Trudne były początki

60-lecie Misji MI w Japonii

Polskich misjonarzy przyjął chętnie i pozwolił im na stały pobyt u siebie bp January Hayasaka, ordynariusz Nagasaki. "To właśnie Najśw. Panna przysłała mi Ojca", zawołał radośnie, gdy się dowiedział, że o. Kolbe ma dwa doktoraty i może objąć wakującą katedrę filozofii w jego seminarium diecezjalnym w zamian za umożliwienie mu akcji wydawniczej.

Trudne były początki, takie jak w Niepokalanowie polskim: spanie na barłogu, jedzenie na deskach - i to "okayu", będącego pokarmem najuboższych w Japonii - siedzenie na podłodze w wynajętej koło katedry ruderze. Śmiało można twierdzić - wyznał potem o. Kornel Czupryk, prowincjał - że nasza misja japońska została zrodzona "w głodzie, chłodzie, łzach, cierpieniu i modlitwie". Nie zabrakło też upokorzeń moralnych.

Ale misjonarze cieszyli się, że ich trudom i cierpieniom błogosławi Niepokalana. 24 maja 1930 r., równo w miesiąc po przyjeździe do Nagasaki, o. Maksymilian nadał do Niepokalanowa niewiarygodny telegram: "Dziś rozsyłamy Rycerza japońskiego. Mamy drukarnię. Cześć Niepokalanej". A więc w maju, jak zapowiedział. Przy procesie beatyfikacyjnym ks. Bernard Hatada Hideo zeznał, że "trudno sobie nawet wyobrazić możliwość wydania siłami ludzkimi pisma «Seibo no Kishi» (tak nazwano «Rycerz» japoński) po miesięcznym pobycie w Japonii, przy nieznajomości języka miejscowego oraz braku koniecznego domu i pieniędzy", i widzi w tym fakcie szczególną wolę Bożą.

Z początku o. Kolbe posługiwał się drukarzami japońskimi, ale rychło uniezależnił się od nich. Kiedy po paromiesięcznej nieobecności (12 VI - 25 VIII 1930), spowodowanej wyjazdem do Polski na kapitułę prowincjalną (zatwierdzono na niej misję japońską), wrócił w końcu sierpnia do Nagasaki, zastał jeszcze numer sierpniowy na maszynie, a nowego zecerzy nie chcieli składać. Strajk wyglądał na bojkot nowego pisma katolickiego. Wtedy o. Maksymilian zwrócił się do br. Seweryna Dagisa, którego odwołał z Szanghaju, z propozycją: "Czybyś ty, Bracie, nie mógł podjąć się składania rękopisu japońskiego? Niepokalana musi nam dopomóc!". Jest nie do pomyślenia, by Europejczyk mógł złożyć bodaj parę zdań w języku japońskim (którego alfabet składa się z co najmniej z czterech tysięcy "hieroglifów") bez kilkuletniej nauki, a nasz misjonarz miał za sobą zaledwie kilkumiesięczny kurs, i to języka chińskiego (podobnego w pisowni). Jednak br. Seweryn wierząc w świętość swego przełożonego odrzekł: "Jeżeli Ojciec każe, to sądzę, że uda mi się złożyć" i zabrał się do pracy. "Oczy mi wychodziły na wierzch - zwierzył się potem - ze zmęczenia; nie wiem sam, jakim sposobem złożyłem 16 stronic". O. Kolbe cieszył się jak dziecko.

W rok potem, 16 maja 1931 r., nastąpiło inne, nie mniej zadziwiające wydarzenie: otwarcie Niepokalanowa japońskiego, który pobudowano, w duchu naprawdę franciszkańskim, w dzielnicy Hongochi na zboczu góry Hikosan i nazwano Mugenzai no Sono (Ogród Niepokalanej). Br. Zeno Zebrowski zrobił plan, "tani i dobry", jak oświadczył fachowiec. Trzeba było najpierw wykarczować krzaki i zrównać teren. Budowę zaczęto w połowie kwietnia 1931 r., a 16 maja nastąpiły przenosiny. Na szczycie domu postawiono figurę Niepokalanej, "która króluje - jak pisali misjonarze do Polski - ponad całym, całkowicie pogańskim przedmieściem Hongochi". O. Kolbe radował się, że za pieniądze, które otrzymał z Niepokalanowa polskiego na kupno terenu, postawił też klasztor. (Nabył bowiem plac nie w centrum - w dzielnicy Urakami - jak początkowo projektował, lecz poza miastem).

[okł. s. 3]

Dziwiono się tylko, że wybrał tak niegościnne miejsce. Kiedyś przy rozpoczynaniu budowy o. Maksymilian zagadnął świeżo przybyłego z Polski br. Romualda Mrozińskiego: "Jak ci się podoba nasz plac?". "Powiedziałem mu wtedy - wyznał tenże w 1948 r. - ze szczerego serca, że bardzo jestem zaskoczony, bo na takiej górze, gdzie nawet trudno budynek postawić, na rozwój «Kishi» (Rycerza) nie można liczyć. Zabolało go to trochę, ale zaraz wyrzekł słowa, które dopiero podczas obecnej wojny zrozumiałem: «Zobaczysz, że Niepokalana tu właśnie chce królować i tu najlepsze miejsce sobie wybrała». O tak, zrozumiałem teraz, że rzeczywiście sama Niepokalana kierowała zakupieniem tego terenu. Dzięki temu bowiem, żeśmy byli oddaleni od miasta, wybuch bomby atomowej niewiele nam szkody wyrządził - od miejsca wybuchu dzielą nas dwie wysokie góry. Gdyby zakupił plac przy Urakami, nic by z klasztoru nie pozostało, gdyż obecnie tam nic nie ma, tylko gruzy".

Grafika do art. Trudne były początki

[Fot. okł. s. 2] Bracia zecerzy składają tekst "Rycerza" Japońskiego.