Wiara mędrców i heroda

Uroczystość Trzech Króli w języku liturgii nazywa się Objawieniem Pańskim. Oto Bóg sprawił swoją łaską, że z dalekich stron przybyli po długiej podróży Mędrcy czy Królowie z pokłonem i darami dla nowo narodzonego Króla. Przez wiele tygodni wędrowania wiodła ich gwiazda. W Jerozolimie, w stolicy króla żydowskiego Heroda, nazywanego Wielkim, gwiazda przewodnia znikła.

Ale Opatrzność Boża, która kazała im podjąć podróż w poszukiwaniu królewskiego Dziecięcia, wskazała im dalszą drogę i użyła do tego niezwykłego przewodnika: Heroda. Ten bowiem, zaniepokojony słowami i pytaniami niezwyczajnych gości, pierwszy uwierzył w Króla zesłanego z niebios.

Wspaniale to zinterpretował kiedyś Prymas Polski, Stefan Kardynał Wyszyński, w swoich Zapiskach z 6 stycznia 1954 roku:

"Dziwna to jest sprawa z tymi Herodami. Gdy przesadzą w swej nienawiści stają się apostołami sprawy, którą zwalczają. Herod pierwszy uwierzył w «Króla Żydowskiego». Zrobił Mu potężną propagandę w całej Jerozolimie. Wysłał do Betlejem naprzód Mędrców. Zasadził do Ksiąg Proroczych uczonych w Piśmie, aby zbadali dobrze, gdzie miał narodzić się Chrystus. Potwierdzili oni nowinę Mędrców. Świat stanął na nogi. Jeszcze Jezus «niemowlęciem», a już świat herodiański drży. Co będzie, gdy Chrystus urośnie!

Jednak nie trzeba wyrzekać się tych apostołów nienawiści, którzy szukają Boga z nienawiścią w sercu i wszystkim głoszą swoją nienawiść. W nienawiści jest wiara, jest lęk, jest uznanie mocy, jest obawa przed wpływami. Przyjdą ludzie, którzy odrzucą nienawiść i zrozumieją nienawidzonego Boga. Prześladowcy Boga pracują dla Jego chwały.

Niewiara ma swój sens: nie tylko w tym, że ujawnia słabsze mózgi o nędznej pojemności, niezdolne ogarnąć Boga, ale przede wszystkim w tym, że jest zachętą do wysiłku myślowego, do szukania Prawdy, do wnikliwości niepokoju".

Trzej Mędrcy-Królowie - według tradycji - przybyli, aby nie tylko wyznać swoją ochoczą wiarę, ale by mogli świadczyć wśród swoich narodów o "Tym, który przyszedł". Wprawdzie nie spełnili obłudnej prośby Heroda i nie wrócili do swoich krajów przez Jerozolimę, ale w sercach unieśli żywy obraz Królewskiego Dziecięcia.

Tylko Herod - przerażony wizją Mesjasza, który jakoby miał odebrać mu ziemskie królestwo - poszedł swoją zwyczajną dotychczasową drogą i zniszczył pozytywne osiągnięcia swego prawie czterdziestoletniego panowania. Ów niepokój popchnął go do szczególnie krwawego zakończenia: morderstwa kilkudziesięciu niewinnych dzieci.

Ale nawet przez tę zbrodnię dał świadectwo swej wierze. Tak to Bóg wbrew woli i zamierzeniom Heroda posłużył się również jego działaniem, aby i u nieprzyjaciół Syna Bożego znalazł się ktoś, kto zaświadczył o przyjściu Zbawcy na świat.