Wielka Sobota
4 (346) 1985, s. 97
To już raz było... Dlatego pamiętam...
Jest wieczór sobotni,
jest odprężenie po zbrodni,
zachodzą święta.
Z czymś skończono.
Mówiono: lepiej, by jeden niż my...
Były srebrniki, kości i gwoździe, i krzyż.
Przywalone kamieniem,
niestraszne już wcale
zostało samo za miastem.
... Spać możesz, Jeruzalem...
* * *
Dziś -
noc gwiazdy te samie po niebie rozprasza.
Grób czyjś nowy tak samo głęboko tkwi w skale.
Tak samo syt zwycięstwa świat do snu się ładzi...
Ślepy!
Zapomniał, że wypuścić kazał Barabasza,
a tryumfem dopiero może być - jak wtedy -
świt, który mocą Bożą i ten grób rozsadzi!
Wiersze wybrane, Warszawa 1983

