej; chciałam coś dla siebie - dobrej rzeczy, ale dla mnie. Nie wiedziałam, jak to zrobić i od czego zacząć.

Wkrótce potem Pan obdarzył mnie darem milczenia. Znajomi, pamiętając mnie inną, nie poznawali mnie teraz. Nie bez racji uznali to za nowe moje dziwactwo. Po pewnym czasie św. Maksymilian pomógł mi zrozumieć, że milczeć nie znaczy: nic nie mówić, ale mówić tyle, ile chce Niepokalana.

Potem dostrzegłam piękno pokory. Zachwycałam się jej pięknem u ludzi, a zwłaszcza pokorą Chrystusa i Maryi.

Teraz już wiem, jak naśladować Panią świata i cieszę się z tego bardzo.

Małgorzata


Niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie

Św. Augustyn [s. 49]

Grafika do art. Zawierzyłam

[Rys. s. 49: Maksymilian Kolbe.]