"Z jakim przestajesz..."

Młody Rycerz Niepokalanej (1)

Niepokoi mnie i, muszę wyznać, nieraz nawet irytuje niefrasobliwość i lekkomyślność, z jaką ludzie mojego, to jest młodego, pokolenia zawierają znajomości i przyjaźnie, dobierają sobie lektury, widowiska itp. Uważam to zjawisko za jedno ze źródeł słabości naszych czasów.

Znajomości międzyludzkie to dziedzina nadzwyczaj delikatna i wymagająca specjalnej czujności. Podkreśla to m.in. Tomasz a Kempis w swym sławnym dziełku O naśladowaniu Chrystusa, mówiąc w rozdziale pt. O unikaniu zbytniej poufności: "Nie każdemu człowiekowi otwieraj serce twoje (Syr 8,19), lecz powierzaj siebie mądremu i bojącemu się Boga". Nadzwyczaj słuszna to rada! Przecież dopuszczanie byle kogą, na przykład kogoś zepsutego lub lekkomyślnego, do bliskiej znajomości - to dopuszczanie do stałego i najczęściej skutecznego złego wpływu na siebie samego! Jest to więc rodzaj samobójstwa.

"Szukaj towarzystwa pokornych i prostych, pobożnych i prawych, prowadząc rozmowy o rzeczach budujących" - mówi Tomasz a Kempis. Ale nie tak wygląda postępowanie wielu katolików. Iluż jest takich, którzy pozwalają się wodzić za nos rozmaitym podejrzanym typom, takim co mogą pewnie być niezłymi kompanami w rozpuście i pijaństwie, ale na pewno nie w budujących rozmowach!

Rozmowy... Przychodzi do nich bardzo często w czasie znajomości i koleżeństwa - jest to oczywiste. A o czym są te rozmowy? co z nich wynika? do czego skłaniają i od czego odwodzą? - Wszystko to zależy od towarzystwa, jakie sobie znaleźliśmy i w jakim przebywamy.

Ludzie się zmieniają - ważnym drogowskazem tej przemiany jest nasze otoczenie. Klimat zewnętrzny osłabia lub wzmaga w nas rozrost życia Bożego. Nie wiele tego życia będzie w otoczeniu pełnym bluźnierstwa, rozwiązłości i alkoholu...

Ale nie wszystko musi od razu wyglądać tak groźnie i odpychająco. Widziałem już w swym krótkim życiu niejedną osobę dobrze się zapowiadającą, która lekkomyślnie, choć bez złej woli, wdała się w niepewne, lecz z pozoru nie takie złe towarzystwo - i... przestała się z czasem dobrze zapowiadać, a stopniowo zaczęła się zapowiadać coraz gorzej. W młodym wieku ludzie zmieniają się nieraz nie do poznania w ciągu roku, dwóch...

Niedobre towarzystwo - to także "towarzystwo" złych książek i czasopism, "towarzystwo" bezwartościowych filmów i widowisk, których tak wiele jest dziś w kinach i TV. I tutaj obowiązuje zasada dobierania sobie wartościowego "towarzystwa". Mówi się: książka to wspaniały przyjaciel. Zgoda, ale - dobra książka. Gdy jadę czasem pociągiem lub autobusem, albo gdy siedzę w jakiejś poczekalni, albo wreszcie gdy odwiedzam bibliotekę - obserwuję, co się u nas najczęściej czyta... I nieraz włosy dęba mi stają, a równie często ogarnia mnie proste zdziwienie nad dziwacznością ludzkich gustów. Nałogowcy kryminałów i pornograficznej szmiry ­à la Skiroławki, ślepi wielbiciele fantastyki, zapaleni czytelnicy nihilistycznej poezji i prozy... ci sami ludzie nie czytali nigdy lub już dawno zapomnieli Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego, Sienkiewicza i Reymonta i wielu, wielu innych naszych pisarzy narodowych! A spytać ich o wielką literaturę katolicką? O Dantego i Corneille’a, o bliższych już nam Chestertona i Newmana, o Undset i Kossak, o Gołubiewa i Grabskiego... Lepiej nie próbować, bo może być przykre rozczarowanie! Ci ludzie nie czytali nawet katolickiego katechizmu, a Pismo święte mają na półce - i tam sobie ładnie stoi, pokrywane kurzem... Nie ma więc co się dziwić, że nasi katolicy o mistyce dowiadują się z jąkichś buddyjskich broszurek, poglądów na małżeństwo i rodzinę nabywają ze Sztuki kochania p. Wisłockiej, a doktryny wiary - z sugestywnych gawęd jakiegoś bynajmniej nie katolickiego kaznodziei-gwiazdora...

"Z jakim przestajesz, takim się stajesz" - pamiętajmy o tym nawiązując codzienne znajomości i wybierając rozrywki.