Życie duchowe Generała i jego wiarę odnajdujemy w różnych wypowiedziach i czynach. Najbardziej jednak wyraziście ujawniła się ona w ostatnich dniach jego życia.
Któregoś jesiennego dnia w roku 1937 otrzymałem od (jego córki) Agnieszki list: "Ojciec pragnie zobaczyć się z księdzem w sprawach duchowych...". Byłem prefektem szkół warszawskich. W sobotę po lekcjach pojechałem do Batorowa. W niedzielę odprawiłem Mszę św. w parafialnym kościele. Generał w niej uczestniczył. Potem, spacerując w małym batorowskim parku, rozmawialiśmy o nieśmiertelności duszy. Kiedy po obiedzie powiedziałem Generałowi, że muszę wracać do Warszawy, zmartwił się. Chciał, jak mi wyjaśniła córka, odbyć ze mną trzydniowe rekolekcje: jeden dzień - przygotowanie do spowiedzi, drugi - Komunia św. W trzecim mieliśmy wspólnie odprawić dziękczynienie. Przeprosiłem Generała: "Muszę wracać do pracy. Wkrótce przybędę na dłużej". Odjeżdżając, ofiarowałem mu wydany przeze mnie mszalik (...). W kilka dni później otrzymałem list od Generała z prośbą o wyjaśnienie pewnych wątpliwości, które go niepokoiły. Jedna z nich dotyczyła "Adoracji Eucharystycznej". Była to modlitwa w formie rozmowy z Panem Jezusem. - "Niech ksiądz kapelan wytłumaczy, jak mam to rozumieć: czy może człowiek zwracać się do Chrystusa z taką poufałością i rozmawiać z Nim... jak z przyjacielem?... Kiedy do mnie przychodzi żołnierz, to stoi na baczność i przedstawia swe życzenia. Ja go słucham i decyduję. Musi być zachowany dystans między mną a moim podwładnym. W "Adoracji" Pan Bóg, wobec którego cóż mogą znaczyć wszyscy generałowie ze swymi sztabami, rozmawia ze mną, udziela porad, pociesza jak najlepszy przyjaciel. Niech mi ksiądz kapelan wyjaśni... Zapewne się mylę".
Czytając te słowa ujrzałem sobowtór setnika z Ewangelii św. Łukasza. Rzymski oficer również zwracał się do Zbawiciela, zachowując odpowiedni dystans:
"Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiony sługa mój... Bo ja, choć podlegam władzy, to mam pod swoją komendą żołnierzy. Mówię jednemu idź a idzie, drugiemu: zrób to - a robi" (Łk 7,1-10).
Zbawiciel pochwalił pokorę żołnierza i spełnił jego prośbę.
Generał miał jeszcze drugą wątpliwość: "Proszę księdza, w mszaliku jest hymn: Bogarodzico Dziewico. Od wielu lat odmawiam go w języku staropolskim, który mi bardziej odpowiada niż współczesny. Czy będę mógł odmawiać tę modlitwę jak dotychczas, czy też muszę się dostosować do nowego układu?...".
Niestety, nie było już czasu na odpowiedź. (...)
Agnieszka depeszowała: "Proszę przyjechać. Ojciec umarł".
Śmierć przyszła po żołniersku, znienacka. Nie zdążyliśmy odprawić rekolekcji! Ale jestem spokojny o duszę Generała. (...) był wierny Bogu, Krzyżowi i Ewangelii. Sakrament Pokuty i Eucharystii "zastąpiła" dobra wola i gorące pragnienie, a Bogarodzica Dziewica, którą czcił przez cale życie, na pewno orędowała za swym żołnierzem. Tak myślę, gdy sprawuję Najświętszą Ofiarę za duszę mego dowódcy, za jej pokój i chwałę oraz za jego bohaterskie córki.
