Zauważmy ich wcześniej

Niektórzy wychowawcy mówią:

"Niepoprawna jest od jakiegoś czasu ta nasza młodzież. Taka się zrobiła jakaś nieodpowiedzialna, niezdyscyplinowana, niczego ani nikogo nie uszanuje. Niektórzy chcą nawet zmieniać trasy samolotom. Albo ci, którzy znaleźli się w specjalnych domach opieki, czegóż to oni nie wymyślają. Zamiast okazać wdzięczność i grzecznie siedzieć w pokoikach, oni wolą tłuc dachówkę na dachu, a nie zastanowią się, skąd tu później wziąć nową. Zamiast z zainteresowaniem oglądać dziennik telewizyjny, wolą wchodzić na komin i siedzieć tam przez parę dni".

Inni sądzą:

"Widocznie Kolumbowie byli w korzystniejszej od nich sytuacji. Wprawdzie i oni mieszali się do spraw dorosłych, tak jak ci, którzy dziś zamiast się uczyć podejmują jakieś akcje popierające. Wprawdzie i ich idee, walka, przekonania nie zawsze uchodziły za słuszne, ale w końcu dziś chylimy przed nimi czoła, wyrażamy się o nich z dumą. Ich dzisiejsi rówieśnicy natomiast, żeby zapisać się na karcie dziejowej, muszą zachowywać się w tak nieprzyzwoity sposób".

A mnie wydaje się, że jest inaczej, i przypomina mi się tu postać włoskiego księdza św. Jana Bosko (1815-1888).

W r. 1855 zgłosił się on do więzienia generalnego w Turynie, proponując dyrektorowi, aby pozwolił mu zorganizować wycieczkę dla jego podopiecznych - około 300 młodych chłopców, którzy zdążyli już popaść w konflikt z prawem. Dyrektor więzienia był tak zaskoczony, a zarazem przerażony propozycją ks. Bosko, że nie chciał nawet o niej słyszeć. Uległ dopiero Urban Ratazzi, ówczesny minister sprawiedliwości, dając ks. Janowi pozwolenie na przeprowadzenie jednodniowej przechadzki. Ich zdumienie nie miało granic, kiedy wieczorem bez żadnej eskorty, bez strażników, policjantów, tenże ks. Bosko wszystkich więźniów przyprowadził z powrotem do zakładu.

[24]

Sytuacja, jaka panowała we Włoszech w poł. w. XIX, pod wieloma względami przypomina tę, w której nam przypadło w udziale się znaleźć. Wprawdzie można by mówić, że ks. Bosko był człowiekiem świętym lub - jak po owym wyczynie wspominano w salonach i gospodach turyńskich - utrzymującym kontakty ze złem. Przyczyna jego wartości i wielkości leży gdzie indziej. Już jako chłopiec przekonał się, że ludzi można i trzeba kochać - kochać kolegów, ludzi biednych, wzgardzonych, odepchniętych, a także obojętnych czy wrogów. W swoim oddziaływaniu zaufał bez reszty Tej, która była i jest Niepokalaną Wspomożycielką wiernych. Ona była jego Mistrzynią, Ona pomagała zrozumieć, kochać. Toteż nie istniały dla niego żadne trudności, mimo że niejednokrotnie porywał się na dzieła wprost szalone, jak choćby przedsięwzięcie wspomniane wyżej.

Tych więc, którzy w każdym czasie stanowią fundament pod budowę lepszego społeczeństwa, nie wystarczy tylko karmić pustym słowem, zamykać w zakładach karnych oczekując ich skruchy. Ich trzeba dostrzec nie wtedy, gdy popadną w konflikt z prawem, ale o wiele wcześniej. Trzeba dostrzec ich problemy, kłopoty, obdarzyć zaufaniem, okazać zrozumienie, życzliwość, by rozwinęli swoje zainteresowania, zdolności, odczuli, że są potrzebni, dostrzegli dobro, piękno, prawdę.

I tę sferę naszego życia warto poddać odnowie, przypominając wychowawcze zasady św. Jana Bosko, które w naszym kraju były już kiedyś wprowadzone, tym bardziej że nowych pożyczek na to nam nie potrzeba.