Wyznanie wiary

Jakiś czas panowało milczenie. Mieszko westchnął parę razy, podniósł się z wolna, siadł na łożu i - rzekł przypatrując się Włastowi.

- Tej nowej wiary niemieckiej jestem, ciekawy... Ty ją znać musisz... mów mi o niej! Wszak Bóg ich Chrystusem się zowie.

- Tak, miłościwy panie - począł Włast z wolna, a pytanie to rozradowało mu duszę. - Tak, Chrystus był Bogiem na ziemi i powrócił do niebios, skąd zstąpił na nią. Zszedł on, by nowe prawo przynieść z sobą i zaszczepić je krwią swoją pomiędzy ludźmi.

- Tak... wiem... był zabity... zamęczony... - rzekł Mieszko.

- i zmartwychwstał! - dodał Włast.

Kneź usłyszawszy to podniósł nań oczy z wyrazem niedowierzania i przestrachu.

- I czynił cuda wielkie? - zapytał cicho.

- I czyni je ciągle... - dokończył Włast.

Mieszko, jakby własnego lękające się głosu, oczy zwrócił na mówiącego i odezwał się cicho bardzo:

- Tyś chrześcijanin?

Włastowi serce uderzyło silniej. Pomimo że głos ten nie był, a przynajmniej nie wydał mu się groźnym, nie mógł być pewien, czy przyznając się nie wyda na siebie wyroku śmierci. W tej chwili osłabienia ducha na myśl mu przyszło, jakby dla uniewinnienia kłamstwa, trzykrotne Piotrowe zaparcie się Mistrza... drgnął odpychając to jak pokusę nieczystą i wnet mężnie zwyciężając niemoc i obawę rzekł:

-Jestem nim, miłościwy panie! jestem nim! Choćbym za to cierpieć miał i życie utracić, zaprzeć się nie mogę Boga mojego...

Zdumiony Mieszko milcząc długo się w natchnionego młodzieńca wpatrywał.

- I... nie lękasz się śmierci? - zapytał.

- Nie, panie... bo mnie po niej czeka żywot wieczny i wieczna szczęśliwość.

- Żywot wieczny! - mruknął kneź wstając. - Jesteśże ty pewnym?

- Miłościwy panie - zawołał Włast nabierając coraz więcej odwagi - Bóg nam go przyrzekł.

Z dziwnym wyrazem twarzy na pół szyderskim, na pół trwożliwym rzucił się kneź na łoże i zadumał głęboko.

Milczenie przykre trwało długą chwilę.

- A umiesz ty cuda czynić? - zapytał.

- Nie, panie, bo ich żaden człowiek nie czyni - rzekł Właste - tylko Bóg, a ten, przez kogo Bóg czyni cuda, musi być godnym Jego łaski. Jam jej niegodzien!

Tego Mieszko zdawał się nie rozumieć dobrze.

- Przecież są tacy chrześcijanie, co czynią cuda? - odezwał się.

- Są, miłościwy panie, ludzie święci, przez których Bóg nasz je czyni.

Mieszko znów się zadumał, położył na swoim posłaniu i zdawał się zupełnie zapominać o Właście.

Lubonie (fragment)

Grafika do art. Wyznanie wiary

[Fot. s. 105] Panie, światłość Twoja to wiara, która rozjaśnia drogę mego życia | M. Urszula Leduchowska.