W listopadzie 1984 r. miesięcznik "Jesus" ogłosił wywiad kard. Józefa Ratzingera, prefekta Kongregacji Nauki Wiary, udzielony znanemu pisarzowi włoskiemu Wiktorowi Messoriemu. Wywiad ten, który nabrał rozgłosu światowego, ukazał się w ubiegłym roku, tym razem już bez skrótów i jednocześnie w wielu językach zachodnich, w postaci książki pt. "Raport o wierze".
Prefekt, stojący na czele najwyższej Kongregacji, uderzył na alarm wobec dramatu moralności, przez jaki przechodzi świat dzisiejszy, gdzie tak wielu nie liczy się z prawem Bożym; wobec wynaturzenia, przez fałszywy feminizm, roli kobiety, z wielką krzywdą przede wszystkim dla niej samej; wobec panoszącego się sceptycyzmu, który nie chce uznać Prawdy i podważa samą ideę Kościoła, jako dzieła Bożego.
Podajemy tu, we własnym tłumaczeniu z języka włoskiego, dwa fragmenty wspomnianej książki.
Środek zaradczy: Maryja
Na kryzys samej idei Kościoła, na kryzys moralności, na kryzys kobiety, Prefekt ma do dania, między innymi, pewien środek zaradczy, który, jak mówi, "okazał konkretnie swą skuteczność w ciągu wszystkich wieków chrześcijaństwa. Wprawdzie wartość tego środka zdaje się być dzisiaj nie dostrzegana przez niektórych katolików, niemniej jest on bardziej niż kiedykolwiek aktualny". Nosi krótką nazwę: Maryja.
Ratzinger zdaje sobie dobrze sprawę, że tu może bardziej niż gdzie indziej - w pewnych kołach katolickich trudno jest odzyskać w pełni taki aspekt chrześcijaństwa jak mariologia, choć został on potwierdzony na nowo przez Sobór Watykański II w Konstytucji dogmatycznej o Kościele, w ostatnim rozdziale będącym jej szczytem. "Włączając tajemnicę Maryi w tajemnicę Kościoła - mówi - Sobór dokonał znamiennego wyboru, który powinien stać się nowym bodźcem do badań teologicznych; te jednak w pierwszym okresie posoborowym zarejestrowały pod tym względem przykry spadek, niemal upadek, choć obecnie pojawiają się oznaki powstania".
W r. 1968 Ratzinger, wówczas profesor, wspominając 18 rocznicę ogłoszenia dogmatu wniebowzięcia Maryi z ciałem i duszą, zauważył: "W niewielu latach tak się zmieniła orientacja, że dziś trudno nam pojąć entuzjazm i radość, jakie wówczas panowały w Kościele. Dziś chciano by nawet wyeliminować ten dogmat, który tak nas zapalał; słyszy się pytania, czy ta prawda o Wniebowziętej - jak wszystkie inne prawdy katolickie o Maryi - nie powoduje trudności z braćmi protestantami. Jakby mariologia była przeszkodą na drodze do pojednania. A nawet pojawiają się pytania, czy przypisując Maryi miejsce tradycyjne nie podważamy pobożności chrześcijańskiej, nie odwracamy jej od patrzenia jedynie na Boga Ojca i jedynego pośrednika Jezusa Chrystusa".
A jednak, powie mi Kardynał w czasie wywiadu, "jeżeli miejsce zajmowane przez Madonnę było zawsze istotne dla utrzymania równowagi wiary, dziś odnaleźć owo miejsce jest sprawą palącą, jak rzadko kiedy w historii Kościoła".
Świadectwo Ratzingera jest ważne również z punktu widzenia ludzkiego, gdyż zdobył je na drodze osobistego odkrycia, stopniowego pogłębienia, jakby pełnego "nawrócenia się" do tajemnicy maryjnej. Zwierza mi się faktycznie: "Kiedy byłem młodym teologiem, przed Soborem, żywiłem pewne zastrzeżenia co do niektórych dawnych sformułowań, jak np. do słynnego powiedzenia de Maria numquam satis, o Maryi nie powie się nigdy dość. Myślałem, że to przesada. Trudno też było mi pojąć właściwy sens znanej formuły (powtarzanej w Kościele od pierwszych wieków, kiedy to, po pamiętnej dyspucie, Sobór Efeski w r. 431 ogłosił Maryję Theotokos, Matką Bożą), formuły, według której Najświętsza Panna jest wrogiem wszystkich herezji. Teraz - w tym okresie zamieszania, kiedy na bramę wiary prawdziwej zda się napierać każdy typ heretyckiego zboczenia - teraz rozumiem, że nie chodziło o pobożną przesadę, ale o prawdy dziś jak nigdy aktualne".
"Tak - mówi dalej - trzeba wrócić do Maryi, jeżeli chcemy wrócić do tej prawdy o Jezusie Chrystusie, o Kościele, o człowieku, którą Jan Paweł II przedstawił jako program dla całego chrześcijaństwa, gdy przewodniczył, w r. 1979 w Puebla, Konferencji Episkopatu łacińsko-amerykańskiego. Biskupi odpowiedzieli jednomyślnie na wezwanie Papieża: «Maryja winna być bardziej niż kiedykolwiek pedagogią, by zwiastować Ewangelię ludziom dzisiejszym». Właśnie w Ameryce Południowej, gdzie słabnie tradycyjna pobożność maryjna, pustkę wypełniają ideologie polityczne. Jest to zjawisko, które spotyka się niemal wszędzie na potwierdzenie ważności tego, co nie jest tylko jakimś nabożeństwem".
Sześć motywów, by nie zapomnieć o Maryi
Sześć jest punktów, w których - w sposób bardzo zwięzły, a więc z konieczności niekompletny - Kardynał widzi funkcję Najświętszej Panny utrzymania w równowadze i pełni wiary katolickiej. Posłuchajmy.
Punkt pierwszy: "Przyznać Maryi miejsce dane Jej przez dogmat i tradycję, to zakorzenić się mocno w prawdziwej nauce o Chrystusie. (Sobór Watykański II: «Kościół rozmyślając o Niej i przypatrując się Jej w świetle Słowa, które stało się człowiekiem, ze czcią głębiej wnika w najwyższą tajemnicę Wcielenia i coraz bardziej upodabnia się do swego Oblubieńca», LG 65). Zresztą nie głównie ze względu na pobożność wobec Matki, ale by usłużyć bezpośrednio wierze w Chrystusa, Kościół ogłosił dogmaty maryjne: najpierw dozgonne dziewictwo i macierzyństwo Boże, a potem, po długim i dojrzałym namyśle, poczęcie bez zmazy grzechu pierworodnego i wzięcie do nieba. Dogmaty te zabezpieczają wiarę autentyczną w Chrystusa, jako prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka: dwie natury w jednej tylko Osobie. Zabezpieczają też nieodzowne nastawienie na życie pozagrobowe, wskazując w Maryi wniebowziętej los nieśmiertelny, który nas czeka. A także chronią wiarę, dziś zagrożoną, w Boga Stwórcę, który (i to jest jedno ze znaczeń prawdy o dozgonnym dziewictwie Maryi) może swobodnie interweniować w materii. Jednym słowem, jak przypomina jeszcze Sobór: «Maryja wkroczywszy głęboko w dzieje zbawienia łączy w sobie w pewien sposób i odzwierciedla najważniejsze treści wiary» (LG 65)".
Punkt drugi, który Ratzinger wiąże zaraz z pierwszym: "Mariologia Kościoła zakłada właściwy stosunek między Biblią i Tradycją, konieczne ich zespolenie. Cztery dogmaty maryjne mają swą podstawę niezbędną w Piśmie Św[iętym], ale są tam jakby w zarodku, który rozwija się i daje owoc w cieple żywotnym Tradycji, wyrażającej się tak w liturgii i w intuicji wierzącego ludu, jak i w refleksji teologicznej pod przewodem Urzędu Nauczycielskiego Kościoła".
Punkt trzeci: "W samej osobie dziewczyny izraelskiej, która stała się matką Mesjasza, Maryja spaja razem w sposób żywotny i nierozerwalny stary i nowy lud Boży, Izraela i chrześcijaństwo, Synagogę i Kościół. Jest jakby złączem, bez którego wiara jak to się dziś zdarza) naraża się na przechył albo ku Staremu Testamentowi, albo tylko ku Nowemu. W Niej zaś możemy przeżywać syntezę całego Pisma Świętego".
Punkt czwarty: "Poprawne nabożeństwo maryjne gwarantuje wierze współżycie niezbędnego «rozumu» z równie niezbędnymi «racjami serca», jakby powiedział Pascal. Dla Kościoła człowiek nie jest tylko rozumem, ani tylko uczuciem, ale jednością tych dwóch wymiarów. Głowa ma jasno rozumować, ale serce ma być rozgrzewane: nabożeństwo do Maryi («wolne zarówno od jakiejś fałszywej przesady, jak i zbytniej ciasnoty umysłu, która nie zważa na szczególną godność Bogarodzicielki», jak zaleca Sobór) zapewnia wierze jej wymiar ludzki całkowity".
Punkt piąty tak omawia kard. Ratzinger: "Mówiąc językiem Soboru Watykańskiego II, Maryja jest «figurą», «obrazem», «modelem» Kościoła. Wpatrzony w Nią Kościół zabezpiecza się przed owym modelem o cechach męskich, który go widzi jako narzędzie akcji społeczno-politycznej. W Maryi, swojej figurze i wzorze, Kościół odnajduje swe oblicze Matki, nie może degenerować się w jakimś procesie wstecznym, który by go przekształcił w jakąś partię, organizację czy grupę nacisku na służbie interesów ludzkich, choćby najszlachetniejszych. Jeżeli w pewnych teologiach i eklezjologiach Maryja nie znajduje już miejsca, to powód jest prosty: sprowadziły one wiarę do abstrakcji. Abstrakcja zaś nie potrzebuje Matki".
Wreszcie punkt szósty tej syntezy: "Swoim losem Dziewicy i zarazem Matki Maryja rzuca światło na to, co Stwórca zamierzył dla kobiety każdego czasu, również naszego. A może nade wszystko dla kobiety naszego czasu, gdzie zagrożona jest sama istota kobiecości. Jej Dziewictwo i Jej Macierzyństwo zakorzeniają tajemnice kobiety w najwyższym przeznaczeniu, z którego nie może być wyrwana. Maryja jest nieustraszoną zwiastunką Magnificat, ale też tą, która czyni owocnym milczenie i ukrycie. Jest tą, która nie boi się stać pod krzyżem i która jest obecną przy narodzinach Kościoła; ale też tą, która, jak podkreśla parokrotnie ewangelista, «chowa i rozważa w sercu swoim» to, co się dzieje wokół Niej. Będąc uosobieniem odwagi i posłuszeństwa jest wciąż jeszcze i zawsze przykładem, na który każdy chrześcijanin - mężczyzna czy kobieta - może i powinien patrzeć".

