Wieniec kwiatów dla Maryi

Matka Boża w moim życiu (38)

Niepokalanej zawdzięczam bardzo dużo. Uważam, że Ona ciągle mną się opiekuje i prowadzi mnie za rękę, jak matka roczne dziecko. Jednak najpierw się przedstawię. Urodziłem się w Warszawie. Mieszkam w niewielkim, malowniczym podwarszawskim miasteczku. Mam 16 lat i chodzę do szkoły średniej. Uważam, że Maryja często wysłuchiwała me prośby i wysłuchuje je nadal. Od małego dziecka ciągle chorowałem. Wkrótce po urodzeniu zachorowałem na ciężką dolegliwość - pęcherzycę (cały bylem pokryty wrzodami), po czym zapadłem na krzywicę. Jednak - jak mówi moja mamusia - dzięki Niepokalanej wyzdrowiałem i chodzę prawie prosto. Potem zacząłem ciężko chorować na anginy i zapalenia oskrzeli. Nie było początku i końca. Żyłem tylko antybiotykami. W drugiej klasie szkoły podstawowej opuściłem dwa i pół miesiąca nauki. Miałem już początki astmy. Zdarzyło się nawet, że mamusia czuwając przy mnie nie przespała siedem nocy. Mamusia bardzo kocha Matkę Bożą. Często klęka z całą naszą rodziną i odmawiamy różaniec, który ja nazywam wieńcem kwiatów dla Maryi. Jednak w tym momencie swego życia chcę się zatrzymać. Gdy byłem w drugiej klasie, urodził się brat. Jednak to, że on i mamusia żyją, uważam za cud, wyproszoną łaskę u najlepszej z matek, Maryi. Przed porodem mamusia była bardzo ciężko chora. Dwa miesiące leżała w szpitalu. Brat urodził się jako siedmiomiesięczny. Ważył 1 kg 75 dkg. Dwa razy przeszedł śmierć kliniczną. Mamusia przy cesarskim cięciu straciła półtora litra krwi. Lekarz wezwał tatusia. Pamiętam jeszcze dziś, jak tatuś przyszedł zapłakany do domu. Spojrzałem wówczas na pusty dom i pomyślałem, że to niemożliwe, aby mamusia umarła, a Wojtuś również musi żyć, to będę miał-się z kim bawić. I Niepokalana wysłuchała prośby zanoszonej przez swoje niegodne dziecko. Wkrótce mamusia z bratem wrócili ze szpitala i powoli nabierali sił. Pewnego razu zapytałem się mamusi, co robiła, żeby wyzdrowiała. Odpowiedziała mi wówczas, że codziennie leżąc w szpitalu odmawiała różaniec.

Zawsze szczególnie czciłem trzy obrazy Matki Bożej: Częstochowski, Hodyszewski oraz Licheński; później zacząłem czcić obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Matkę Bożą kocham bardzo. Uważam, że Ona wysłuchuje wszystkie moje prośby. Jeśli mnie coś boli, wówczas mówię różaniec. Wydaje mi się, że wtedy ból ustaje. Jednak w niedługim czasie przyszło następne cierpienie. Tatuś zachorował na raka pęcherza. Bardzo cierpiał, nie było żadnego ratunku. Ciągle modlił się o zdrowie do Pana Jezusa Miłosiernego i Matki Najświętszej. Zapamiętałem do dzisiejszego dnia, jak tatuś męczył się w okrutnych bólach i ja wtedy powiedziałem, że Pan Bóg jest chyba katem, skoro może patrzeć na tak straszne cierpienia. Do dzisiejszego dnia ta obraza Boga leży mi kamieniem na sercu. Wówczas tatuś powiedział mi, jak ja tak mogę mówić, bo co Pan Bóg daje, to jest dobre. Cierpiał spokojnie. Ciągle modlił się do Matki Bożej, aby wyzdrowiał, i myślę, że dzięki tej ufności Ona zabrała go do nieba i ukazała mu swego Syna. Pamiętam, jak tatuś na dzień przed swoją śmiercią odmawiał z nami różaniec. Nigdy nie zapomnę tego załamującego się, zbolałego głosu. Następnego dnia po przyjęciu sakramentów świętych konał spokojnie, oddając ducha Bogu. Nieraz myślę, jaki tatuś był dobry, o ile lepszy ode mnie, że w tych okrutnych mękach ani razu nie narzekał na Boga i Matkę Najświętszą. Nie wypowiedział ani jednego słowa wyrzutu. Po śmierci tatusia myśleliśmy, że już zginiemy, bo mamusia jest na rencie, a ja jestem ciężko chory. Jednak prosiliśmy Pana Jezusa i Matkę Bożą o pomoc. I oto zdrowie mi się poprawiło oraz znalazło się dużo dobrych ludzi, którzy nam pomogli. A to wszystko zawdzięczam Matce z nieba, która nazywa się Niepokalana, która nigdy nie opuszcza swych dzieci, jak to mówił św. Bernard. Najbardziej ulubionymi moimi modlitwami do Matki Bożej są: Litania Loretańska, różaniec oraz Godzinki. Modlitwy te często odmawiam przed Jej piękną niewielką figurką, która stoi w moim pokoiku. Marzeniem moim jest zostać w przyszłości kapłanem, jednak zdrowie mam bardzo słabe. Ale wiem, że Niepokalana taką drogą mnie pokieruje, jaką uzna dla mnie za najlepszą. Już dzisiaj oddaję się w Jej matczyną opiekę.