Polskie oblicza Chrystusa
Niełatwa była historia naszego narodu i może niejednemu z tych, którzy ją badają, nasunie się pytanie: dlaczego tak, sprawiedliwy Boże? Dlaczego tyle trudu, tyle zmagań i krwawych walk, by zapewnić krajowi skarb największy, jakim jest wolność?
Pełnej odpowiedzi na to pytanie nie otrzymamy w tym życiu, ale musimy stwierdzić, że sprawiedliwy Bóg zsyłając, czy też dopuszczając nieszczęście, zsyłał narodowi równocześnie wielkich ludzi, którzy nie pozwalali swoim rodakom upaść na duchu i stracić nadziei.
Jedną z takich postaci była matka Marcelina z Kotowiczów Darowska, współzałożycielka Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego Poczęcia Najśw. Panny Maryi. Żyła w jednym z najbardziej bolesnych okresów naszych dziejów, gdy Polska pozbawiona była swej państwowości i zniewolona przez trzech zaborców: Austrię, Prusy oraz carską Rosję. W swym długim życiu (1827 - 1911) doświadczyła zaskakującej zmienności przeznaczeń; była kolejno: żoną, matką, babką, prababką i pra-prababką, a przy tym zakonnicą, współzałożycielką zgromadzenia i jego przełożoną generalną przez okres 50 lat. Gdyby chcieć scharakteryzować tę postać, trzeba by powiedzieć po prostu: umiała kochać i umiała chcieć.
Jako 22-letnia dziewczyna wyszła za mąż, nie tyle z własnej woli, co spełniając prośbę ciężko chorego ojca; ona sama bowiem od dzieciństwa pragnęła życia zakonnego, które jednak w owych czasach ucisku carskiego (Marcelina urodziła się na Ukrainie, niedaleko Kamieńca Podolskiego) i rozpędzania klasztorów wydawało się nierealną mrzonką. Gdy jednak ślubowała Karolowi Darowskiemu nie tylko wierność, ale i miłość - pokochała go szczerze i gorąco i stanęła obok niego jako wzorowa żona, a później matka, bo jak sama to kiedyś stwierdziła, "z natury nie byłam nigdy ani nieczynną, ani mdłą, nijaką i skłonną do wegetacji".
Prawie nagła śmierć Karola Darowskiego, a w kilka miesięcy później: dwuletniego syna, strzaskała ziemskie szczęście Marceliny. Została na świecie sama z trzymiesięczną córeczką, Karoliną; na to dziecko przelała całą żarliwość uczuć rodzinnych, które jednak będą musiały ustąpić pierwszeństwa dwom innym, prawdziwie wielkim jej miłościom: Boga i Ojczyzny.
Po śmierci męża powołanie zakonne Marceliny, które w niej tkwiło od dzieciństwa, odezwało się z całą siłą. Wiosną 1854 roku [340]udała się do Rzymu "dla poratowania zdrowia zachwianego po tylu wstrząsach", jak mówiła jej rodzina; "dla pokrzepienia ducha", jak twierdziła ona sama. Tam nawiązała kontakt ze znanym kaznodzieją i kierownikiem duchowym o. Hieronimem Kajsiewjczem, zmartwychwstańcem, oraz z jego penitentką, Józefą Karską, bawiącą już dłuższy czas w świętym mieście. Spotkanie tych trzech wybranych przez Boga ludzi dało początek nowemu zgromadzeniu zakonnemu pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Panny Maryi, o którym rządzący wówczas Kościołem Ojciec Św[ięty] Pius IX oświadczył stanowczo: "To zgromadzenie jest dla Polski".
Po rychłej śmierci m. Józefy Karskiej, która zgasła w Rzymie na gruźlicę, Marcelina Darowska stanęła na czele maleńkiego, liczącego tylko cztery siostry - zgromadzenia, przeniosła je do Polski i rzuciła Ojczyźnie na ratunek.-Ten ratunek polegał przede wszystkim na intensywnej pracy wychowawczej, gdyż młodzież, ucząca się w obcych, wrogich szkołach, narażona była na utratę wiary i na wynarodowienie. Polskich szkół nie wolno było w owym czasie otwierać, pod grozą surowych sankcji; dla m. Marceliny jednał< nie istniały niesprawiedliwe zakazy mocarstw zaborczych. Od najmłodszych lat marzeniem jej było "zrobić coś dla Polski". Teraz więc, gdy Bóg dał jej tę możność, zaczęła z charakterystycznym dla siebie zapałem i energią otwierać zakłady wychowawcze, obejmujące szkołę średnią wraz z internatem dla dziewcząt oraz szkołę podstawową dla dzieci dochodzących z okolicy. Pierwszą wychowanką tych szkół była jej rodzona córka, Karolina.
Wychowanie, które młoda założycielka przekazywała młodzieży przy pomocy wychowawczyń, było wybitnie polskie i religijne: "Pragnijmy Boga dla narodu - wołała choćby jedna polska dusza zbliżyła się z Bogiem przez wychowania nasze; choćby z naszej ziemi o tę jedną duszę przybyło Mu więcej chwały - już by ono wychowanie wydało ździebełko, na które warto zarabiać trudem całego życia; to więc jest trud słodki" [1].
Wierzyła w skuteczność wychowania, umocnionego przez łaskę Bożą, wierzyła we wskrzeszenie umęczonej Ojczyzny i dodawała ducha otoczeniu twierdząc: "Polska będzie, ale wtedy, kiedy społeczeństwo się odrodzi, a na to potrzeba, aby rodzina stanęła na Bogu i to mogą zdziałać nasze wychowanki". Swoje szkoły otwierała w różnych dzielnicach Polski: pierwsza powstała w Jazłowcu, niedaleko Lwowa, pod - zaborem austriackim; ostatnia przez nią osobiście ufundowana: w Szymanowie koło Warszawy, pod zaborem rosyjskim.
Skuteczność swych poczynań przypisywała Matka cudownej opiece Maryi Niepokalanej, pod wezwaniem której stanęło zgromadzenie. Posąg Najświętszej Panny, wykuty z białego kararyjskiego marmuru przez artystę Oskara Sosnowskiego, a poświęcony w 1883 r. przez arcybiskupa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego - został umieszczony w kaplicy jazłowieckiego klasztoru i zasłynął tak wielu łaskami, że po śmierci m. Marceliny, w 1939 r., ówczesny prymas Polski Kardynał August Hlond włożył na skronie Maryi brylantową koronę.
Obecnie cudowna statua znajduje się w kaplicy S[ióstr] Niepokalanek w Szymanowie i tam Najświętsza Pani Jazłowiecka stoi nad ołtarzem - cicha i zamodlona, oczekując na rzesze licznie odwiedzających ją pielgrzymów oraz na - te, które zechcą pod Jej kierownictwem walczyć o odrodzenie polskich rodzin.
Wszystkie cytaty, umieszczone w tej pracy, są zaczerpnięte z dokumentów znajdujących się w Archiwum S[ióstr] Niepokalanek w Szymanowie.

