Widział Boga w stworzeniach

Święty Franciszek z Asyżu - dziś

Nawet bez bujnej wyobraźni można sobie uświadomić, jaki też byłby świat bez ptaków i zwierząt, bez ćwierkania wróbla, bzyku pszczoły, szczeknięcia jamnika. Powiedzieć - ubogi, to o wiele za mało. Byłby to bowiem świat apokaliptyczny. Pustki na niebie i na ziemi nie zniosłyby niczyje nerwy, nawet te najmocniejsze. Taka pustka i cisza równałaby się najprawdopodobniej schyłkowi życia w ogóle na tej planecie, gdzie ludzie modlą się do Stwórcy o solidarność, miłość, pokój.

Człowiekowi nie wystarcza zresztą życie obok świata zwierzęcego i ptaszęcego. Człowiek pragnie mieć te stworzenia pod własnym dachem, chce się z nimi dzielić własnym pożywieniem, chce im użyczać ciepła, kiedy za oknem siarczysty mróz, chłodno, kiedy na dworze skwarno. Z tego powodu m.in. kupujemy kanarki i pekińczyki, nieraz za ładne pieniądze, przywracamy życiu chore i bezdomne koty, z tych samych też powodów hodujemy świnki morskie, chomiki, rybki, papugi.

Znawcy psychiki dziecięcej podkreślają, jak zbawienny wpływ na rozwój pozytywnych cech charakteru ma obcowanie dziecka z ptaszkiem i zwierzęciem, jego codzienne obowiązki wobec małego wychowanka, a także uczucie, jakim dziecko obdarza swoje zwierzątko. Ojciec, który nakazuje przepędzić psa, mimo woli uczy syna okrucieństwa; matka, która na zawsze zabrania córce bezpośredniego kontaktu ze zwierzęciem, skazuje ją na życie uboższe o bezinteresowną przyjaźń. Dzieci mieszkające na wsi lub w małych miasteczkach mają o wiele bardziej bezpośredni kontakt ze zwierzętarni i ptaszkami niż dzieci z dużych miast, a w związku z tym zakazy rodzicielskie w tych przypadkach może nie wywrą tak destrukcyjnego wpływu na charakter dziecka. Warto jednak pamiętać, że ptak na [222]drzewie, a wyleczone i pielęgnowane bezpośrednio pisklę, że pies na łańcuchu, a pies stanowiący własność dziecka, że kot wałęsający się po obejściu, a kot hołubiony przez dziecko - to dwie całkiem różne sprawy. Inaczej bowiem kształtuje się charakter młodego człowieka obok zwierząt, a inaczej z ukochanym stworzeniem pod jednym dachem.

Mimo kłopotów, które pies, kot lub ptak z nami dzieli, rośnie ich rola w ludzkiej egzystencji. Czujemy, że nasz zwierzęcy towarzysz w metropoliach ze stali, betonu i sztucznych tworzyw stanowi nieraz dosłownie resztkę autentycznej natury, z którą dane jest człowiekowi w jakiś sposób współżyć. Odczuwamy więc potrzebę towarzystwa tych "braci mniejszych", nie traktując ich jako materiał hodowlany, surowiec konsumpcyjny lub składnik ekonomii. Trzymamy przy sobie nie z potrzeby ciała, lecz duszy.

Historia i legenda, sztuka i poezja skomponowały wokół św. Franciszka z Asyżu ożywioną ruchomą aureolę zwierząt i roślin, czyniąc zeń jakby nowego Adama w sprofanowanym nieco Edenie, czyli na ziemi. I we wszelkiego rodzaju ptactwie upatrywały stworzenia najbardziej mu bliskie. Był to jednak sposób patrzenia na człowieczeństwo i świętość Franciszka stosowany ponad miarę, nacechowany przesadą, odznaczający się przejaskrawieniem.

Niemniej podjęcie próby odmitologizowania lub wymazania z naszej pamięci tych epizodów, historycznych lub legendarnych, które właśnie Franciszka mają za bohatera i zwolennika dialogu ze wszystkimi stworzeniami, byłoby równoznaczne z pomniejszeniem chrześcijańskiej i humanistycznej postawy Świętego.

Jego więź ze światem flory i fauny zawiera w sobie coś ze święta, wolności, ucztowania i trwałej przyjaźni. Mniejsza o to, czy epizody biograficzne, w których ptactwo występuje jako partner rozmowy z Franciszkiem, są zgodne z prawdą historyczną. Wartościowe jest już to, że w tych historycznych lub legendarnych relacjach czytelnik wyczuwa sekret Franciszkowego czaru, siłę jego fantazji, umiejętność bycia bratem wszystkich stworzeń.

"Pomyśl, jaką radość ducha przynosiło mu piękno kwiatów, kiedy oglądał ich urocze kształty i odczuwał ich słodki zapach! Zaraz zwracał się do rozważania piękna tego kwiatu, który pełen blasku wiosenną porą wyszedł z korzenia Jessego i wonią swoją wskrzesił niezliczoną ilość pomarłych. Gdy napotykał dużo kwiatów, przemawiał do nich i zapraszał je do chwalby Pańskiej, tak jakby miały rozum. Podobnie, z najczystszą szczerością zachęcał do miłości i do radosnej służby Bożej zasiane zboża i winnice, kamienie i lasy, i całe piękno pól, źródła wód i zielone ogrody, a także ziemię i ogień, powietrze i wiatr. Wreszcie wszystkie stworzenia nazywał braćmi i w ten sposób uwznioślony, nie doświadczony przez innych, wzrokiem serca rozpatrywał głębokie tajemnice stworzeń, tak jak ten, co już wszedł do wolności chwały dzieci Bożych" (Br. Tomasz z Celano, Życiorys pierwszy św. Franciszka, nr 81).

Niektórzy hagiografowie, m.in. autor Zwierciadła doskonałości, mówiąc o Franciszku jako osobie zdumiewająco wrażliwej na "znaki" Stwórcy w przyrodzie, podkreślają, że stworzenia odwdzięczały się za jego dobroć, jakby radowały się jego słodkimi pieszczotami, jakby zgłaszały gotowość wypełnienia jego poleceń i pragnień. Nic w tym dziwnego, bo miłość Franciszka do stworzeń nie ograniczała się wyłącznie do estetycznej kontemplacji, romantycznych ekspresji i słownych deklaracji. Uzewnętrzniała się ona nade wszystko w kordialnym zbliżeniu się do nich, w szczerym podziwie, w konkretnym zainteresowaniu się, w solidarnym uczestnictwie i w matczynej niemal opiece, a więc w postawach, które kategorycznie wykluczały jakąkolwiek formę dominacji, kalkulacji, egoizmu lub wyzysku. W rezultacie na widok Franciszka zwierzęta i ptaki nie odczuwały instynktownego lęku, nie sposobiły się do samoobrony lub ucieczki. Stąd też ta nieprzerwana sekwencja ujmujących epizodów, które miały miejsce w jego relatywnie krótkiej wędrówce ziemskiej.

Słynne kazanie do ptaszków w pobliżu Bevagna odnotowali starannie wszyscy biografowie, bezgranicznie zdumieni osobliwością cudu. Ptaszki, zamiast uciekać na widok Franciszka, jak to czynią wobec kogoś obcego, lub usunąć się z drogi w chwili gdy on chodząc wśród nich dotykał ich swoją suknią, jedno[223]znacznie cieszyły się z jego obecności. Potem uważnie, ze czcią i jednomyślnością przyjęły wezwanie Franciszka do wysławiania Tego, który je tak uprzywilejował, że zwolnił od wszelkich trosk, a przeznaczył wyłącznie do fruwania na wolności, w czystym powietrzu, w sprzyjającym klimacie, pod lazurowym niebem, w promiennym słońcu oraz do wznoszenia treli na chwałę Boga i ku radości śmiertelników.

"Ptaszki, braciszki moje, bądźcie bardzo wdzięczne Bogu, Stwórcy swemu. Zawsze i na każdym miejscu winniście Go chwalić, bowiem pozwolił wam swobodnie latać wszędzie i dał wam odzienie podwójne i potrójne. I przeto jeszcze, że zachował wasz rodzaj w arce Noego, by nie ubyło rodzaju waszego. Bądźcie Mu również wdzięczne za żywioł powietrzny, który wam przeznaczył. Nadto, nie siejecie i nie żniecie, a Bóg was żywi i daje wam rzeki i źródła do picia; daje wam góry i doliny dla ochrony i drzewa wysokie do budowania gniazd waszych. A chociaż nie umiecie prząść ani szyć, Bóg was odziewa i dziatki wasze, więc kocha was bardzo wasz Stwórca, skoro wam tyle zsyła dobrodziejstw; strzeżcie się, bracia moi, grzechu niewdzięczności i starajcie się zawsze chwalić Boga" (Kwiatki św. Franciszka z Asyżu, Warszawa 1959, s. 80).

Święty, oskarżając się o zaniedbanie dotychczas takich form kontaktu ze stworzeniami, "od owego dnia pilnie zachęcał wszystkie istoty latające, wszystkie zwierzęta i wszystkie pełzaki, a także stworzenia, które nie mają czucia, do chwały i miłości Stworzyciela, a to dlatego, że codziennie, wezwawszy imienia Zbawiciela, z własnego doświadczenia poznawał ich posłuszeństwo" (Życiorys pierwszy, nr 58). Jednak Franciszek doskonale sobie zdawał sprawę z tego, że rześkie ptaszki są bardziej zainteresowane pożywieniem niż kazaniami. I jakże był szczęśliwy w takiej chwili! Tomasz z Celano, mówiąc o idylli parki rudzików, goszczących stale u Franciszka, rozwodzi się obszernie, jak te ptaszki, po codziennej przekąsce przy stole Świętego, unosiły okruchy dla swych piskląt, a kiedy pisklęta osiągnęły wystarczającą autonomię lotu, przyprowadziły je do niego jakby z wdzięczności za szczodrobliwość. "Pisklęta przywykły do braci, gnieździły się w ich rękach i zachowywały się nie jak goście, ale jak domownicy" (Życiorys drugi, nr 47).

(c.d. w następnym numerze)

Grafika do art. Widział Boga w stworzeniach

[Fot s. 222] Kazanie św. Franciszka do ptaków.