Do naszych niemal narodowych słabości należy zaliczyć między innymi alkoholizm. Ileż upokarzających uwag w świecie z tego powodu kierowano pod adresem Polski i Polaków, bezczeszcząc nasze największe świętości.
Walka z tym nałogiem przez namawianie: "nie pij!" nie daje żadnych rezultatów. Nie daje też żadnych rezultatów, w likwidacji tego zjawiska, lecznictwo odwykowe. Potrzebne jest lecznictwo zapobiegawcze, ale to już nie przy pomocy medycyny, lecz przez systemowe rozwiązania społeczno-gospodarcze. Trzeba ludziom stworzyć motywację oszczędzania, ażeby zanim ktoś wyda pieniądze na alkohol dziesięć razy je obejrzał, bo tysiąc innych rzeczy będzie mógł za nie kupić, będzie mógł uskładać na pralkę, telewizor, samochód, dom.
Trzeba też utrudnić dostęp do alkoholu szczególnie młodzieży, a w zamian stworzyć warunki odpoczynku i pracy bez alkoholu. Trzeba włożyć dużo wysiłku propagandowego, ażeby sam fakt picia alkoholu, jak i ilość wypitego nie był powodem do dumy, tak jak to dotychczas pokutuje szczególnie w środowiskach robotniczych. Trzeba też walczyć ze złą tradycją, według której wszelkie uroczystości rodzinne muszą być zakrapiane. Zazwyczaj w czasie tych uroczystości dzieci po raz pierwszy stykają się z alkoholem, poznają jego smak, ośmielają się pić, zdobywają fatalne doświadczenia w piciu.
Kościół katolicki z alkoholizmem walczy poprzez motywacje religijne, ogłaszając miesiące bez alkoholu, upominając niepoprawnych, próbując wyeliminować alkohol z religijnych uroczystości domowych. Najgorzej wypada z weselem. Zastaw się a postaw się w ilości alkoholu jest laurem do chwały młodego. Zła to tradycja, bo tam następuje generalne upijanie się. Paradoksem jest picie za czyjeś zdrowie. Czyż nie trafniejsze byłoby powiedzenie, że bardzo dobrze ci życzę i dlatego nie wypiję. Obecnie na takie powiedzenie potrzeba dużo odwagi cywilnej.
O to wszystko powinny walczyć: prasa, radio, telewizja, tzn. środki masowego przekazu powinny służyć społeczeństwu, a nie starać się sprostać gustom marginesu społecznego, jak to często ma miejsce.
W kwestii alkoholu i alkoholizmu z wysokiej trybuny Sejmu zabierałem głos parokrotnie. Otóż na 14 posiedzeniu Sejmu w dniu 24 listopada 1987 r. powiedziałem: "Właściwa kredytowa polityka państwa będzie nie tylko pomocna w rozwiązywaniu problemów mieszkaniowych, ale też stworzy motywację do oszczędzania. Pieniądz wówczas zacznie odzyskiwać swoją wartość, a katastroficzny alkoholizm, wynikający często z finansowej niemożliwości działania i braku godziwego celu, będzie tracił swoich użytkowników". W dniu zaś 21 stycznia 1988 r., w debacie budżetowej powiedziałem: "Według projektu budżetu wartość sprzedaży wyrobów alkoholowych wyniesie 1035 mld zł. Od tej sumy w formie podatku obrotowego do budżetu państwa wpłynie około 500 mld zł, co stanowi około 10% udziału w ogólnych dochodach budżetu. Takie są zyski z produkcji i dystrybucji alkoholu. Zastanówmy się teraz nad bilansem współzależnych strat. Około 3 mln obywateli polskich nadużywa alkoholu. Około jedna trzecia z tej liczby jest już uzależn[i]ona. Wiadomo też jest, że wśród wykrytych sprawców przestępstw takich, jak zabójstwo, okaleczenia, rozboje, gwałty i inne, około 75% działało pod wpływem alkoholu. Do tego trzeba dodać wypadki przy pracy, wypadki drogowe i różnego rodzaju schorzenia aż po inwalidztwa różnych grup, a to wszystko bardzo dużo kosztuje.
Problemu tego nie rozwiążą fundusze przeciwalkoholowe, jeżeli dystrybucja tego płynu będzie nieograniczona i łatwo dostępna. W kwestii alkoholizmu, nawiązując do projektu budżetu na 1986 r. powiedziałem z tej wysokiej trybuny: «Podejmując w swoim wystąpieniu tak szeroko kwestię alkoholizmu wypowiadam się stanowczo przeciwko zapisowi w budżecie tak wysokich kwot z produkcji i sprzedaży alkoholu. Oczekujemy podjęcia przez Rząd działań kompensujących zapisaną kwotę z produkcji i sprzedaży innych wyrobów przemysłowych». Wypowiedź ta jest aktualna w stosunku do projektu budżetu na 1988 rok".
Poseł Marian Szatybełko
Na okładce: Niepokalana Pośredniczka łask. Akwarela - A. Cesselon.
[okł. s. 2]
