Z listów, które przychodzą do redakcji "Rycerza Niepokalanej", przeważająca ich część zawiera opis otrzymanych łask za pośrednictwem Matki Bożej lub Świętych i prośbę o publiczne, to jest na stronicach "Rycerza", podziękowanie Bogu za te łaski. Chociaż każdy opis doznanej łaski za wstawiennictwem naszej Niebieskiej Matki jest dokumentem wiary człowieka i dobroci Boga, to przecież w żaden sposób nie możemy drukować wszystkich ze względu na brak miejsca. Opisy te zajęłyby całą objętość miesięcznika i jeszcze więcej. Dlatego zmuszeni jesteśmy z nadesłanych podziękowań dokonywać wyboru nie w sposób automatyczny, ale według pewnych kryteriów, jak waga faktu opisanego, sposób opisu, stwierdzenie wiarygodności przez podpis lekarza lub proboszcza, względy kompozycyjne całego "Rycerza" itp. Na pewno nie będziemy drukować podziękowań anonimowych i bez adresu. Adres i nazwisko można zastrzec do wiadomości redakcji.
W połowie grudnia [1984] r. nadszedł list od J.K. mężczyzny w sile wieku, w którym autor zwierza się ze swoich upadków i powstań. Ponieważ list porusza palący problem pijaństwa w narodzie, słuszną rzeczą będzie go tu przytoczyć w większych fragmentach i podać jako lekturę na dni trzeźwości i abstynencji, które są obchodzone na początku Wielkiego Postu.
Bardzo wcześnie, bo w wieku 17 lat zacząłem nadużywać alkoholu i przynajmniej raz w tygodniu byłem pijany. To trwało z większym lub mniejszym nasileniem gdzieś do roku 1980. Wtedy dziwne myśli zaczęły przychodzić mi do głowy i strach mnie oblatywał przy poruszaniu się po ulicach, nienawiść do siebie i lęk przed śmiercią. Czułem, że staję się nałogowym alkoholikiem, że jestem zniewolony przez alkohol. Unikałem ludzi, zmieniałem pracę jak rękawiczki, aby uniknąć okazji i pijącego towarzystwa. Na nic się to zdało. W kolejnych zakładach pracy też było pijaństwo, a pracownik, który nie pił, był uważany za trędowatego. W tak beznadziejnej sytuacji za namową matki wziąłem do ręki "Rycerza Niepokalanej". Przeczytałem jeden, drugi, trzeci numer i zrozumiałem, że jedyna moja nadzieja jest w Bogu. Zacząłem gorąco modlić się i prosić Niepokalaną, św. Maksymiliana, o wyzwolenie się z nałogu pijaństwa. Kiedyś, namówiony do wypicia jednego czy dwóch kieliszków wódki, właśnie przy tej okazji, zacząłem mówić kolegom o zgubnych skutkach picia alkoholu i o ich zmarnowanym przez niego życiu. Byłem mocno zdziwiony, że koledzy mnie słuchali i przyznali mi rację, a byli to ludzie młodsi i starsi, żonaci i stanu wolnego, ludzie zaczynający zwykle dzień pracy od picia wódki. Nie wszyscy się tym przejęli, zwłaszcza że sami zwierzchnicy dawali zły przykład spożywając w pracy alkohol, co ja napiętnowałem. Kierownictwu zakładu była znana moja postawa i stosunek do ludzi pijących. Zaczęły się szykany. Coraz częściej miałem zwracaną uwagę, że źle i niesumiennie wykonuję polecenia przełożonych. Dano mi do zrozumienia, że najlepiej będzie, jeżeli zwolnię się z pracy, bo wywieram ujemny wpływ na innych. Czułem się bardzo skrzywdzony tą niesprawiedliwością.
Nie pracowałem prawie pół roku. W dalszym ciągu jeszcze bardziej gorąco modliłem się o wyzwolenie z nałogu i o dobrą pracę. Przychodziły jednak dni zwątpienia, że to wszystko, o co proszę, jest utopią. Jakże dalece myliłem się. Dziś jestem przekonany, że u Boga wszystko jest możliwe i nie istnieje pojęcie utopii. Otrzymałem dobrą pracę, z której jestem bardzo zadowolony. Rzadko pijam alkohol i to w niewielkich ilościach, co nie znaczy, że brakuje okazji.
Za te łaski i wiele, wiele innych potrzebnych w życiu codziennym, w tych tak trudnych czasach, chcę powiedzieć: Bogu niech będą dzięki.
Składam również serdeczne podziękowanie całej redakcji "Rycerza Niepokalanej" za tak wspaniale pismo, które uczy, jak żyć i jak godnie postępować w życiu.
Tyle od autora listu. Można z niego wyciągnąć różne wnioski. Człowiek wierzący zauważy w nim przede wszystkim prawdę o dobroci Boga, który może i chce pomóc człowiekowi, ale też chce, aby Go o to prosić.
