W dalszym ciągu omawiam rewelacyjną książkę J. W. G. Johnsona pt. The crumbling Theory of Evolution - o wątpliwościach, które stawia dzisiejsza nauka teorii ewolucji. Przystępuję do omówienia rzekomych dowodów na ewolucję dostępnych w szczątkach kopalnych.
Gdzieś do początku XIX wieku powszechnie uważano, że skały osadowe powstały w czasie potopu. W trakcie robót publicznych coraz więcej warstwic znajdywano i około 1815 r.
zauważono, że różne warstwy posiadają szczątki różnych zwierząt. Uznano więc, że warstwy te nie powstały równocześnie w czasie jednego kataklizmu, ale przez osadzanie się na przestrzeni długich okresów czasu i odzwierciedlają zmiany w faunie i florze, jakie w dziejach ziemi następowały kolejno po sobie.
Rozwinęła się paleontologia, nauka studiująca te szczątki kopalne, klasyfikująca je taksonomicznie i umiejscawiająca w czasie.
Gdy pojawiła się teoria ewolucji, stało się oczywiste, że w tych kolejnych warstwach kopalnych zwierząt i roślin szukać należy śladów ewolucji, śladów zmian, jakim w czasie flora i fauna ulegała. No i oczywiście gwałtownie szukano form pośrednich między gatunkami.
Wnet stało się jasne, że w różnych warstwach, które uznano za reprezentatywne dla różnych epok, znajdują się wielkie różnice ilościowe, że w każdej warstwie inne zwierzęta czy rośliny dominują. Ale zmiany liczbowe to jeszcze mało. Dla ewolucji potrzebne były zmiany jakościowe - no i progresja od form prostych do bardziej złożonych.
Żywe skamieliny
Tego jednak nie znaleziono. Przede wszystkim okazało się, że w skałach prekambryjskich śladów życia praktycznie nie ma, podczas gdy już kambr tętni życiem. Znaleźć w nim można reprezentantów praktycznie wszystkich form znanych współcześnie z kręgowcami (ryby bezżuchwowe) i roślinami okrytozalążkowymi włącznie. Liczebnie dominują małże, graptolity, gąbki itd., ale te wyższe formy też są. Wyżej w warstwach proporcje ulegają zmianom, pojawiają się różne formy, ale nie znajduje się form pośrednich.
Przy tym wszystkim najważniejsze jest to, że wielokrotnie znajduje się formy identyczne z żyjącymi. Mało tego. Coraz to jakiś rzekomo stary, jedynie kopalny gatunek pojawia się wśród żywych i okazuje się być identycznym z kopalnym. Klasycznym przykładem jest tu Coelacanth, ryba, którą uważano za praprzodka płazów, a została złowiona w roku 1939 i wiele razy później. Sądzono, że już siedem milionów lat nie żyje, że uległa ewolucyjnym zmianom - a oto jest jak w materiale kopalnym.
Wiele jest żyjących zwierząt identycznych z kopalnymi. Identyczną z dzisiejszą ważkę znaleziono w warstwach uznanych za mające 60 milionów lat; pająki sięgające 300 milionów, karaluchy 350 milionów. Tak skomplikowane kręgowce jak żółwie, o szkielecie zewnętrznym (z nogami wychodzącymi ze środka klatki żebrowej), musiały przejść rozległą ewolucję, a tymczasem nie ma pół-żółwi ani ćwierć-żółwi, są tylko żółwie, i to takie same dziś jak i w skałach uznanych za mające 250 milionów lat.
Nawet w prekambryjskich skałach uważanych za 900 000 000-letnie znaleziono ślady glonów identycznych z dzisiejszymi.
Uważa się, że rośliny potrzebowały 150 milionów lat, by wyjść z wody na ląd. Musiał powstać system waskularny, w wodzie niepotrzebny, bo woda zewnętrzna wszystko przewodzi.
Musiały pojawić się korzenie do pobierania wody i utrwalenia w glebie. Musiało powstać drewno (ksylem) dla stabilności struktury rośliny naziemniej. Musiała powstać kutykula, by chronić przed wysuszeniem itd. Różnice można mnożyć. One wszystkie musiały powstać równocześnie, by roślina w ogóle mogła żyć na lądzie. Te wielorakie zmiany musiały być natychmiastowe. Jak tu wyobrazić sobie formy pośrednie i gdzie one są? Tymczasem znaleziono już wiele śladów roślin naczyniowych w skałach kambryjskich, i to z okrytozalążkowymi włącznie. Natomiast śladów ewolucji brak.
Szlaki ewolucyjne
Symbolem ewolucji są dinozaury, kolosy lądowe ważące do 80 ton, a więc o rozmiarach wielorybów. Trudno przeoczyć te zwierzęta w paleontologii - tymczasem nie widać śladów form, z których ewoluowały, ani form pochod[276]nych od nich. Największy problem to pterodaktyle, latające gady, czterokrotnie większe niż albatrosy. Brak im zupełnie przodków.
Kiedyś uważano, że ewolucja konia jest najlepszym dowodem na sukcesję zmian prowadzących do obecnego stanu. Jest już teraz 20 różnych teorii co do kolejności zmian, a każda inna. Prawie wszystkie zaczynają od Eohippus (= Hyracotherium). Był on wielkości lisa, spokrewniony z gryzoniami. Miał cztery palce na przednich nogach i trzy na tylnych.
Otóż takie zwierzę istnieje dziś. Nazywa się góralek (Hyrax) i żyje na Bliskim Wschodzie niczym nie różniąc się od kopalnego Eohippusa, no i oczywiście nie ma on nic wspólnego z koniem. Nie ma żadnych dowodów, że dał jakichś bardziej koniowatych potomków. To samo dotyczy każdego ogniwa w proponowanych seriach od Eohippusa do konia. Szczególnie między Parahippus a Meryhippus jest olbrzymi skok jakościowy - redukcja palców do jednego oraz przeskok do uzębienia typowo końskiego. Niby z jakiej racji uznać to za ciąg ewolucyjny?
Niebagatelna w tym rola rysowników, którzy z kopalnych szczątków szkieletów wyrysują, co zechcą, i seria może powstać. Istota sprawy jednak w tym, że w podstawowych różnicach brak kolejnych drobnych zmian. Są tak wielkie skoki, dla których genetyk nie znajduje rozsądnego wytłumaczenia zgodnego z teorią ewolucji. Szkielety dowolnego zestawu zwierząt można ustawić w jakiś niby-ciąg rozwojowy, narysować im skóry sugerujące stopniowość zmian, ale to niczego nie udowadnia.
Innym klasycznym "dowodem" na ewolucję jest Archeopteryks, rzekomy praptak. Nowsze badania wyeliminowały archeopteryksa z dyskusji, ponieważ wykazano, że był w pełni ptakiem. Pojawia się on jednak nadal w podręcznikach.
Ptak ten posiadał zęby, jak wiele innych ptaków kopalnych. Miał długi ogon o 20 kręgach, a na każdym z nich parę piór. Ale długi ogon wcale nie oznacza gada. Miał małe pazury na końcach skrzydeł. Są dziś ptaki, które takie pazury posiadają. Dużo było sporów na temat kształtu czaszki. Dziś przeważa opinia, że była to typowa ptasia czaszka, a w każdym razie bliższa ptakom niż gadom.
Było 51 badań nad archeopteryksem.
Sześć oceniło go jako gada, 8 jako formę przejściową a 37 jako ptaka. Gady są zimnokrwiste, a ptaki ciepłokrwiste. Archeopteryks był ciepłokrwisty. Kluczowym argumentem jednak są pióra. Archeopteryks posiadał w pełni wykształcone pióra.
Pióro to bardzo złożony organ. To cudo inżynierii.
Składa się z centralnej rurkowatej stosiny, od której pod kątem odchodzą tzw. promyki, a od nich mikroskopowe haczyki, które w locie zazębiają się o siebie dając pióru wspaniale sztywną, nieprzepuszczalną płaszczyznę, elastyczną i lekką. I oto w jednym momencie struktura ta może być nagle odblokowana, by przepuścić powietrze, w zależności od potrzeb lotu. Są odpowiednie mięśnie skrzydeł i ogona ustawiające pióra pod właściwym kątem do kierunku lotu - no i specjalne mięśnie poruszające skrzydłami.
W jaki sposób łuska gada miała zmutować w pióro? Gdzie są te formy przejściowe, te małe kroczki od łuski do pióra, które naturalna selekcja miała preferować? Mutacja jednorazowa od łuski do pióra, wraz z mięśniami go poruszającymi, przeczy wszystkiemu, co wiemy o transmisji informacji genetycznej, o mechanizmie dziedziczenia.
Ewolucyjne znaczenie archeopteryksa pogrąża inna jeszcze sprawa. Pod koniec lat siedemdziesiątych znaleziono w skalach niższych niż skały z archeopteryksem szczątki prawdziwych ptaków. Dziś uważa się, że pełne ptaki istniały co najmniej równocześnie z archeopteryksem, co automatycznie eliminuje go z dyskusji nad ewolucją.
Rzekomo pośrednich ogniw było znanych paleontologii więcej, stopniowo jednak, podobnie jak w sprawie pochodzenia konia czy ptaków, musiały być skreślone z listy "dowodów na ewolucję" z braku podstaw merytorycznych.
Dodam, że w książce swej Johnson cytuje literaturę naukową dotyczącą omawianych tu nowych danych o owych rzekomych "ogniwach pośrednich". Po prostu nie wytrzymują one krytyki naukowej, choć teologiczną przetrzymały.
Argumenty teologiczne dotyczyły przede wszystkim pochodzenia człowieka i ta sprawa najbardziej podnieca opinię publiczną. Stąd też wymaga ona szczegółowego omówienia w świetle obecnego stanu badań naukowych.
Ale o tym za miesiąc.
