Ubogi zakonnik - "bogaty" apostoł

Ubóstwo w Kościele to nie tylko sprawa ascezy, ale i działalności misyjnej. Jest ono bowiem "integralną częścią objawienia Chrystusa o sobie". Z tego właśnie względu zaleca się je również katolikom świeckim. Mają oni obowiązek "objawiać Go światu takim, jakim On sam się objawił".

Chrystus, Boski Misjonarz świata, posłany przez Ojca, stał się dla nas ubogi, aby nas ubóstwem swoim ubogacić (por. 2 Kor 8,9). Słowo Ojca, "chociaż było bogate ponad wszystko - mówi św. Franciszek z Asyżu - zechciało jednak z Najświętszą swą Matką wybrać ubóstwo".

Całe dzieło zbawcze ma strukturę misyjną. Zapoczątkował je Jezus Chrystus swoim ziemskim życiem, a jego kontynuowanie powierzył Kościołowi. Dlatego Kościół winien kroczyć tą samą drogą, jaką kroczył Chrystus, tj. drogą ubóstwa, posłuszeństwa, służby i ofiary z siebie aż do śmierci (Dekret o działalności misyjnej Kościoła, nr 5).

Ojciec Przedwieczny "wyposażył" swego Syna-Misjonarza w ubóstwo. Jedynie Matkę otrzymał własną. Ona, Maryja Niepokalana, była jedyną pomocą w Jego posłannictwie, była "bogatym środkiem", przyczółkiem dla Jego Boskiej natury w aspekcie człowieczeństwa, którego stał się uczestnikiem, przyjmując je z całą jego niedolą, oprócz grzechu.

Trudno nie dostrzec podobieństwa między Chrystusem, św. Franciszkiem a o. Maksymilianem. Wprawdzie o. Kolbe "nie sypnął światu ubóstwem w oczy", jak mówi piosenka o Biedaczynie z Asyżu, nie przytulał pani Ubóstwo, jak zakochany w niej umbryjski Trubadur. Pamiętał jednak o testamencie swego Patriarchy, "aby bracia zawsze kochali i dochowali wierności naszej pani - świętemu Ubóstwu". W młodości postanowił sobie: "Nic własnością! Wyrzuć niepotrzebne! Musisz zadowolić się najgorszymi rzeczami". Później jego ubóstwo przybrało formę bardziej dynamiczną, apostolską, Chrystusową.

Aby być ubogim z Chrystusem, trzeba najpierw doświadczyć Jego bogactw. Nikt nie może być ubogim w duchu, jeśli nie zasmakuje w bogactwach ducha, jeśli nie posiądzie królestwa Bożego. Ten, kto interesuje się wyłącznie materią, nie może być apostołem ducha. Ubogi należy do Boga, w jakiś sposób Go "posiada".

[244]

O. Kolbe rozumiał, przeżył i przyjął to jako coś własnego. Stąd jego ubóstwo nie było tylko doktryną, pokutą czy obowiązkiem. Mówił: "Żeby kupić cnoty, nie trzeba pieniędzy". Ubóstwo stało się formą jego życia, jego codziennością. Jeśli niekiedy omawiał tę formę życia i działania, czynił to raczej ze względu na współbraci: "Jesteśmy szczęśliwi, bo naprawdę nic nie mamy. Otrzymujemy ofiary na szerzenie czci Niepokalanej, nie zostawiając niczego dla siebie. Kapitałów nie mamy. Mamy długi. Szczęśliwi jesteśmy, że tak jest. Nie daj Boże, aby kiedyś był jakiś zapas w kasie!" Na różne sposoby uzasadniał sensowność zachowywania ubóstwa. Mówił m.in.: "Ubóstwo jak najściślejsze, aby jak najszybciej zdobyć świat dla Niepokalanej i do Niej się upodobnić".

W powyższej wypowiedzi ujawnia się aktywność i cel ubóstwa Maksymilianowego: "aby jak najszybciej zdobyć świat dla Niepokalanej". "Święte ubóstwo - pisał - to kapitał pozwalający na mierzenie się z największymi potęgami finansowymi (...) to kasa Opatrzności Bożej". "Bez ubóstwa i polegania na Opatrzności Bożej nie ma mowy o rozmachu i ofensywie". Obficie korzystał z tej "bezdennej kasy Opatrzności", tak obficie, że zdanie: "W połatanym habicie, w podartych butach, ale w najnowocześniejszym samolocie, jeśli to będzie konieczne dla chwały Niepokalanej" - stało się wręcz sloganem. Miało ono jednak dosłowne odzwierciedlenie w rzeczywistości. Tę kasę Opatrzności o. Maksymilian uzupełniał własną pracą i poświęceniem swoich współmisjonarzy. Praca, zgodnie z duchem św. Franciszka, jest przecież wyrazem ubóstwa. "Ponieważ opuściliśmy wszystko dla Niepokalanej - pisał Założyciel Niepokalanowa - i poświęciliśmy się zupełnie pozyskaniu dla Niej bliźnich, ograniczając swoje prywatne potrzeby i nie szczędząc pracy i wysiłków, dlatego też nie wahamy się zwracać do innych, by nam wedle możności i z miłości dla Niepokalanej pomogli w tej pracy".

Ostatecznym wymiarem apostolskiego ubóstwa jest umieć dać siebie. Dopełnił tego o. Maksymilian, gdy w obozie oświęcimskim, nie mając już niczego, oddał samego siebie. W tym najwyższym ubóstwie był jednocześnie największej miary akt misyjny.