Patronem Europy w ciągu wieków był św. Benedykt. Słusznie! Zakon, który założył, wybitnie przyczynił się do położenia podwalin pod to, co ogólnie nazywamy kulturą europejską. Jednakże połowę mieszkańców Europy stanowią ludy słowiańskie, które niepoślednią rolę odgrywają w dziejach tej części świata. Jeśli dzieje Europy miałyby się potoczyć dalej korzystnie dla jej mieszkańców, należałoby rozwijać pracę w tym samym duchu i kierunku, w jakim pracowali święci Patronowie, w tym również ostatnio ogłoszeni. Praca wśród Słowian - to praca nad zjednoczeniem i scaleniem Europy. Są ludzie i zgromadzenia, które taką działalność podejmują. Historię jednego z nich podajemy niżej.
Ks. Józef Litomiski, kapłan polskiego pochodzenia, założyciel zgromadzenia Braci Pocieszycieli z "Getsemani", jest postacią nieznaną polskiemu społeczeństwu. W tym roku 12 II minęło 60 lat od chwili, gdy Kościół zatwierdził jego zgromadzenie.
Urodził się we wsi Hořineves 2 III 1888 roku, w diecezji Hradec Králové w Czechach. Dzieckiem Bożym przez chrzest święty stał się już 4 marca tegoż roku. Był synem robotników: Alojzego i Franciszki.
Naukę w szkole ludowej rozpoczął w szóstym roku życia. Trudna sytuacja ekonomiczna zmusiła wkrótce rodzinę Litomiskich do wyjazdu na Bukowinę, skąd powróciła w 1899 roku. Po powrocie osiedliła się w Ořechu pod Pragą. Rodzice pragnęli dzieci wykształcić i zapewnić im spokojniejsze życie, lecz na przeszkodzie stały skromne warunki materialne. Józefa wysłali początkowo na naukę krawiectwa, a po roku razem z bratem Bogusławem do gimnazjum w Jičinie. Uczniem był zdolnym, pilnym i ambitnym; dla siebie skromny w wymaganiach, dla innych życzliwy i koleżeński. Maturę zdał w Mladej Boleslavi. W tym czasie rozstrzygnęła się sprawa jego powołania kapłańskiego.
Józef przyjaźnił się z rodziną Léhner. Pan Léhner był wicedyrektorem międzynarodowej firmy Wiktora Schmidta. W Józefie widział swego przyszłego zięcia i współpracownika w tejże firmie. Bogactwo, kariera, stanowiska - to wielka pokusa. Zapewniłby dostatnie życie sobie, spracowanym rodzicom i kochanemu rodzeństwu.
On jednak nie radzi się ludzi, nawet rodziców, ale w modlitwie prosi o światło i natchnienie Ducha Świętego. Koniec wewnętrznej rozterce położył ostatecznie głos spowiednika.
Czy może być coś wspanialszego niż służba samemu Jezusowi, którego kochał całym swym sercem i któremu służył codziennie jako wzorowy ministrant? Wyniesiona z domu miłość Boga stała się treścią jego życia. Dalszą jego drogę stanowiło kapłaństwo i wszystko, co się zawiera w tej tajemnicy. A była to tajemnica nie tylko co do treści i zakresu kapłaństwa Chrystusowego, którego uczestnikiem stał się młody alumn, lecz również misji, jaką Opatrzność Boża zamierzała włożyć na jego ramiona.
Studia teologiczne skończył z wyróżnieniem w Pradze. Dwa lata (1914-1916) pracował jako wikariusz w parafiach Kněževes i Jáchymov. Arcybiskup Pragi znał walory umysłu i serca swego młodego kapłana. Wysłał go więc na dalsze studia do Wiednia.
Wybuchła I wojna światowa. Wiedeńskie szpitale zostały zawalone rannymi i umierającymi żołnierzami wielu narodowości: Austriacy, Węgrzy, Polacy, Ukraińcy, Czesi, Słowacy i inni. Kto zna języki tych ludzi, aby mógł pojednać ich z Bogiem w sakramencie pokuty, zanim odejdą do wieczności? Potrzeba kapelanów znających słowiańskie języki.
Ks. Józef rzuca się w wir pracy. Sam nie podoła. Jest jej za wiele. Wtedy zaczyna w nim nurtować myśl o zorganizowaniu zespołu gorliwych, oddanych kapłanów, którym na sercu leżałaby troska stałej pracy duszpasterskiej wśród Słowian, zwłaszcza na emigracji. Gdy wojna się skończy, duszpasterskie potrzeby nie znikną, lecz wzrosną. Trzeba będzie organizować stałe ośrodki duszpasterskie dla wielu narodowości słowiańskich na obczyźnie. Kto podoła tym potrzebom. Młody kapłan szuka pomocy u Boga i ludzi. Radzi się biskupów i księży. Odwiedza Matkę Różę, założycielkę Pocieszycielek Boskiego Serca w Brnie. Ta podsuwa mu myśl o powołaniu podobnej rodziny zakonnej męskiej dla pracy duszpasterskiej wśród Słowian.
Czy to nie szaleństwo - tworzyć nowy zakon? A jednak taka będzie wola Boża. Będzie to jego Getsemani. -"Nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie". Tak się zaczęło. Arcybiskup Pragi Han Huyn pochwalił myśl. Ks. kard. Piffl, arcybiskup Wiednia, udzielił mu swego poparcia. Dwunastego lutego 1922 roku Stolica Apostolska zatwierdziła nową rodzinę zakonną. Czekało ją jeszcze - jak każde dzieło Boże w początkowej fazie - wiele bolesnych doświadczeń.
Dzieło z woli Bożej zaczęło się rozwijać. W latach międzywojennych powstały trzy prowincje: austriacka, czeska i słowacka. Dwie ostatnie uległy kasacie w roku 1950.
Założyciel zmarł w opinii świętości 6 VI 1956 roku w Pradze. Dzieło jego przetrwało i nadal się rozwija. Siedziba generalnego przełożonego znajduje się obecnie w Ontario. Polska placówka tego zakonu znajduje się we Wrocławiu przy ul. Bujwida 51. Tam można zasięgnąć bliższych informacji.
