Świętej pamięci ks. kard. Stefan Wyszyński, przemawiając z okazji beatyfikacji o. Maksymiliana, stwierdził paradoksalnie, że Błogosławiony "wygrał drugą wojnę światową". Bliższa znajomość życia i myśli o. Maksymiliana Kolbego nie pozwala bynajmniej na potraktowanie tego sformułowania jako zwykłej figury retorycznej. Odnosi się przecież wrażenie, że o. Kolbe w całym swym "bojowaniu" kierował się zasadami swoistej taktyki, która jednak nie miała nic wspólnego z brutalną taktyką wroga.
Kilkanaście miesięcy przed wybuchem wojny, gdy już zaczynało robić się gorąco, nauczał swych braci słowami, które w jego ustach brzmiały dziwnie realistycznie: "Jak się przygotować do tej wojny? Przede wszystkim musimy się starać - wyjaśniał - aby gorliwość była wielka. Postawienie sobie za cel, że ja muszę być świętym, musi być bardzo poważne i stanowcze. I trzeba konsekwentnie do niego dążyć".
Ten właśnie cel, jeśli staje się naszym wspólnym celem, rodzi nadzieję pokoju. O. Kolbe był świadomy, że świętość jest dziełem Boga i tylko człowiek żyjący w Jego łasce, przepojony głęboką wiarą, gotowy będzie stanąć do walki z własnym egoizmem. Wiara we wspólny cel, istniejący nie w nas, lecz ponad nami, stanowi według o. Maksymiliana zasadniczy warunek pokoju. Jeżeli bowiem każdy siebie potraktuje jako cel sam w sobie, będzie zawsze dążył do podporządkowania innych i nigdy nie będzie zgody. Poszczególni ludzie i narody będą mogły wypełnić właściwie swoje posłannictwo jedynie w warunkach zgody i pokoju. Posługując się obrazem rozebranej maszyny, o. Kolbe wyjaśniał w prosty sposób powyższą prawdę: "Gdy jest rozebrana, nie przedstawia wcale równości ani socjalistycznej, ani komunistycznej, bo części są różnej wielkości i różnego kształtu. Gdy jednak poszczególne części zostaną złożone, tworzą harmonię w całości i wszystkie służą do jednego celu - dobrego funkcjonowania maszyny. Aby ten spokój, wolność, równość i braterstwo przyszły, trzeba jednego celu". Inspirowani powyższą myślą zauważmy, jak to często potężne mocarstwa świata usiłowały spełniać w olbrzymim organizmie ludzkości funkcję mózgu lub sumienia narodów, choć ich brutalna natura predestynowała je raczej do roli koła zamachowego.
O. Kolbe zwrócił uwagę, że "celem tym nie może być naród ani państwo, bo jest więcej państw i narodów, nie ludzkość nawet, bo ona jest przemijająca i zmienna. I nie będzie pokoju na ziemi, dopóki wszystkie ludy i wszystkie narody nie będą miały celu, jakim powinien być Bóg. On Panem wszystkich ludów i narodów". Perspektywa choćby kilkudziesięciu lat powojennych ukazuje, na ile te słowa znalazły potwierdzenie w efektach licznych pokojowych konferencji. Rację miał skromny franciszkanin, gdy mówił: "Będą się wszyscy oszukiwać i gryźć wzajemnie, a na zewnątrz ładne i piękne słówka prawić".
Zdając sobie sprawę z zawodności wszelkich czysto ludzkich środków, o. Maksymilian szukał innych możliwości budowania pokoju i ładu. Fundamentalne znaczenie dla tego problemu wydaje się mieć pytanie o źródła istniejącego stanu rzeczy. Błogosławiony wskazał je trafnie: "Jedno jest źródło niepokoju: miłość własna uciekająca od krzyża. Mogą być niepokoje wewnętrzne, czyli sumienia, bezpodstawne lub z podstawą, ale wszystkie one przeszkadzają postępowi. Jeżeli niepokój ma podstawę, trzeba ją usunąć...
Aby osiągnąć pokój Chrystusowy, zupełnie różniący się od pokoju, jaki daje świat, trzeba zwyciężyć samego siebie, odnieść zwycięstwo nad naturą. Do tego zwycięstwa prowadzi miłość Boża posunięta aż do wzgardy siebie".
Tak zwyciężył bł. Maksymilian. Miłość bliźniego posunięta aż do ofiary z własnego życia ukazała w jaskrawy sposób zwycięstwo ducha nad materią, dobra nad złem, pokoju nad śmiercią, zwycięstwo świętości nad wojną. Tak mógł zadysponować sobą tylko człowiek posiadający siebie w sposób absolutnie wolny. Wolność zaś wynurza się z najgłębszych pokładów człowieczeństwa, rodzi się w samym sercu sumienia. Ona pozwoliła o. Maksymilianowi bezpiecznie umierać. Pozwoliła mu także bezpiecznie żyć.
Kiedy Niepokalanów nawiedzały trudne chwile, przeciwności i niepokoje, o. Kolbe kierował myśli swych braci na drogi pokoju. "Co oznacza ten pokój? - pytał. - Jest to przede wszystkim pokój czystego sumienia. Świat pożąda bardzo pokoju, ale go nie ma, bo go dać nie może. Tylko Pan Jezus jako zwycięzca śmierci może dać prawdziwy pokój. I my odczuwamy ten pokój. I czy jest powód do niepokoju w Niepokalanowie? Nie ma. Jeśli czujemy się niespokojni w sumieniu, możemy zawsze bez większych trudności oczyścić się w sakramencie pokuty. Jeśli niekiedy nie udaje się nam praca mimo naszych wysiłków i doznajemy z tego powodu upokorzeń, też nie mamy się czym niepokoić. Wszystko, co możemy, robimy dla Niepokalanej, a Ona więcej od nas nie wymaga nad to, co możemy...".
Skupiając myśli, zapał i prace swych braci wokół jednej choć wąskiej idei służby Bogu przez Niepokalaną, wykazał o. Maksymilian, że wielkie dobro lubi się ukrywać w rzeczach małych, że do wysokich szczytów dojść można również wąskimi, często polnymi drogami, o ile wytrwamy konsekwentnie w marszu ku raz obranemu celowi.
Mają więc sens podejmowane w duchu wiary wysiłki. Obowiązuje tu jedna złota zasada: dobrze spełniać, co ode mnie zależy, a dobrze znosić, co ode mnie nie zależy. Dobre funkcjonowanie tej zasady zakłada jednak prawidłowe funkcjonowanie sumienia. Tylko ono rozstrzygnąć zdoła, co jeszcze od nas zależy, a co wymyka się poza zakres naszych ludzkich mocy.
Istotnym wreszcie elementem walki o pokój jest zdolność do ofiary. Ma ona swe źródło w eschatologicznej nadziei, że pewien rodzaj dobra owocuje dopiero w wieczności, choć tutaj zakwita. Nie wszystkie problemy dają więc szansę natychmiastowych rozwiązań. Nie wolno nam jednak konserwować swojej niespokojnej ziemskiej egzystencji, lecz zużyć swoje życie dla słusznej sprawy, by w Chrystusie Jezusie odzyskać je na wieczność, w wiecznym pokoju. Kilka lat przed wojną o. Maksymilian nauczał: "My przyszliśmy do zakonu, aby cel osiągnąć, a nie zdrowie konserwować. Na ołtarzu miłości trzeba złożyć wszystko - tylko żeby się powoli paliło. Może więc być poświęcenie całkowite i zupełne. A jeżeli się komuś zdarzy, że życiem zapłaci za sprawę Niepokalanej, to możemy tylko pozazdrościć. Tutaj pracować możemy tylko jedną ręką, po śmierci zaś będziemy pracowali obydwoma".
Wierzymy, że tak się stało. Jako jeden z ludzi, wyniesionych na ołtarze, bł. Maksymilian Maria Kolbe stał się dzisiaj w szczególny sposób krzewicielem pokoju, wychowując i kształtując sumienie chrześcijańskie.
