Młody Rycerz Niepokalanej (1)
Trzydzieści pięć lat temu, będąc nauczycielką języka niemieckiego w szkole średniej, dostałam się do polskiego więzienia.
Powodu nie znałam. W dużej izbie przebywało nas około piętnastu kobiet. Różne były ich przewinienia, jak handel mięsem, produkcja bimbru, niedostarczanie płodów rolnych w ramach obowiązkowych dostaw, kradzieże, a jedna siedziała za morderstwo, bowiem broniąc się przed pijanym mężem uderzyła go śmiertelnie siekierą, o czym nam z całą szczerością opowiadała. Ja natomiast czekałam na sprawę z ciągle przedłużającym się śledztwem.
Pewnego dnia nasz oddziałowy strażnik zajął się reperacją przy oknie, a wychodząc z celi wrzucił do tzw. kibla czyjś różaniec, bluźniąc Matce Boskiej: "To taki żydowski handel te paciorki". Przerażenie nasze zamknęło nam usta i nikt się nie odezwał. Ja modliłam się w duchu: Matko Najświętsza, przebacz i daj mi jeszcze okazję jedną, żeby Ciebie obronić. Zostałam wysłuchana. Po kilku dniach przyszedł do celi znowu nasz oddziałowy strażnik i od nowa zaczął bluźnić w różny sposób. Wtedy ja się odezwałam: "Panie oddziałowy, proszę tak nie mówić na Matkę Bożą".
Po tym moim wystąpieniu nastąpiła cisza. Oddziałowy nic nie mówiąc wyszedł i trzasnął drzwiami.
- Co pani zrobiła, teraz pójdzie pani do karca - żaliły się nade mną kobiety.
- Trudno - odpowiedziałam - przed laty ślubowałam Matce Najświętszej, że nie pozwolę nigdy, aby ktokolwiek Jej czci uwłaczał, więc musiałam dotrzymać słowa.
Niedługo trwało, około pół godziny, gdy do naszych okratowanych drzwi wrócił oddziałowy, otworzył je, wywołał moje nazwisko. Ja sobie myślałam: niech już tak będzie. On tymczasem podał mi małą czarną książeczkę i odszedł, zamykając na powrót kraty.
Była to książeczka do nabożeństwa.
Nie poszłam do karca, a po ośmiu miesiącach wyszłam na wolność dzięki amnestii.
Opowiadanie to niech posłuży jako dług głębokiej wdzięczności i czci Matce Niepokalanej.
