Wołanie o pojednanie

Dramatyczne, pracowite dni pielgrzymki Jana Pawła II w Chile

Jan Paweł II wyraził uczucia olbrzymiej większości Chilijczyków, która pragnie wolności i życia bez przemocy, w całkowitym poszanowaniu godności ludzkiej. "Miłość jest silniejsza - powiedział Papież - a poszukiwanie dobra wspólnego wymaga odrzucenia wszelkiego terroryzmu". Tłum skandował chórem: "Pokój, pokój, świat domaga się pokoju".

Bardzo blisko ołtarza papieskiego widoczne są znaki przemocy. Wydarzenie ma miejsce w Santiago de Chile wieczorem trzeciego kwietnia przy końcu Mszy świętej połączonej z ogłoszeniem pierwszej błogosławionej chilijskiej, karmelitanki Teresy de los Andes. Kilka świec łzawiących, wystrzelonych przez carabineros z granatników spada w sektory, będące najbliżej ołtarza. I uniemożliwia Ojcu Świętemu szybkie opuszczenie parku O’Higgins i udanie się do nuncjatury. Papież klęka na kilka minut przy ołtarzu, zasłania twarz rękami...

Zamieszki rozpoczynają się przed "mszą o pojednanie". W sektorze peryferycznym rozległego terenu zapalają się opony samochodowe. Podczas obrzędu ogłoszenia nowej błogosławionej około trzystu młodych ludzi, niektórzy z odznakami lewicowego ruchu rewolucyjnego i młodzieży komunistycznej, zaczyna wykrzykiwać slogany przeciw Pinochetowi oraz rzucać kamieniami w carabineros i dziennikarzy. Siły porządkowe reagują, najpierw strumieniami wody, a potem świecami z gazem łzawiącym. Wiele ludzi ucieka. Wiatr unosi gaz w kierunku celebransów. Oczy Papieża są także załzawione, a kard. Fresno podsuwa mu zwilżoną chusteczkę dla złagodzenia swędzenia.

Spokój wraca podczas homilii i utrzymuje się aż do końca Mszy. Na zakończenie obrzędu Ojciec Święty improwizuje: "Drodzy Bracia i Siostry w Santiago de Chile, dziękuję Wam za uczestnictwo pełne cierpliwości, godności, wiary, wytrwałości, miłości. Miłość jest silniejsza".

W czasie gdy chór woła rozpaczliwie: "Pokój, pokój, pokój; świat domaga się pokoju", ponawiają się zamieszki. Świece z gazem łzawiącym zatrzymują się pod ołtarzem, słychać strzały, padają kamienie. Dziennikarkę chilijskiego tygodnika "Analisis", z dwoma kulami w piersi, zabiera karetka pogotowia. Ciężko ranni są również czterej carabineros. Dziesiątki wiernych trafiają do szpitala, setkom udzielana jest pierwsza pomoc lekarska. Nie wiadomo, ilu jest rannych wśród prowokatorów, którzy rozpoczęli atak. Po sobie pozostawili symbole i napisy Frente Popular Manuel Rodriguez, naszkicowane węglem na asfalcie.

Mimo wszystko był to dzień nadziei dla Chile. Dzień, w którym Ojciec Święty spotkał się z opozycją polityczną; dzień, kiedy czterystu więźniów politycznych, prowadzących strajk głodowy (kilku z nich już u kresu sił) postanowiło przerwać swój protest w chwili, [165]gdy rząd, dzięki interwencji Kościoła, przyjął niektóre ich żądania.

W tym dniu Jan Paweł II wygłosił w parku, będącym teatrem zajść, bardzo jasne słowa o pojednaniu: "Poszukiwanie dobra wspólnego - powiedział - wymaga odrzucenia wszystkich form przemocy i terroryzmu - niezależnie od tego, z jakiej strony pochodzą które pchają ludzi w chaos. Pojednanie, proponowane przez Kościół, jest prawdziwą drogą wyzwolenia chrześcijańskiego, bez uciekania się do nienawiści, walki klas, odwetu, do nieludzkiej dialektyki, która nie dostrzega w bliźnich braci, dzieci tego samego Ojca, ale widzi w nich nieprzyjaciół, których trzeba zniszczyć".

Papież poparł także w pełni linię biskupów chilijskich: w dokumencie ilustrującym plan pastoralny na lata 1986-1989 zdecydowanie odrzucają oni terroryzm tych, którzy chcą osiągnąć demokrację walką zbrojną, oraz terroryzm państwa, upatrujący w przeciwnikach jedynie nieprzyjaciół, których należy zwalczać siłą. Większość Chilijczyków podziela stanowisko biskupów. Z ostatnich badań opinii publicznej wynika, że około 20 procent ludności popiera Pinocheta, a jeszcze mniej jest zwolenników drogi prowadzącej do demokracji przez przemoc.

Chilijczycy oczekują po wizycie Ojca Świętego pojednania, odnowy moralnej kraju i oczywiście wolności. Oto kilka przykładów:

Fabiola Letelier, siostra Rolanda, byłego ministra spraw zagranicznych w rządzie prezydenta Allende, zamordowanego w roku 1979: "Znajdujemy się w poważnym kryzysie moralnym. Chilijczycy bardzo kochają Papieża, widzą w nim wielki autorytet moralny. Ufam, że pobudzi on nas do wyjścia z tego kryzysu". Gabriel Valdes, przewodniczący Demokracji Chrześcijańskiej: "Spodziewam się, że Papież przyniesie nam równowagę wartości absolutnych. W tym kraju wszystko jest zrelatywizowane, zakłamane, a stąd niemoralne". Margarita Perez, gospodyni domowa z Pudahuel (uboga peryferia Santiago), mocno zaangażowana we wspólnocie neokatechumenalnej: "Brakuje nam chleba i pracy, a także wiary w przyszłość. Mam nadzieję, że Papież usłyszy krzyk ludu. Tu od zbyt wielu lat nasz głos jest stłumiony".

Jak Ojciec Święty odpowiedział na te oczekiwania?

Wysłuchał je. Wysłuchał słów pobladores, słów twardych jak kamień. Luisa Riveros, matka rodziny, mówiła mu o bezrobociu i bardzo niskich zarobkach, o ucieczce wielu młodych ludzi w alkohol i narkotyki, o ogromnych trudnościach w wychowaniu dzieci "jak Bóg przykazał". "Chcemy życia godnego dla wszystkich, bez dyktatury". Ximena Comejo, dziewczyna dwudziestoletnia, rzuciła inne słowa-kamienie: "Wielu młodych było uwięzionych lub wydalonych z kraju, poranionych lub zabitych, a nawet spalonych tylko z tego powodu, że domagali się godniejszego życia". Mario Mejias z miejscowości Victoria, - gdzie przed dwoma laty został zabity misjonarz francuski, ojciec Jarlan, przypomniał: "Nasi pasterze byli głosem tych, którzy są bez głosu, i bronili naszych praw i naszej godności".

Papież tych głosów wysłuchał.

Wysłuchał młodzież, która na stadionie narodowym w Santiago wspomniała mu, jak trudno jest - z powodów politycznych, społecznych i ekonomicznych - być dziś w Chile [166]młodymi. W Maipu, w sanktuarium maryjnym kraju, Papież wysłuchał siostrę Marię del Carmen Perez, która przemawiała w imieniu przeszło pięciu tysięcy zakonników: "Nie chcemy kraju stłumionego w swoich najbardziej autentycznych wartościach, podzielonego na grupy, które wzajemnie się potępiają. Nie chcemy być manipulowani przez ideologie lub władze ani też milczeć z fałszywego strachu. Wraz z naszymi pasterzami opowiadamy się za życiem, za pojednaniem w prawdzie, nawet jeśli nas to kosztuje".

Wysłuchawszy, Ojciec Święty przemówił. Od początku chciał, aby jasny był sens jego wizyty. "Z Ewangelią w ręku pragnę czuć się pielgrzymem w sercu każdego mężczyzny i każdej kobiety chilijskiej" - rzekł na lotnisku w Santiago w odpowiedzi generałowi Pinochetowi, który kategorycznie oznajmił, że trwa wojna przeciw ideologii marksistowskiej. Według niego marksistami są ci wszyscy, którzy nie akceptują bezpieczeństwa narodowego, a więc i liczni biskupi, kapłani, bardzo liczni wierni.

Pozdrawiając Santiago i Chile, ze wzgórza San Cristobal, Papież wspomniał także o wygnańcach. Na spotkaniu z ubogimi potępił "ubóstwo licznych, będące w kontraście z bogactwem niektórych". Słowa uznania skierował do wspólnot chrześcijańskich walczących o godniejsze życie dla wszystkich, a jednocześnie przestrzegł przed "utożsamianiem się z partiami lub stanowiskami politycznymi".

W Valparaiso, w czasie Mszy świętej w intencji rodzin, zachęcił do unikania zarazy rozwodów i "rozumowania przeciw życiu". Młodych, zebranych na stadionie narodowym, który we wrześniu 1973 roku zamienił się w obóz uwięzienia i śmierci, wezwał, by Chrystusa ustawili w centrum swego życia. I tylko Papież zaznaczył o tragedii, jaka dokonała się w tym miejscu: "Na tym stadionie, miejscu współzawodnictwa, ale także bólu i cierpienia w czasach przeszłych...".

Oprócz słów - gesty. Serdeczny uścisk trzech pobladores, którzy powiedzieli tyle gorzkiej prawdy o Chile. Podzielenie się chlebem i herbatą z parą staruszków. Uścisk z Glorią Carmen Quintaną, dziewczyną quemada (poparzoną) przez policję w lipcu ubiegłego roku podczas manifestacji.

Oczywiście, było także spotkanie z Pinochetem. Czyż Papież mógł nie spotkać się z prezydentem? Czynił to także w innych krajach niedemokratycznych. A potem, kto wie, czy jego słowa nie zapadły w serce generała...

Grafika do art. Wołanie o pojednanie

[Fot. 1, s. 164] Usłysz krzyk ludu - wola Fredy Ormeno, obejmując Ojca Świętego.

Grafika do art. Wołanie o pojednanie

[Fot. 2, s. 165]

Grafika do art. Wołanie o pojednanie

[Fot. 3, s. 166] Trzydziesta trzecia podrót Jana Pawła II do Urugwaju, Chile i Argentyny (31 III - 13 IV [1987]).