W niedzielę wszystko odbyło się pięknie: Jezus jechał do miasta na oślęciu, a tłumy wolały: Hosanna, Synowi Dawidowemu! Wykrzykiwali radośnie starzy i młodzi, niewiasty i dzieci. Nie zwracano uwagi na grupę uczonych w Piśmie i faryzeuszów, którzy patrzyli na zapal tego ludu z gniewem i nienawiścią. Uczniowie podziwiali swego Mistrza, ciesząc się z uznania, które Go spotkało. On sam zaś był spokojny i jakby majestatycznie spoglądał na gałęzie palmowe rzucane Mu po drodze, na rozesłane szaty.
Codziennie nauczał w świątyni, śmiało dyskutując z uczonymi i kapłanami. Ale na noc usuwał się z dala od miasta, gdyż przeczuwał nienawiść starszych ludu. Dochodziły do Niego wieści, że przełożeni świątyni radzili po cichu nad sprawą, w jaki sposób mogliby się Go pozbyć. Uważali bowiem, że zbyt rewolucyjnie atakuje starożytne, czcigodne tradycje i zwyczaje przyjęte od wieków w życiu i w nauce Izraela. Rzym z dala obserwował pilnie wewnętrzne spory religijne Izraelitów, panując czu1rne nad sytuacją przez swoich urzędników i swoje legiony syryjskie.
Tak przeszły trzy dni. - Uczniom zdawało się jednak, jakoby narastała atmosfera grozy. Towarzyszyli swemu Nauczycielowi, ale niekiedy z Jego ust słyszeli wyrazy pełne tajemniczego znaczenia, nabrzmiałe przeczuciem zbliżających się wielkich wydarzeń. Otucha jednak wstępowała w ich serca, gdy dochodziły do ich uszu wyrazy podziwu ludu, który z zadowoleniem przyjmował Jego trafne odpowiedzi w sporze z kapłanami.
Wszystko zdawało się być na dobrej drodze, kiedy w czwartek nagle Mistrz polecił uczniom przygotować ucztę paschalną. Bo według tradycji ta wieczerza odbywała się zwykle w piątek wieczorem. Ale On, z sobie wiadomych przyczyn, zapowiedział ją wcześniej. To było jeszcze jedną niejasną wskazówką, że Jezus coś przed nimi starannie ukrywał.
Podczas wspólnej uczty w wieczerniku zadziwił ich swoją przemową o miłości wzajem[-100-]nej; zdumiał ich również Jego gest umywania nóg swoim uczniom. A potem jakby wieloznaczne słowa zwrócone do Judasza: "Co masz czynić, czyń rychlej!" Było to powiedziane z tak przerażającym smutkiem w głosie, że rodził się w nich coraz silniejszy niepokój.
Głęboko wzruszyła ich przemiana chleba i wina w Jego Ciało i Krew. Miało to na wieki pozostać pamiątką i symbolem dla nich. Powtarzanie tej czynności miało być ich obowiązkiem i przywilejem na wszystkie czasy.
Czuli się ogromnie przygnębieni wychodząc za Nim z wieczernika. I kiedy tylko oddalił się od nich z trzema najwierniejszymi - szybko zapadli w niespokojny sen, pełen mar i zwidzeń. Nawet trzej wybrani uczniowie nie zapanowali nad swoim zmęczeniem. On zaś samotnie mocował się z lękiem przed straszliwą wizją męki.
A potem napad zbójecki w ogrodzie Getsemani, porwanie Mistrza z oczywistą pomocą Judasza. Wtedy zrozumieli, że w ich gronie był zdrajca, który wydał Jezusa sługom kapłańskim.
Piotr chciał bronić Mistrza w szlachetnym porywie. Ale Ten powstrzymał go i pozwolił się pojmać.
W piątek zdarzenia nagromadziły się: sąd wobec Rady Starszych, wędrówki Mistrza z gromadą faryzejskich zauszników; ci znieważali Go, aby zasłużyć się w oczach swoich chlebodawców. Piotr - ten zawsze wierny i szczerze kochający Mistrza - zaparł się Go jawnie wobec kobiety zaprzeczając swojej z Nim znajomości.
Skazanie na śmierć krzyżową, biczowanie i straszliwa droga na Wzgórze. Długo brzmiały okrzyki tłumu wygłaszane z dziwną zaciekłością: Ukrzyżuj Go! Ukrzyżuj Go! - Przecież większość z tych ludzi powtarzała przed paru dniami: Hosanna! - Niewiele godzin upłynęło, a tak głębokie zmiany zaszły w ich usposobieniu.
* * *
Uczniowie, chociaż przerażeni chwilowo przycichli, to jednak wkrótce po zmartwychwstaniu nabrali odwagi i zaczęli głosić prawdę o Chrystusie. Nie powstrzymali ich od tego ani dalecy Rzymianie, ani bliscy faryzeusze i starsi ludu.
Po wielu latach rozważali apostołowie sceny końcowe na Wzgórzu kalwaryjskim. Słyszeli zupełnie wyraźnie głuche uderzenia młotów, widzieli wielki tłum, który w rozpalonych oczach miał wyraz nienawiści, powtarzając przekleństwa i szyderstwa. A tylko niewielka grupka wytrwała przy krzyżu, gdyż inni nasyciwszy swoje krwawe instynkty widokiem skrwawionych skazańców odeszli, aby wziąć udział w uczcie paschalnej. Maryja, Matka Jezusowa, Jan, Maria z Magdali, setnik rzymski, Józef z Arymatei i Nikodem, dobry łotr, w ostatniej chwili życia ocalony z niewiary - tak niewielu było świadków testamentu Mistrza: "Matko, oto syn Twój! Synu, oto Matka twoja". Te słowa to nie tylko dowód pamięci Syna o swej Matce, ale również przekazanie ludzkości tego, co Jezus uznał za najdroższe w swym życiu. Oddal za ludzkość swe życie, podjął cierpienie - a w końcu przekazał jej swoją Matkę. To była już zapowiedź zmiany - po smutku Wielkiego Piątku miał nastąpić szabat - dzień odpoczynku i pokoju. To było przygotowanie do Zmartwychwstania nadziei.
Kościół w wiekowej tradycji obrzędów liturgicznych pomaga dzisiejszemu człowiekowi przeżyć co roku owe wydarzenia ostatnich sześciu dni życia Zbawiciela na ziemi: procesja w Niedzielę Palmową, opis męki, nabożeństwa wielkopiątkowe i wigilii paschalnej wprowadzają nas w sedno tajemnicy wielkanocnej. A jakby zapowiedzią, tęczą nowego czasu, jest postać Maryi, co z polecenia Syna przyjmuje wszystkich pod swój płaszcz opiekuńczy.
Zanim zabrzmi triumfalne "Alleluja" - mamy w zjednoczeniu z cierpiącym Jezusem przeżywać wspomnienie utrwalone w ewangelii.
Z przemyśleń Wielkiego Tygodnia chrześcijanin czerpie naukę o sensie cierpienia, o wartości życia i o wielkiej nadziei zwycięstwa dobra nad złem.

