Współpracownicy Pana Boga

Bracia, którym Pan dał łaskę pracy, niech pracują sumiennie i pobożnie - nakazuje swoim braciom św. Franciszek. Praca jest więc łaską i u jej "początku stoi tajemnica stworzenia" - czytamy w encyklice Laborem exercens. Bóg w swojej łaskawości dopuszcza człowieka do współpracy ze sobą. W wyniku stwórczego działania Bożego powstał cały świat. Księga Rodzaju opowiada, że Bóg odpoczął siódmego dnia po tej pracy, ale właściwie nie zaprzestał działania: "Ojciec mój działa aż do tej chwili" - stwierdza Pan Jezus u św. Jana - działa i do współpracy wezwał człowieka, którego stworzył na swój obraz i podobieństwo swoje. "Czyńcie sobie ziemię poddaną" - nakazał ludziom. Kto więc pracuje, wypełnia przykazanie Boże czynienia sobie ziemi poddaną, a równocześnie realizuje samego siebie, upodabniając się do Stwórcy w działaniu i poszerzaniu swego panowania nad stworzeniami.

Nakaz czynienia ziemi sobie poddaną nie ogranicza się do samej tylko roli, lecz obejmuje wszelką działalność, dzięki której "człowiek ujawnia siebie jako tego, który «panuje» i potwierdza siebie jako tego, który panuje" - jak to formułuje wspomniana encyklika. Niemniej, gdy rolnik uprawia rolę, zagospodarowuje ją, wówczas spełnia ten nakaz w najdosłowniejszym znaczeniu. Nie przesadzimy zapewne, gdy powiemy, że rolnik pod tym względem jest podobniejszy do Pana Boga od innych pracowników, bo jego praca dotyczy tego samego przedmiotu, nad którym pracuje również Pan Bóg. "Mój Ojciec jest rolnikiem" - powiedział Chrystus. W pewnym sensie można więc powiedzieć, że Pan Bóg i rolnik wykonują ten sam zawód. I trzeba przyznać, że rolnik wykonuje swoją pracę w wielkiej harmonii ze Stwórcą. Ogląda on codziennie piękno świata [200]stworzonego przez Boga, podpatruje on skutki Bożego działania, pragnie je naśladować i ze swej strony dokłada starań, aby ziemia stawała się jeszcze piękniejsza i użyteczniejsza. Przypomnijmy sobie znany z Pana Tadeusza poetycki obraz:

Tymczasem przenoś moją duszę utęsknioną,
Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych,

Do tych pól malowanych zbożem rozmaitym,
Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem;
Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała,
Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała,
A wszystko przepasane jakby wstęgą, miedzą
Zieloną, na niej z rzadka ciche grusze siedzą.

Ileż w tych genialnych wierszach uroku! Nic dziwnego, że oczarowały duszę niejednego starego "Latarnika" tak, iż zapomniał o całym świecie. A przecież daleko do tego, by poeta zdołał przedstawić całe piękno opisanego krajobrazu, który jest o wiele bogatszy i piękniejszy.

Opisana rzeczywistość składa się z dwu części. Jedna to dzieło samego Stwórcy, a drugą stanowi to, co rolnik dokonał własną pracą. Ale obie części tak się nakładają na siebie i tak doskonale uzupełniają, że trudno wskazać, gdzie kończy się to co Boże, a gdzie zaczyna to co człowiecze. Jest to wynik wielkiej inteligencji rolników. Z wielkiego szacunku dla Boskiego Mistrza nie dewastują, nie niszczą, lecz dyskretnie tu coś zmienią, tam przestawią; tu ujmą, ówdzie uzupełnią, tak że··dzieło Rolnika Bożego nic przez to nie ucierpi, wiele zyska. Oczywiście mowa tu o rolnikach prawdziwych, a nie o dyletantach i najemnikach.

Rolnicy pamiętając, że pracują w warsztacie Bożym, wykonują swoją pracę z wielką pokorą, a równocześnie z powagą i namaszczeniem; bije od nich, zwłaszcza od starszych, jakiś majestat. Patrząc na rolnika przy pracy, ma się wrażenie, że to jakiś kapłan wykonujący funkcję sakralną. Bo rzeczywiście są współpracownikami Bożymi, jak to wyżej widzieliśmy, a nadto ich praca jest konieczna dla sprawowania Mszy św. "Błogosławiony jesteś, Panie, Boże wszechświata - modli się kapłan przy ołtarzu Pańskim - bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy chleb, owoc ziemi oraz pracy rąk ludzkich, który Tobie ofiarujemy, aby stał się dla nas chlebem życia". Podobnie przy ofiarowaniu kielicha. To oni, rolnicy, dostarczają materii, która służy za sakramentalne postacie Chrystusowi Eucharystycznemu. Niebywale wyróżnienie.

Rolnicy współpracując z Bogiem w doskonaleniu natury służą równocześnie wszystkim ludziom. Warto zwrócić uwagę na to, co do niedawna jeszcze byłoby dla wielu niezrozumiałe. Otóż ubocznym jakby, ale bardzo ważnym skutkiem pracy rolnika jest to, że zachowuje nienaruszone środowisko naturalne. Dzisiaj, gdy doświadczyliśmy już, niestety, jakim nieszczęściem jest skażone powietrze, zatruta woda, obszary pozbawione zieleni, łatwiej nam pojąć, jak wielkie dobro zawdzięczamy prawidłowo rozwiniętemu rolnictwu.

Główny jednak wysiłek rolnika koncentruje się na wypracowaniu chleba. Malutka część tego chleba zużywana jest na hostie, które po konsekracji stają się Chlebem życia dla naszych dusz, a znacznie większa część służy do podtrzymywania naturalnych sił człowieka. W encyklice Laborern exercens (5) znajdujemy zdanie, że rolnictwo stanowi wciąż podstawową dziedzinę życia gospodarczego. Bo też żadna dziedzina życia gospodarczego nie może się obejść bez płodów rolnych. Rolnik o tym wie i świadomie pracuje nie tylko na własne potrzeby. A pracuje ofiarnie. Ileż to razy chłop polski, jeśli nie powołano go, aby z bronią w ręku osłaniał kraj przed najeźdźcami, stawał na posterunku swego zagonu. Gdy przychodził czas siewu, nie zważał na bieg wydarzeń, lecz wychodził z pługiem na porytą pociskami rolę. Na uwagi, że niebezpiecznie, że wróg się zbliża, że... odpowiadał: Wojna wojną, a chleb wszystkim potrzebny. I krajał skiby, rzucał ziarno w spulchnioną ziemię... Zdarzało się, że przy pracy otrzymywał śmiertelny postrzał, dopełniał wtedy ofiary życia, a zasiew wzrastał z jego krwi.

W tej chłopskiej wierności ziemi jest coś więcej niż zwyczajne przywiązanie do swojej własności. Jest ona raczej podobniejsza do więzi między drzewem i glebą, w której ono tkwi i dla którego wyrwanie go z niej znaczy po prostu zniszczenie.

Jan Paweł II przypomniał w Poznaniu powieściową historię Boryny z Chłopów Reymonta. [201]Boryna w malignie, trawiony śmiertelną gorączką, w stanie, w którym do głosu dochodzi czasem to, co najgłębiej tkwi w duszy człowieka, wymknął się nocą, by obsiać rolę. Naczerpał do koszuli ziemi i rozsiewał ją przy blaskach księżyca. Siał uparcie, aż - jak powiada pisarz - w poszumie wichrów posłyszał jękliwe wołanie pól: "Gospodarzu! Ostańcie! Ostańcie z nami!" Wyczerpany do kresu runął na twarz i pozostał.

Laureat Nobla nie mógł wiedzieć, co Boryna myślał w ostatniej chwili swego życia i co mógł słyszeć, ale pewne jest, że rolnik z prawdziwego zdarzenia czuje w swej duszy wołanie ziemi i temu powołaniu bywa on wierny do końca. Jest to wielka wartość, którą aż dotąd zachował polski rolnik. Wartości tych jest więcej. Ojciec Święty zwracając się w Niepokalanowie do przedstawicieli rolników powiedział: "Pozwólcie, że zwrócę się do Was słowami wielkiego męża stanu, przedstawiciela polskiej wsi, Wincentego Witosa: «Chłop zachował w najgorszych chwilach ziemię, religię i narodowość. Te trzy wartości dały podstawę do stworzenia państwa. Bez nich nie moglibyśmy go mieć. Gdzie chłop stanął, tam się podstawa przyszłego odrodzenia ostała»" (Zjazd w Wierzchosławicach, 1928). Jest to szczera prawda! Chłop, jak drzewo, nie daje się łatwo wykorzenić ze swojej ziemi. Tej właściwości jego charakteru zawdzięczamy w dużej mierze to, że pod zaborami, a zwłaszcza pruskim, utrzymaliśmy polski stan posiadania. Symbolem nieustępliwości i wytrwałości chłopa polskiego stał się wóz Drzymały, co też przypomniał w Poznaniu Jan Paweł II.

Te trzy wartości: niezłomne trwanie przy religii, moralności chrześcijańskiej i przy ziemi stanowią nasz wielki kapitał narodowy, którego pod groźbą utraty tożsamości nie wolno nam lekkomyślnie roztrwonić. Po stokroć słuszne są słowa Prymasa Tysiąclecia wypowiedziane 2 kwietnia 1981 r. do przedstawicieli Solidarności Wiejskiej: "Jeżeli ziemia jest porośnięta trawą, to najostrzejsze wichry nie wywieją jej łatwo, choćby była piaszczysta. Ale jeżeli ziemia będzie pustkowiem, wtedy łatwo ją zawojować"...

Bardzo nieodpowiedzialnie postępuje więc każdy, kto dąży do podważenia tych wartości zakorzenionych w duszy naszego ludu wiejskiego. Nie w naszym interesie działa ten, kto na siłę wtłacza ateizm, burzy zasady moralne lub zniechęca młodzież do życia na wsi. Dobro naszej Ojczyzny wymaga działania przeciwnego. Ludziom wsi i miast należy ukazywać wielkość, piękno i pożytek pracy rolnika. Wszyscy winniśmy cenić i ułatwiać życie rolnikowi, by mógł się pozbyć uczucia upośledzenia i niedocenienia. Za swój trud niech otrzymuje uznanie i szacunek, a za wypracowane produkty wynagrodzenie w postaci słusznych cen i możności nabycia koniecznych do swojej pracy narzędzi, sprzętu, maszyn i surowców. Niech ma też pewność, że jest niezależnym panem w swoim warsztacie pracy, że podejmowanych samodzielnie decyzji i planów nikt mu nie zmieni i nie pomiesza.

Jeśli nakaz uczynienia sobie ziemi poddaną urzeczywistnia się wtedy, gdy jak to Papież ujął w encyklice - człowiek ujawnia siebie jako ten, który panuje, to nakaz ten nie zostałby zrealizowany nawet wtedy, gdyby rolnik opanował wszelką technikę uprawy roli, otrzymał wszelkie konieczne urządzenia i ułatwienia, ale on sam nie osiągnąłby odpowiedniego stopnia rozwoju umysłowego, kulturalnego, a zwłaszcza moralnego. Bo cóż by pomogło panowanie nad wszystkim innym, gdyby nie był panem samego siebie. Ujawnienie samego siebie jako tego, który panuje, ukazuje się przede wszystkim przez opanowanie swoich wad, słabości, nałogów i wszystkich ujemnych. cech własnego charakteru. Oto ogromne pole pracy dla rolników, gdzie trzeba może nadrobić wieloletnie zaniedbania. W tej olbrzymiej pracy Kościół chce nieść rolnikom pomoc. W tym celu nasz Episkopat powołał Komisję do Spraw Duszpasterstwa Rolników. Komisja organizuje w różnych ośrodkach dni skupienia, na których omawia się różnorakie zagadnienia dotyczące problematyki pracy na roli i życia rodzinnego na wsi. Takie dni odbyły się również w Niepokalanowie od 31 marca do 1 kwietnia br. Przedstawiciele różnych środowisk rolniczych obradowali i modlili się pod przewodnictwem ks. bpa Jana Gurdy z Kielc.

Grafika tytułowa