Wybierał się do Niepokalanowa...

- Już od pierwszych chwil kształtowałam jego los. Już nosząc go w swym łonie ofiarowałam go Bogu... - otulona czarną chustą twarz Marianny Popiełuszko, z domu Gniedziejko, napełnia się na wspomnienie tych chwil blaskiem ewangelicznej radości. Radości, która pokonuje smutek, nawet tak wielki jak ten w obliczu śmierci.

30 listopada 1984 roku. Równina mazowiecka. Z zachodu na wschód. W ciemność. Za nami słońce, przed nami mrok. Zegarek, tak na dobrą sprawę, należałoby o kilka minut przesunąć do przodu. Coraz więcej drewnianych domów, coraz więcej płaczących wierzb. I atmosfera jakby bardziej gęsta, uroczysta... Wieś Ościsłowo to przedziwne zbiorowisko zagród poprzedzielanych kępkami brzeziniaków. Kolega prowadzący samochód mówi: - Wszędzie olszynki. Utrwaliła się ta Olszynka Grochowska...

Żona kolegi, siedząca między dwójką chłopaczków i z trzecim człowieczkiem w łonie, intonuje: "Wszystkie nasze dzienne sprawy", potem coś dla dzieci:

Pan Jezus także dzieckiem był (...)
Pan Jezus także Matkę miał (...)
Pan Jezus także babcię miał...

- Pan Jezus także teściową miał - dopowiada jeden z chłopców chcąc przedłużyć piosenkę.

- Nie, teściowej to Pan Jezus nie miał odpowiada matka i po chwili dodaje: - Tak jak kapłan.

W tonącej w mroku Suchowoli tuż przed kościołem drogowskaz "na Janów". Po prawej stronie pomalowana na niebiesko drewniana fasada nędznej chałupiny, sprawiedliwie podzielonej między Gminny Ośrodek Kultury i Klub Książki i Prasy. Ulica Kupiecka rozwidla się: na prawo do Janowa, na lewo do Czerwonki. Po trzech kilometrach lasek i znów w lewo. Przed nami biała tablica: OKOPY.

- Dziwna to wieś - mówi przewodnik.(...)

Zagroda nr 17. Otwieramy bramę i w tej samej chwili gaśnie światło. Zza lękliwie uchylonych drzwi pada pytanie: - Kto tam? Jest godzina 19:15.

[43]

Domek z białej i czerwonej cegły, niezbyt kształtny. Widać, budowany w różnych okresach. Władysław Popiełuszko zbierał cegłę z rozbiórek. Kiedyś dostał od Niemca kijem po plecach, bo brał całe cegły zamiast ułomków. Wchodzimy. Letnia kuchnia, sień, kuchnia, pokój, alkowa. Drewniana powała, drewniana podłoga. Lodówka. Na kuchennej szafce fotografia księdza Jerzego przy ołtarzu. To specjalnie dla matki. W pokoju, na rozwieszonej na ścianie tekturze, galeria zdjęć z różnych okresów: ksiądz Jerzy w wojsku, jeszcze jako kleryk, dalej - u ciotki Marii Kalinowskiej w USA, na domowym podwórku, w kościele... To dla brata, Stanisława Popiełuszki, który pozostał na roli i gospodaruje na dziesięciohektarowym gospodarstwie: V i VI klasa ziemi. Z dziada pradziada na tym samym miejscu. Popiełuszkowie są w Okopach tradycją.

Przynoszą dalsze zdjęcia. Prosta, ludzka, ewangeliczna radość. "Tu ja, tu ty... Zobacz, o, tam Staszek!". Po chwili znów powaga. Ojciec kryje steraną twarz w dłoniach. Matka zatapia wzrok w twarzach przybyłych, zupełnie jakby chciała wyczytać w naszych oczach więcej, niż mówiły słowa. Stanisław, najmłodszy z piątki rodzeństwa Popiełuszków, spogląda nieufnie. Danuta, jego żona, zwyczajem tutejszych kobiet chowa się w pokoju. Ale gościnność bierze w końcu górę: - Proszę, proszę. Niech pan siada. Tutaj, przy piecu, będzie cieplej.

Tuż przy kuchni puszka po rybach z mlekiem dla kota. Na podłodze wciąż zwijające się od ciągłego przechodzenia chodniki.

Marianna Popiełuszko, matka męczennika, mówi zwyczajnie, z prostotą (on, jej syn, też był taki sam - nieskomplikowany):

- Zaczął się rodzić wieczorem, przy dojeniu krów. Zdążyłam jednak do chałupy. Poród odbierała moja mama, też Marianna. Przyjechała tego samego dnia. Na ten dzień wyznaczyłam i tak się stało...

Zdecydowanie zdaje się być - obok nieskomplikowania - wspólnym rysem matki i syna. On też zwykle starał się dopiąć swego, choć nie było w nim ani krzty apodyktyczności. Też potrafił sobą kierować.

- Urodził się jako trzecie dziecko. Najpierw była córka Teresa, potem syn Józef. Po nim była Jadwiga. Zmarła, gdy miała rok i dziesięć miesięcy. Było to w Wigilię. "Mamusiu, daj opłatka" - poprosiła. Zjadła i zmarła. Jakby komunię przyjęła. Ostatni był Stanisław, ten, który teraz przejął gospodarstwo. Wszystkim imiona ja wybierałam. Jak chciałam, tak musiało być. Dla Jerzego wybrałam imię Alfons. Czytałam w Żywotach świętych o Alfonsie, który przyjął święcenia kapłańskie, potem został biskupem... Alek jednak swoje imię przed święceniami zmienił. Jego wola. Był przecież dorosły. Nasza wola była, gdy on tu był. Dzieci bez pytania nigdzie nie wyszły. Nawet gdy były już po wojsku... Alek był dobrym chłopcem. Już od początku można było po nim wszystko zauważyć. Ciągnęło go do ludzi, z każdym chciał porozmawiać. Na stole zawsze coś stawiał. Ołtarzyk z obrazków, kwiatki. Od pierwszej klasy powszechniaka aż do ostatniej w liceum za ministranta w kościele służył. Deszcz nie deszcz, mróz nie mróz, on, kiedy trzeba było, te cztery kilometry do kościoła szedł. I nigdy nie narzekał, że jest zmęczony. U babci znalazł wiele numerów "Rycerza Niepokalanej". Złożył te numery w stosik i wciąż je przeglądał. Chciał jechać do Niepokalanowa. I warszawskie seminarium wybrał chyba ze względu na Niepokalanów. Zauważyłam potem, że pasek świętego Franciszka nosił. I o ojcu Maksymilianie Kolbem dużo mówił. To był wzór... Od pierwszych chwil można było zauważyć cierpliwość, wytrwałość i męstwo. I był pracowity. Gdy przygotowywał się do pierwszej Komunii świętej, to uczył się celująco. Ksiądz proboszcz mówił z ambony: "Matko! Z tego chłopca może wyrosnąć najlepszy, może też wyrosnąć najgorszy. Wszystko zależy od was, od waszego [44]wychowania". Starałam się, aby wyrósł najlepszy. Gdy śliwki leżały na drodze, to nikt z moich dzieci nie podniósł ich bez zapytania właściciela o zgodę. Choćby nie wiedzieć jaką miały ochotę...

Wzór matki: prostolinijność, zdecydowanie, cierpliwość, a nade wszystko głęboka wiara w Boga. I cel przyświecający wychowaniu dzieci: "aby był najlepszy..." Oto, co Matka ks. Jerzego Popiełuszki tutaj formowało młodzieńca. We wszystkich rodzinach podlaskich tak jest. We wszystkich polskich rodzinach tak powinno być.

Z oglądanego przy ściszonym głosie dziennika telewizyjnego dobiega szokująca wiadomość o śmierci w wypadku samochodowym funkcjonariuszy SB prowadzących śledztwo w sprawie zamordowania księdza Jerzego. Zginęli: naczelnik wydziału płk Stanisław Trafalski, starszy inspektor mjr Wiesław Piątek i kierowca szer. Piotr Andrzejewski. (...)

W domu Popiełuszków zapanowuje atmosfera lęku i nieufności. Ale że nie są to cnoty chrześcijańskie, matka po chwili znów zaczyna patrzeć na nas życzliwie. Ojciec mówi, że nie o wszystkim trzeba opowiadać, że po co. Matka bez namysłu odparowuje: - U nas kłamstwa nie było! Kiedyś nauczycielka wezwała mnie do szkoły, żeby mi zwrócić uwagę, że Alek zbyt często w kościele na różańcu przesiaduje. Zagroziła, że może być z tego obniżony stopień ze sprawowania. Duch Święty mnie natchnął i odpowiedziałam, że jest przecież wolność wyznania. Każdy jak chce, tak żyje. No i stopnia nie obniżyli...

Nigdzie poza Suchowolą nie był, a sam do Warszawy do seminarium zajechał. Przyjeżdżał potem na wakacje. Seradelę kosił. Przy żniwach i przy budowie stodoły pomagał. Ale już wtedy był słabego zdrowia. (...) Po powrocie do seminarium musiał się poddać operacji tarczycy.

Potem już przyjeżdżał rzadziej. Młody był, ale swoje robił i narobił się. Pewnego razu, gdy wspominał domowe wychowanie, powiedział: "Mieliście, matko, wiele dzieci i dobrze ich pilnowaliście. Ale ja mam więcej dzieci. I przyjdzie mi przed Bogiem rachunek zdać z ich pilnowania... "Trochę się tych fotografii, które mu robili w Warszawie, lękał. "Po co tyle tych zdjęć, po co tyle hałasu?" - mówił.

Ojciec mówi: - Był, zabili go. Cóż tu więcej mówić.

- Już dosyć tej rozpaczy - przełamuje się matka. - Jak poszedł Bogu służyć, to musiał wiernie służyć.

Jakież musiały być myśli rodziców, gdy od dnia ogłoszenia wiadomości o uprowadzeniu syna, od 20 października 1984 roku, dzień w dzień wieczorami przemierzali ministrancką drogę swego Alka do suchowolskiego kościoła, by we wspólnej modlitwie różańcowej całej parafii prosić Boga o ocalenie syna? Czy pamiętali wtedy o październikowych wieczorach, które on Najświętszej Panience ofiarowywał przez wszystkie lata swojego życia?

Grafika do art. Wybierał się...

[Fot. s. 44] Matka ks. Jerzego Popiełuszki.