Zaczęło się na odpuście św. Antoniego w Grodnie

Wspomnienia z okazji 60-lecia Niepokalanowa

Na odpust św. Antoniego przyjechał do oo. franciszkanów w Grodnie z sąsiedniej parafii Adamowicze ks. Ciborowski, znany i doskonały bartnik. W czasie obiadu interesował się rozwojem "Rycerza" i drukarni. O. Maksymilian chętnie objaśniał, nie pomijając kłopotów wydawniczych z braku pomieszczenia. "Trudności te - mówił o. Maksymilian - zmuszają nas do szukania obszerniejszego miejsca w innych naszych klasztorach lub rozpoczęcia budowy nowego domu wydawniczego. Jeśli mielibyśmy budować, to wolałbym w pobliżu Warszawy, gdyż Grodno nie bardzo nadaje się na ten cel dla pisma o większym nakładzie". W czasie tej rozmowy zawiadomił brat furtian ks. Ciborowskiego, że przyjechał po niego plenipotent księcia Druckiego Lubeckiego p. Eugeniusz Srzednicki. "Przyobiecałem plenipotentowi - tłumaczył proboszcz udać się do jego majątku Poniemuń, gdzie na miejscu mam mu udzielić pewnych wskazówek w prowadzeniu wzorowej pasieki".

- Czy książę Drucki Lubecki - zapytał o. Maksymilian - posiada jeszcze jakie majątki oprócz tych, które znajdują się w okolicy Grodna?

- Owszem, ma duży majątek w Teresinie koło Sochaczewa, pod Warszawą - odrzekł proboszcz.

- Koło Warszawy - podchwycił o. Maksymilian - jak by to było dobrze, gdyby książę ofiarował choćby niewielki tylko kawałek pola pod budowę klasztoru-wydawnictwa. Czy ksiądz proboszcz byłby łaskaw pomówić z plenipotentem w tej sprawie i poprosić go o przedstawienie naszej prośby księciu?

- Bardzo chętnie to uczynię - przyobiecał ks. Ciborowski - i mam nadzieję, że sprawa ta będzie pomyślnie załatwiona.

W kilka dni po tej rozmowie ks. Ciborowski powiadomił listownie o. Maksymiliana, że p Srzednicki przyrzekł poprzeć prośbę u księcia, a nawet - w razie odmowy k[s]ięcia - wyraził gotowość ofiarowania parceli ze swego majątku, który znajdował się też niedaleko Warszawy.

Po upływie dwóch tygodni zostaliśmy powiadomieni, że książę przyjechał do Grodna i chce się widzieć z o. Maksymilianem. Niezwłocznie też o. Maksymilian z o. Alfonsem udali się do zarządu dóbr, gdzie książę przyjął ich bardzo serdecznie i oświadczył, że ofiaruje pięć morgów pola w majątku Teresin w dowolnym wyborze terenu.

Trudno jest opisać, jak wielką była radość nasza i jak wielka wdzięczność dla Niepokalanej.

W umówionym terminie o. Maksymilian, o Alfons i zaproszony do towarzystwa o. Florian Koziura, ówczesny gwardian konwentu oo. franciszkanów w Warszawie, przyjechali do stacji kol. Szymanów. Tutaj czekał już na nich bryczką plenipotent Srzednicki. Pośród różnych działek wybrano plac przy. bocznej drodze, biegnącej z teresińskiego folwarku do głównej szosy Warszawa-Poznań, opodal wioski Topołowa. Pole to sfotografował o Alfons, a po powrocie do Grodna zredagował specjalną ulotkę z apelem do czytelników, by w Imię Niepokalanej dopomogli nam ofiarami zbudować jeszcze przed zimą skromny klasztorek, który by przez prasę i modlitwę służył wyłącznie szerzeniu czci Niepokalanej Dziewicy. Ulotkę tą wraz z blankietem PKO załączono do sierpniowego numeru "Rycerza". Jakoż nie zawiedliśmy się. Liczne ofiary zaczęły wpływać, niekiedy z tak serdecznymi dopiskami, że naprawdę chwytały za serce i dodawały otuchy.

Grafika do art. Zaczęło się...

[Fot. okł. s. III] Św. Maksymilian z o. Florianem na polu teresińskim w 1927 r.