Wszyscy cieszymy się nadzieją, że za kilka miesięcy imię naszego Błogosławionego wpisane zostanie na listę świętych Kościoła katolickiego. Wzrasta przy tym zainteresowanie jego życiem, apostolską. działalnością. i środowiskiem, w którym pracował.
Bł. Maksymilian przygotował sobie pomocników, wychował ich w swoim duchu, dał im szansę współpracy w wielkich dziełach, które zapoczątkował. Niewielu już zostało z tego pierwszego pokolenia, gdyż raz po raz Bóg zabierał któregoś z tej ziemi. Podczas tegorocznej wiosny po nagrodę do Pana odeszło bowiem trzech najstarszych z nich.
Dnia 17 III 1982 r. w Warszawie zmarł po długich cierpieniach BR. AUGUSTYN FRANCISZEK KISIELEWSKI. Urodził się on 1 I 1902 r. w Chicago (USA). Z zawodu był krawcem. Mając 25 lat, wstąpił do zakonu. Przełożeni skierowali go do wydawnictwa w Grodnie. Następnie znalazł się w Niepokalanowie, gdzie pracował jako krawiec, zakrystian i furtian. Z woli przełożonych szył później habity dla wielu pokoleń franciszkańskich we Lwowie, Krakowie i Gnieźnie. W czasie wojny, zagrożony przez Niemców aresztowaniem, schronił się w oddziale partyzanckim, w którym dosłużył się stopnia oficerskiego. Kilka lat spędził na zesłaniu. Z kolei przebywał na różnych placówkach. W ostatnim okresie swego życia mieszkał w klasztorze warszawskim, pracując dla chwały Boga i Niepokalanej.
W miesiąc później zgasł następny z pierwszych wychowanków Błogosławionego - BR. MANSWET JAN MARCZEWSKI. Urodził się 14 I 1902 we wsi Malcanów w ziemi łukowskiej. W dwudziestym roku brał udział w wojnie, broniąc stolicy. Następnie ukończył szkołę handlową. Do zakonu zgłosił się w r. 1926. Przeznaczono go do pracy w wydawnictwie. Nowicjat odbył w Niepokalanowie pod kierunkiem Błogosławionego. Należał do jego bliskich współpracowników, pomagając w wielu działach, np. elektrycznym, redakcyjnym. To on przed wojną. organizował w wydawnictwie krótkofalową. stację nadawczą. Przez pewien czas uczył młodzież w niższym seminarium. Na każdym miejscu okazywał się człowiekiem pracowitym, opanowanym, wiernym naśladowcą. Błogosławionego. Odznaczał się wielką. cierpliwością, znosząc spokojnie przez całe lata przykrości ciężkiej astmy. Zmarł 21 IV 1982 r.
W dzień pogrzebu śp. br. Mansweta nadeszła wiadomość o śmierci słynnego w Japonii misjonarza, BR. ZENONA WŁADYSŁAWA ŻEBROWSKIEGO, również współpracownika i wychowanka Błogosławionego. Pochodził on z Kurpiów, gdzie urodził się w r. 1898, we wsi Surowe pod Myszyńcem. On także rozpoczynał swoje życie zakonne w Grodnie, dokąd skierowano go po przyjęciu w r. 1925. O. Maksymilian bardzo cenił i szanował br. Zenona, wyznaczając go na pierwszego budowniczego klasztoru-wydawnictwa w Niepokalanowie. Potem polecił mu, aby był kwestarzem klasztornym. W r. 1930 pod wodzą Błogosławionego wyjechał w pierwszej grupie misjonarzy do Japonii. Położył ogromne zasługi dla placówki w Nagasaki. Opiekował się sierotami i nędzarzami, ofiarami wojny. Cieszył się zatem wielką popularnością i uznaniem ze strony władz. Zmarł 24 IV 1982 r. w Tokio, dokładnie w 52 rocznicę swego wylądowania w Nagasaki.
* * *
Niżej podajemy fragment z książki pt. Opowieść o bracie Zenonie, która wkrótce ukaże się w naszym wydawnictwie.
Tysiące kilometrów, głębokie różnice językowe i religijne oraz wieki odmiennych dziejów i kultur dzielą. kurpiowską. wieś Surowe od Tokio, japońskiej metropolii. Łączy je natomiast osoba brata zakonnego Zenona Żebrowskiego, Polaka, otoczonego powszechnym szacunkiem w kraju kwitnącej wiśni. To właśnie ten "Porando-dzin" przez swoją. pracę i miłość dla biednych zbudował most wzajemnego zrozumienia i uznania obydwu narodów.
Dziwny to był człowiek. Niby znał wiele zawodów, ale mało rzeczy umiał robić naprawdę dobrze; właściwie nie skończył żadnej szkoły, a jednak budził podziw wielu wykształconych i mądrych ludzi; chociaż był tylko braciszkiem w zakonie, przyjmowali go papieże, kardynałowie i biskupi; choć mieszkał w Japonii jak przeciętny cudzoziemiec, rozmawiali z nim najwyżsi dostojnicy państwowi. W czasie wojny, kiedy obcokrajowców zamykano w obozach, on chodził po ulicach Nagasaki w habicie, choć nawet miejscowe duchowieństwo musiało nosić cywilne ubrania. Słaba znajomość japońszczyzny nie przeszkadzała mu skutecznie załatwiać sprawy w urzędach i w fabrykach. To on zaopiekował się sierotami, budował domy dla ludzi bez dachu nad głową, organizował pomoc materialną. dla biednych, kiedy sami Japończycy, przybici klęską wojenną, opuścili bezradnie ręce.
Powierzano mu wielkie sumy na cele dobroczynne, ale on zawsze pozostał ubogim. Dla swoich podopiecznych podejmował długie podróże, chociaż przez wiele lat dręczyły go liczne choroby. Na pierwszą. wieść o jakiejś klęsce żywiołowej zrywał się [120] nawet z łoża boleści i dążył z pomocą poszkodowanym. Chociaż ufał Opatrzności, nie oszczędzał sił ani zdrowia, poświęcając się dla innych. Przepowiadano mu rychłą śmierć, a dożył osiemdziesięciu czterech lat mimo istotnie słabego zdrowia.
Pracy, cierpienia i miłości do bliźnich uczył się w szkole franciszkańskiej, kierowanej przez bł. Maksymiliana Marię, z którym łącznie współpracował przez jedenaście lat w Grodnie, w Niepokalanowie i w Japonii. Naśladował go wiernie w praktykowaniu bezwarunkowego i całkowitego poświęcenia się Matce Bożej Niepokalanej, uczestnicząc w jego prasowym apostolstwie maryjnym. Chociaż z natury niezależny i impulsywny, umiał poddać się wymaganiom i wskazówkom Błogosławionego.
W gronie wychowanków o. Kolbego Zenon wyróżniał się poczuciem rzeczywistości, pomysłową zaradnością, umiejąc praktycznie doradzić w trudniejszych sytuacjach. Obdarzony szczególną zdolnością nawiązywania kontaktu z otoczeniem, bardzo pożytecznie pracował jako kwestarz i apostoł słowa drukowanego, propagując katolickie czasopisma i książki. Jego wielkie miłosierdzie i praca dla biednych po wojnie nosiły cechy charyzmatu, skłaniającego go, aby treść Ewangelii i maryjnej nauki Błogosławionego podawać ludziom w codziennym, dla wszystkich zrozumiałym, języku czynów. W swej pracy docierał tam, dokąd nie dochodziło pismo ani słowo kaznodziei, czyli do mieszkańców spelunek, do złodziei, włóczęgów, pijaków i w ogóle do marginesu społecznego. W tym zbliżał się do wzoru św. Franciszka z Asyżu.
Do wyobraźni Japończyków silnie przemawiał widok jego steranej pracą. postaci w akcji pomocy nędzarzom - podobnie jak przekonywa w Indiach osoba Matki Teresy z Kalkuty. Uznawszy bowiem opiekę nad biedną ludnością za swój obowiązek, wskazany mu przez Chrystusa, dawał świadectwo swej wiary. Bezinteresowność wobec bliźnich, oparta na Bożej miłości, nadawała szczególną wartość jego pracy i cierpieniu, którego miał wiele w swym życiu. Ostatnie bowiem dziesięć lat życia chorował, co przy jego żywotnej ruchliwości wymagało cierpliwego wysiłku w swej nieporadności. Japończycy dawali mu ordery i wznosili pomniki za życia, a on pracował - jak sam mówił - dla Niepokalanej.
