Młody Rycerz Niepokalanej (4)
Już trzy lata Galilejczyk, zwany Jezusem z Nazaretu, głosi swoją naukę. Zbyt długo. O trzy lata za długo. Herod był przezorny i dalekowzroczny, ale mimo to popełnił błąd. Nie polecił sprawdzić tożsamości dzieci mordowanych w Betlejem i stolicy. Wtedy Galilejczyk powinien był zginąć. Jednak wymknął się mu z rąk. Ojciec i Matka wywieźli go do Egiptu.
Pewność Heroda uśpiła czujność nas wszystkich.
Nasza pozycja jest wystarczająco mocna, byśmy się nie bali jednego człowieka, uzbrojonego tylko w moc słowa, uzdrawiania i rozmnażania chleba. Nie wie jeszcze tego, co my wiemy; co zostało w praktyce już wielokrotnie sprawdzone: pieniądz jest najsilniejszy ze wszystkich argumentów.
Ale Galilejczyk ma zwolenników. Śpiewają mu: "Hosanna Synowi Dawidowemu". Pachnie to bluźnierstwem, bo gdzież mu do Syna Dawida.
Jego pewność siebie zaczyna nas denerwować. Mąci ludziom w głowach. Uzdrawia w szabat.
A Piłat? - Reprezentuje tu rzymskiego władcę. Na pewno wie o wszystkim - ma swoich informatorów. Czeka i obserwuje. Mogą być rozruchy. Jego żołdacy w każdej chwili są gotowi wymaszerować na ulice i wyżyć się na tłumie.
Tyle wieków trudziliśmy się, by zaprowadzić ład w ludzkich umysłach, a Jezus z Nazaretu chce wszystko powywracać, jak to już uczynił ze stołami bankierów w świątyni.
Lepiej będzie, gdy ten człowiek zginie, niż miałby cierpieć potem cały naród.
Zadecydowaliśmy: Na krzyż z nim!
Ludzie są za nim... To prawda...
Ale opinię ludzką łatwo zmienić. Od czego złoto, srebrniki, no i odpowiedni ludzie...
Powie się ludziom, że chciał zburzyć świątynię, że bluźnił nazywając siebie Synem Bożym.
I stało się. Nie ma Galilejczyka. Ukrzyżowaliśmy go. Zginął w majestacie prawa, sądu, świadków. Nareszcie nastał upragniony spokój. Pax Romana - jak mówią rzymscy okupanci.
A my?
Należy nam się premia za dobrą robotę.
Możemy udać się na urlop i wypoczywać nad Jordanem. A gdyby ktoś z naszych miał jakiekolwiek wątpliwości, to utopi je w wybornym winie rzymskim.
Został tylko jeszcze jeden mały problem do załatwienia. Właściwie drobiazg. Podobno powiedział, że zmartwychwstanie. Nie wierzymy w to, bo i jakże! Takie rzeczy nie zdarzały się poprzednio, więc dlaczego miałyby się zdarzyć teraz? Ale nauczeni doświadczeniem, staramy się być dalekowzroczni. Nie chcemy popełnić błędu Heroda.
Grób jest solidny. Strażnicy odważni i wierni. A uczniowie zgładzonego wystarczająco przestraszeni, by nie wyjść z kryjówek do końca życia.
Więc zmartwychwstania nie będzie.

