Otrzeźwienie narodowe
Przedstawiony w poprzednim odcinku obraz klęski alkoholizmu w Polsce wymaga komentarza, który zawierać będzie diagnozę tego stanu rzeczy. Bez takiej diagnozy nie będzie bowiem możliwe proponowanie działań zmierzających do zahamowania tendencji rozpijania naszego narodu. Taki jest cel naszych rozważań i takie są intencje wszystkich ludzi dobrej woli.
Jako naród nie jesteśmy już trzeźwi. Poziom spożycia alkoholu oraz liczba przypadków upijania się na co dzień sprawiają, że polska zbiorowość, polskie społeczeństwo nie widzi już jasno tego, co je otacza. Reakcje zbiorowe są w znacznej mierze detereminowane przez masy ludzkie o świadomości przytępionej przez alkohol. Wprawdzie nie wszyscy jesteśmy pijani, ale stopień otumanienia, zniewolenia, skorumpowania jest wyższy, niż na ogół sądzimy. Nie zauważenie tego faktu jest błędem i grzechem fałszerstwa, który prowadzi do niewłaściwej oceny nastrojów i wadliwego przewidywania reakcji społecznych.
Jednakże analizując historię alkoholizmu w Polsce nie można uznać, że jesteśmy napiętnowani jakąś genetyczną skłonnością do wódki, z którą musimy się pogodzić i nauczyć żyć. Cała "pijacka podkultura" ostatnich lat, wszystkie wytworzone i utrwalone modele picia: zabawkowy, dla pokonania lęków i stresów, dla załatwienia sprawy, żeby się nie wyróżniać itp., cały ten polski pijacki syndron jest wynikiem swobody działania zespołu produkcyjno-handlowego monopolu spirytusowego, połączonej z brakiem autentycznych działań zapobiegawczych. Produkcja i handel wyrobami spirytusowymi są przysłowiową kurą znoszącą złote jaja. [----] [Ustawa z dn. 31 VII 81 r., O kontroli publikacji i widowisk, art. 2 p. 2 (Dz.U. nr 20 poz. 99, zm. 1983, Dz.U. nr 44 poz. 204)].
Ustawa O wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi została wypracowana w szerokiej dyskusji w ciągu 1981 r. i uchwalona 26 października 1982 roku. Weszła w życie 13 maja 1983 r. Wprowadzała ona istotne ograniczenia w dystrybucji napojów spirytusowych, obarczała Radę Ministrów obowiązkiem czuwania nad liczebnością punktów sprzedaży, powołała przedsiębiorstwo obrotu napojami spirytusowymi "Ponal", którego działalność miała być ściśle kontrolowana. Jednak już w lipcu 1984 r. został przez grupę posłów wniesiony projekt nowelizacji tej ustawy, uchwalony następnie przy zaledwie 20 głosach sprzeciwu! Nowelizacja znosi odpowiedzialność Rady Ministrów, upoważniając ministra handlu wewnętrznego i usług do określania sieci sprzedaży wódki, zaś do dystrybucji piwa właściwe rady narodowe. Dozwolono sprzedaż przed godziną 13 w sklepach Pewexu i dokonano w tekście zabiegu językowego, umożliwiającego skuteczne zablokowanie funkcjonowania i rozwoju "Ponalu". Zresztą wcześniej nie uczyniono nic realnego dla rozwoju tego przedsiębiorstwa. Przeciwnie: w kampanii prasowej, rozpętanej przeciwko niemu, posługiwano się argumentami zaczerpniętymi ze słownictwa reformy gospodarczej, udowadniając np., że tworzenie przedsiębiorstwa-monopolisty zwiększy koszty i jest sprzeczne z kierunkiem reformy. W tej nagonce, u której podstawy leży obłędne założenie, że handel tą trucizną może być traktowany na równi z obrotem np. nawozami sztucznymi czy sprzętem gospodarstwa domowego, prym wiedli publicyści z pisma konsumentów. "Veto"! Czyżby to pismo było reprezentantem interesów klienteli sklepów monopolowych? Głosy protestu, a zwłaszcza memo[260]rial Przewodniczącego Komisji Episkopatu Polski d.s. Trzeźwości, ks. bpa Jana Mazura, skierowany do Sejmu PRL, pozostał bez echa. Związki zawodowe nie zaprotestowały wobec tak istotnej dla środowisk robotniczych kwestii. Pozostawiamy otwarty problem, jak to się dzieje, że w imię zaspokajania doraźnych potrzeb finansowych rezygnuje się z podjęcia trudu obrony społeczeństwa przed zagrożeniem alkoholowym? Dlaczego zlikwidowano różne organizacje tradycyjnie zaangażowane w zwalczaniu alkoholizmu, dopuszczając do działania jedynie Społeczny Komitet Przeciwalkoholowy, instytucję scentralizowaną i hierarchiczną, która "ma załatwić" problem w tradycyjnym stylu, Komitet obarczony wszystkimi wadami centralnych urzędów. Liczna grupa ludzi dobrej woli, zaangażowana w jego pracę, uwikłana jest w pajęczynę sprzecznych interesów, regionalnych nacisków i nieformalnych zaleceń. Dla wielu bowiem tych ludzi walka z szerzącym się alkoholizmem to nie nakaz wewnętrzny i przekonanie o potrzebie, ale po prostu wykonywanie służbowych poleceń.
W walce zzagrożeniem alkoholowym społeczeństwo zdane jest także na własne siły. Trzeba sobie ten fakt uświadomić, aby zrozumieć, że z tego wynika – nasza odpowiedzialność za losy narodu. Nikt za nas nie dokona cudu powstrzymania zalewającej kraj fali pijaństwa. Tego musimy podjąć się sami. Odpowiedzialność ponoszą wszyscy: pijący i nie pijący, kupujący wódkę dla siebie i ci, co częstują nią innych, przyjmujący pół litra jako "zapłatę" za pracę i ci, którzy wręczają "grzecznościowe" podarki koniakowe. Plagę pijaństwa umacnia zarówno meliniarz jak i docent chemii, który trudzi się, aby uzyskać bimber w jak najlepszym gatunku, o którym będzie się mówiło w towarzystwie. Odpowiedzialność zaś szczególna spoczywa na tych, których autentyczny autorytet powoduje szerokie oddziaływanie społeczne, którzy swoimi postawami budują wzorce środowiskowe. Mamy tutaj na myśli inżynierów w zakładach pracy, lekarzy w szpitalach, asystentów na uczelniach, księży w parafiach, a wreszcie autentycznych; cieszących się autorytetem działaczy wśród robotników. Od nich i od wielu jeszcze innych zależy dalszy los kraju w tym względzie. Ich trzeźwość jest konieczna dla otrzeźwienia narodu.
Do podjęcia niezależnych działań społecznych nawołuje Kościół. Powołał on Ruch Trzeźwości im. Świętego Maksymiliana. Na 202 Plenarnej Konferencji Episkopatu biskupi zalecili tworzenie bractw regionalnych kraju (Mistrzejowice w Nowej Hucie, Gdańsk, Lublin, Rzeszów, Warszawa...).
Szansa, która zaistniała dzięki inicjatywie bractw, powinna zostać właściwie wykorzystana. Parafia to wspólnota, która może stworzyć lokalną organizację trzeźwościową. Specyficzne problemy występujące w miastach bądź na wsi, regionalne i zawodowe zróżnicowania wymagają podejmowania działań różnorodnych. Stąd wynika konieczność budowania ruchu od dołu, od najmniejszych lokalnych społeczności. Bractwo nie będzie dysponowało milionowymi kwotami na leczenie ludzi uzależnionych, ale może spowodować przeznaczenie na ten cel pieniędzy z budżetów rad narodowych, a następnie dopilnować właściwego ich wydatkowania. Bractwo, nie podejmie produkcji napojów niskoprocentowych, ale będzie domagać się zmiany struktury produkcji, ograniczenia dystrybucji, przestrzegania norm jakości, wprowadzenia małych opakowań, zmian relacji cenowych itp. Wielką rolę bractwa można upatrywać w dziedzinie kontroli przestrzegania przez lokalną administrację postanowień ustaw przeciwalkoholowych. Najważniejsze jednak to przebudowa świadomości poprzez własny przykład i taką postawę, która uczyni skuteczną walkę z polską pijacką podkulturą. Walkę ze zniewoleniem i apatią.
