Jako misjonarki, gotowe iść wszędzie i do wszystkich, by głosić Dobrą Nowinę zbawienia, jesteśmy posłane w pierwszym rzędzie do tych... wśród których Kościół jest mniej obecny, a szczególnie do najbiedniejszych.
Konstytucje Franciszkanek Misjonarek Maryi
Tory kolejowe przebiegają wzdłuż kilku budynków otoczonych podwójnym murem i drutami. Co kryje się za tym ponurym murem? Kim są osoby, które muszą tam przebywać? Czego najbardziej potrzebują i jak można im pomóc?... Te i podobne pytania nurtowały siostry, które często przejeżdżały tamtędy.
Okazało się, że jest to więzienie dla dziewcząt i kobiet.
Z wagonu dobrze widać okna baraku. Któregoś dnia podczas takiej podróży siostra, siedząca przy oknie i jak zwykle pilnie wpatrująca się w budynki więzienne, zauważyła dwie więźniarki, które machały rękoma, jak gdyby chciały pozdrowić pasażerów przejeżdżającego pociągu. Ale w przedziale nikt na to nie zwracał uwagi, wszyscy siedzieli spokojnie, tylko ta jedna siostra energicznie machała ręką, by odpowiedzieć na to niezwykłe pozdrowienie.
Od tego czasu myśl, by dotrzeć do więźniarek, stawała się coraz bardziej natarczywa. Jedno tylko było pewne - trzeba, do nich dotrzeć, ale jak?...
Dzięki rozmowie z Siostrą Prowincjalną i jej żarliwej zachęcie, by działać w tym kierunku, rozpoczęłyśmy poszukiwania. Okazało się, że od 1 stycznia 1982 r. więzienie to obsługuje starszy ksiądz, będący kapelanem więziennym. Podczas rozmowy z nim dowiedziałyśmy się o jego problemach i kłopotach. Otóż ksiądz ten posiada zezwolenie tylko na odprawienie coniedzielnej Mszy św. na terenie więzienia. Kłopot w tym, że liczba uczestniczek, na początku pokaźna, zmniejszała się gwałtownie. Ksiądz obawiał się, że któregoś dnia na Eucharystii zostanie on sam i tak skończą się kontakty duszpasterskie. Propozycja współpracy bardzo go ucieszyła i sam stwierdził, że "franciszkanki spadły mu z nieba".
Teraz pozostało tylko odnalezienie możliwości kontaktu sióstr z więźniarkami. Po wielu trudnościach i nieudanej próbie umówionego spotkania z jedną z więźniarek nadarzyła się wreszcie wspaniała okazja. Był to czas przed świętami Bożego Narodzenia, więc udało się otrzymać pozwolenie na uroczystą Mszę świętą i "opłatek", a także na udział dwóch sióstr. Długo oczekiwany i uproszony modlitwami dzień wizyty w więzieniu nastąpił 21 grudnia 1982 r. Z bijącym sercem, z gitarą pod pachą, z zieloną choinką, kartonem ozdób choinkowych, z magne[375]tofonem i kolędami maszerowaliśmy - we trójkę do więzienia: ksiądz kapelan i dwie siostry.
Przez liczne drzwi, kraty i zamki zaprowadzono nas do dużej świetlicy. Na środku stał stół mający służyć za ołtarz, pod oknami ustawiono ciasno krzesła i ławki. Zaczęłyśmy przystrajać choinkę. Do sali powoli schodziły się więźniarki. Na widok sióstr niektóre okazywały trochę zainteresowania, inne patrzyły obojętnie, reszta zaś z lekceważeniem mierzyła nas oczyma.
Kiedy wszystkie zajęły już miejsca, rozpoczęło się nabożeństwo pojednania. Na sali wzmógł się kaszel, czasami wymuszony i czynił wiele hałasu.
Zabrzmiała pieśń przy akompaniamencie gitary: Kochać, to znaczy powstawać. Obecne powoli uciszały się. Teraz mogłyśmy zobaczyć ich twarze, jakże różne od tych, jakie spotykamy na co dzień. Dziewczęta młode o bardzo zniszczonej i żółtej cerze, o zapadłych oczach i bezmyślnym wyrazie twarzy, ubrane w więzienne stroje. Niektóre wyglądały bardzo nędznie i serce się ściskało, gdy patrzyłyśmy w ich oczy niczego nie pragnące. Inne miały na sobie część stroju cywilnego, były bardziej czyste. Jednak pretensjonalnie uczesane włosy i jaskrawy makijaż mówiły wiele o ich przeszłości.
Podczas nabożeństwa ksiądz kapelan mówił o Bogu, który zapisał w sercu każdego człowieka swoje prawo i że ten sam Bóg jest najlepszym Ojcem, który zawsze i wszystko wybacza, jeśli się Go o to poprosi. Potem w sąsiednim pokoju odbywała się spowiedź. My rozpoczęłyśmy rozmowę z pozostałymi więźniarkami. Zaproponowałyśmy im naukę śpiewanej poprzednio pieśni. Poprzedził ją odpowiedni komentarz, przypominający tę prawdę, że wszyscy jesteśmy przed Bogiem grzesznikami, że w życiu każdego człowieka muszą być takie momenty, kiedy z ciężarem własnych win zwracamy się do Boga prosząc Go o wybaczenie... Podobną treść wyrażały słowa pieśni. Dziewczętom najbardziej podobał się refren, dlatego bardzo szybko się go nauczyły i śpiewały kilkakrotnie:
"O Boże, o Boże, Panie mój,
nie pamiętaj, że czasem było źle,
Wiesz dobrze, że zawsze jestem Twój
i że tylko Twoją drogą kroczyć chcę".
Nic dziwnego, że wszystkie z takim naciskiem śpiewały - "nie pamiętaj, że czasem było źle...". Te słowa w ich ustach nabrały szczególnego wyrazu. Podobała się im również pieśń Jezus jest mym przyjacielem.
Ich głosy nieco krzykliwe i zachrypłe były na pewno Bogu bardzo miłe, niczym psalmy Dawida.
Coraz bardziej wydłużała się kolejka do spowiedzi, a myśmy wspólnie śpiewały, modliły się: za ich rodziny, za tych, którzy czekają na ich powrót.
Potem odbyła się wspólna Eucharystia. Dla nas to takie wielkie przeżycie; wiedziałyśmy, że ten sam Jezus Chrystus składa ofiarę Bogu Ojcu za nas wszystkich - i że poprzez Niego i w Nim stanowimy jedno.
Po Mszy św. dzielimy się opłatkiem. Zwyczaj ten jest głęboko przeżywany w każdym polskim domu i ma szczególną wymowę. W domach odbywa się to przy rodzinnym stole, na znak wzajemnej miłości i-przebaczenia. My także chciałyśmy.to przeżyć w podobnym nastroju. Wygasiłyśmy wszystkie światła, pozostawiając tylko kolorowe lampki na choince. Na podłodze pod choinką leżała owinięta w siano figurka nowo narodzonego Chrystusa. Z taśmy cichutko płynęły kolędy. Naprawdę to była dla nas wszystkich Cicha noc, święta noc...
Ksiądz kapelan, trzymając w ręku białe opłatki, przemówił do wszystkich jak dobry ojciec, który pełen Bożego pokoju rozdziela go razem z opłatkiem, składając wszystkim życzenia. Więźniarki też trzymały w dłoniach opłatki i były bardzo przejęte, [376]a niektóre nawet wzruszone. Weszłyśmy między nie, aby móc z każdą podzielić się "chlebem miłości". Kiedy składałyśmy życzenia siedemnastoletniej Grażynce, dziewczynka rozszlochała się i dopiero siostrzany uścisk i pocałunek zatamowały tę lawinę łez. Nie wiedziałyśmy, że poprzez ten gest wszystkie więźniarki uznają, że mają takie samo prawo do uścisku i siostrzanego pocałunku. Dziewczęta składały życzenia sobie nawzajem i nam w bardzo serdecznych słowach. Były to chwile autentycznego wzruszenia, być może bólu i żalu... Może dla niejednej z nich było to pierwsze w życiu przeżycie jedności chrześcijańskiej.
Wspólnie śpiewane kolędy pozwoliły nam razem radować się z Bożego Narodzenia. Ich twarze jakże teraz były zmienione, niektóre dziewczęta jeszcze ukradkiem ocierały łzy. A nam było tak dobrze i radośnie jak pasterzom, którzy nie spodziewali się, że w takiej nędzy i ubóstwie ujrzą nowo narodzone Boże Dziecię.
Czas naszej wizyty się przeciągał. Jeszcze raz poproszono nas o tę pieśń:
O Boże, Panie mój. Tym razem jednak śpiewałyśmy wszystkie i to z głębi serca i chyba więcej dziewczą.t było przekonanych, że ten dobry Bóg nie będzie pamiętał, że czasem było źle, bardzo źle.
Na pożegnanie jedna z więźniarek powiedziała dziękując, że po raz pierwszy tutaj tak przeżyły Boże Narodzenie, że po raz pierwszy poczuły się jak u siebie w domu.
Kiedy opuszczałyśmy już więzienie, jedna z dozorczyń powiedziała, że dziewczęta wracając do swoich cel prosiły siebie nawzajem, aby pilnować się i wystrzegać przeklinania, w przeciwnym razie mają prawo jedna drugiej "urwać głowę". Nie wiemy, na ile starczy dziewczętom z więzienia tego zapału, ale sama chęć poprawy jest już czymś bardzo wielkim.
Dotychczas byłyśmy trzy razy w więzieniu, by uczestniczyć w Eucharystii razem z więźniarkami. Te przeżycia pozwoliły nam zrozumieć, że Bóg w swej potędze wszystko może i że jeśli będzie Jego wolą, to nadal pragniemy "głosić dobrą nowinę ubogim, opatrywać rany serc złamanych, zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę" (Iz 61,1).
Maturzysto
Chcesz zapoznać się z życiem zakonnym? Niepokalanów daje Ci do tego sposobność.
W dniach od 2 do 9 lutego 1984 r. organizujemy w naszym klasztorze rekolekcje dla młodzieży męskiej kończącej szkoły średnie.
Zainteresowanym udzielamy bliższych informacji listownie. Liczba miejsc ograniczona. Jeżeli chcesz wziąć udział, napisz do nas.
Adres: Klasztor Niepokalanów, 96-515 Teresin k. Sochaczewa.
Podaj swój adres, abyś mógł otrzymać odpowiedź.
[s. 376]

