Z naszych Misji w Zambii

St. Theresa’s Mission, 19 października 1986

Ukochani Przyjaciele Misji!

Już 18 Niedzielę Misyjną obchodzimy na Czarnym Lądzie, i, jak widzimy, nic się tu na lepsze nie zanosi. Coraz więcej biednych, coraz więcej trędowatych, coraz więcej niewidomych, coraz więcej gruźlików i coraz więcej zagłodzonych...

A mimo wszystko trzeba podziwiać tych ludzi. Podziwiać ich pogodę, ich cierpliwość i ich miły uśmiech przy każdym spotkaniu, przy każdym pozdrowieniu, przy każdych odwiedzinach. Afrykańczycy się nie spieszą. Mają czas na długie powitania, na pogawędki i przewlekle zebrania oraz na zabawy z bębnami i tańcami. To radosne usposobienie, pogawędki i zabawy wpływają na nich dodatnio, kojąco tak, że częściowo zapominają o swoim trudnym losie. Tak było dawniej, więc - myślą - chyba już tak musi być...

Może najbardziej bolesne jest to, że małżeństwa często się rozchodzą. Gdy jest zgoda, a mąż pracuje, utrzymuje rodzinę, to jest dobrze. Ale gdy się pokłócą i on odejdzie i weźmie drugą, to pierwsza z dziećmi jest bez wyjścia. On otrzymuje całą pensję, a na dzieci i żonę rząd nic nie przydziela. On żyje dostatnio, a żona z dziećmi cierpi głód. Jeszcze pół biedy, jeżeli żona jest zaradna i pracowita, jeżeli dostanie jakąś pracę. Ale jeśli jest niezaradna, leniwa czy chora, to w domu głód i nędza, ciemnota i często występki dzieci.

Dziwny też tu zwyczaj, że gdy mąż umrze, to jego rodzina zagarnia wszystko, co po nim zostało, nie tylko to, czego sam używał, ale i to, co kupił razem z żoną dla dzieci, umeblowanie itp. Bywa, że ta rodzina zabiera nawet azbest czy blachę z dachu, bo to - mówi - po bracie, to się też należy, a nie dzieciom czy żonie zmarłego.

Miałem taki wypadek w pobliżu naszej misji. Umarł ojciec rodziny zostawiając żonę z ośmiorgiem drobnych dzieci. Bracia zmarłego zabrali wszystko z jego domu, a nawet okna, drzwi i blachę z dachu, a jego żonę wypędzili z dziećmi z tego rejonu. Gdy się o tym dowiedziałem, ona z wielkim wysiłkiem przeniosła się już do innej wioski, ale mieszkania tam nie dostała. Znalazłem ją pod liśćmi banana. Siedziała z małymi dziećmi cała załamana.

Gdy się zorientowałem, czego im najbardziej potrzeba, zaraz im to zawiozłem, a więc koce, bieliznę, worek kukurydzianej mąki, trochę cukru, oliwy itp. Wynająłem jedną izbę u sąsiadów, by zamieszkała tam do czasu, aż jej wybuduję domek. Zaangażowałem zaraz murarza i paru robotnik do tej pracy, by jak najszybciej dać im możliwe i godne człowieka pomieszczenie.

Nie wyobrażacie sobie radości tej matki i jej dzieci, gdy po miesiącu przewiozłem ich naszym samochodem do nowego domu i zaopatrzyłem w żywność i potrzebne sprzęty domowe i kuchenne. Dzieciom dałem ubranka szkolne, a matce kawał ogrodu, by sobie warzywa sama uprawiała. Gdy dzieci podrosły, zaangażowałem ją jako kucharkę w domu starców w Ibenga.

Prawie w tym samym czasie z podobnych powodów wybudowałem jeszcze cztery domy dla innych pokrzywdzonych rodzin i zaopiekowałem się nimi.

Drodzy Przyjaciele Misji, przyczyną chorób gnębiących tutejszą ludność, jak gruźlica, trąd i ślepota, jest niedożywienie, brak witamin, brak odpowiedniego mieszkania, brak higieny. Większość tutejszej ludności śpi dosłownie na ziemi, czasem na worku, choć noce i ranki są tu prawie cały rok zimne. W niektórych miesiącach rano jest szron na trawie i na przewiewnych dachach z trawy kryjących domki z bambusu. Aż przykro patrzeć, jak w tym okresie dzieci bez śniadania, licho ubrane, boso, po szronie idą do szkoły.

Do tych nagminnych chorób afrykańskich dołącza się jeszcze bardzo dotkliwa malaria roznoszona przez moskity, czyli komary. Malaria rozwija się w człowieku około dwóch tygodni, aż go powali. Każdego roku dużo ludzi umiera na malarię. Nadto malaria pozostawia po sobie komplikacje, osłabia serce, wątrobę, nerwy, słuch itp.

Serdecznie dziękujemy Wszystkim Dobrodziejom za stalą pomoc modlitewną i ofiarność. Rodak w Polsce prosimy głównie o pomoc modlitewną. A jeżeli ktoś może jakiś grosz ofiarować na misje, to proszę przesiać do Niepokalanowa z dopiskiem, "Na pomoc misjom w Zambii". Za to Niepokalanów będzie się starał zrealizować nasze zamówienia. Prosimy się nie zniechęcać, gdyż inaczej w krótkim czasie będziemy w niemożności działania. Bo jak można mówić głodnym i chorym o Bogu, gdy się im nie pomoże zaspokoić najkonieczniejszych potrzeb życiowych?

Bardzo serdecznie Wszystkich Przyjaciół Misji pozdrawiam i zapewniam o naszej pamięci w modlitwach.