Zagrożenia duchowe
W czasie II Wojny Światowej żołnierze niemieccy mieli na swoich pasach wypisane hasło Gott mit uns (Bóg z nami). Pewni byli, że działają w Imię Boże, że Bóg im sprzyja, że walczą w słusznej sprawie. Wiemy, jak było w rzeczywistości. Wiemy, że nic im nie pozostało z ideałów w tej wojnie. Coś, co miało być naprawieniem "krzywdy wersalskiej", co miało być "krucjatą przeciw bolszewikom", przerodziło się w wojnę zaborczą, w masowe ludobójstwo Polaków, Rosjan i Żydów, w zwyczajny bandytyzm. To, co zdziałali, więcej miało wspólnego z trupią czaszką na czapce SS-mana niż z wypisanym na pasie hasłem Gott mit uns.
Dlaczego wspominam to dziwne nieporozumienie? Otóż odnoszę wrażenie, że coraz częściej daje się obserwow[a]ć w różnych polskich środowiskach przeświadczenie, że Bóg jest z nami. Jesteśmy dumni z naszej religijności, z naszego katolicyzmu. Kościoły mamy pełne, seminaria pełne, pielgrzymki coraz liczniejsze, manifestacje z okazji uroczystości religijnych wspaniałe. Gdzież tak wspaniale obchodzi się koronacje obrazów? Gdzie tak się czci wędrowny obraz Matki Bożej? Gdzie tak tłumnie wita się Papieża? Jesteśmy przekonani, że Bóg jest z nami, Bóg nam sprzyja, stoi po naszej stronie w różnych starciach świ[a]topoglądowych i konfliktach ideowych, w które jesteśmy uwikłani!
Ten nastrój, przeświadczenie o jakimś szczególnym przywiązaniu Pana Boga do nas Polaków spotęgował się po obiorze kardynała Wojtyły na Papieża. Nasza duma z polskiego Papieża u niektórych przeradza się w zadufanie. Pojawia się nastrój wybraństwa, przeświadczenie, że Bóg nas wybrał, szczególnie nas sobie upodobał.
Bardzo to niebezpieczny prąd.
Naszym hasłem winno być "z Bogiem". To my mamy iść z Bogiem, służyć Mu, a nie odwrotnie. Te wszystkie objawy naszej religijności są pozytywne o tyle, o ile są służbą Bogu. Dotyczą tylko tych, którzy autentycznie Jemu służą, którzy potrafią się zaprzeć samego siebie, by kroczyć w imię Pańskie. Ci, którzy swego życia nie próbują dostosować do przykazań Bożych - jedynie z dumą wypinają pierś: "jacy to my jesteśmy pobożni" - powinni być źródłem szczególnej troski, a nie dumy duszpasterzy, którzy cieszą się u nich wzięciem.
Bardzo obawiam się o losy polskiej religijności po zakończeniu obecnego pontyfikatu. Czy nie obrazimy się na Pana Boga wtedy, gdy papieżem zostanie Murzyn, Niemiec, Rosjanin czy Żyd? Wtedy, gdy nie będziemy mogli liczyć na pełne zrozumienie naszych spraw w Watykanie, wtedy, gdy polityka Kościoła przestanie nam odpowiadać?
Myślę, że ważne jest, byśmy sobie na to pytanie wyraźnie odpowiedzieli. Byśmy się zastanowili, do jakiego stopnia nasza obecna religijność jest koniunkturalna, do jakiego stopnia pokazowa, do jakiego stopnia polityczna, a do jakiego stopnia autentyczna. I co zrobić, by była autentyczna? Co zrobić, by zdrowy nurt naszej religijności zwyciężył?
Pamiętajmy, Bóg będzie sprzyjał naszej pracy, działalności, postawie, póki będą one z Bogiem - i ani chwili dłużej.
