Widziałem Pana

Młody Rycerz Niepokalanej (7/8)

...Był biedny, miał niedużą rentę, brakowało mu do pierwszego. Wielokrotnie przychodził. Dawałem mu jedzenie, odzież i trochę pieniędzy. Nie miał rodziny, mieli go zabrać do Domu Starców.

Przed odjazdem przyszedł się pożegnać. Dziękował za wszystko. Życzył mi spełnienia moich pragnień, a ja, aby w pokoju przeżył swoją starość.

Byłem z siebie zadowolony, że coś zrobiłem, a po części, że uwolniłem się od jego natręctwa.

Pewnej niedzieli, po południu, niespodziewanie się pojawił. Nie zabrali go! Ogarnęło mnie chwilowe wzburzenie, że znowu będę musiał...

Spojrzałem na jego wygłodniałą, pokrytą zarostem twarz, na duże, spokojne i proszące oczy.

I wtedy Go rozpoznałem... To był Pan! Delikatnie pukał do mojego serca i zdawał się mówić: "Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" (por. Mt 25,10).

Przychodził potem jeszcze wiele razy, o różnych porach i w różnych sytuacjach.

Czasami go nie poznawałem, zaskakiwał mnie swoim pojawieniem. Ale kiedy odchodził, wiedziałem, że powróci.

Ostatnio zauważyłem, że On wcale nie ma zamiaru odejść, że już pozostał na zawsze. Teraz widzę Go w otaczających mnie ludziach, we wszystkich ich problemach - tych małych i dużych.

I wiem, że naprawdę to jest mój Pan.