Towarzysze w cierpieniu

Franciszkańskie kwiaty na polskiej glebie

Św. Maksymilian umiał nie tylko wzbudzać zapal w dążeniu do ideału wśród swoich współbraci, ale też pociągnąć wielu z nich na ciernistą drogę cierpienia dla sprawy Niepokalanej.

Dnia 17 lutego 1941 roku policja niemiecka aresztowała Świętego wraz z czterema kapłanami, którzy z nim współpracowali przez pewien czas w Niepokalanowie. Byli to ojcowie: Justyn Nazim, Urban Cieślak, Pius Bartosik i Antonin Bajewski.

Kiedy przebywali jeszcze w więzieniu warszawskim Pawiak, oto dwudziestu braci zakonnych zwróciło się za zezwoleniem przełożonych do władz niemieckich z ofertą dobrowolnego zastępstwa za więźniów. Hitlerowcy oczywiście odrzucili tę prośbę, niemniej jednak bohaterski gest młodych zakonników chlubnie świadczy o poczuciu franciszkańskiego braterstwa wśród mieszkańców klasztoru.

Na wiosnę o. Maksymilian, o. Pius i o. Antonin zostali wywiezieni do Oświęcimia. Tam jeszcze w tym samym roku umarli śmiercią męczeńską. Najmłodszym z grupy był o. Antonin. On pierwszy stał się śmiertelną ofiarą morderczego systemu obozu.

Urodzony w Wilnie w roku 1915, po skończeniu szkoły podstawowej i gimnazjum, postanowił wstąpić do zakonu franciszkańskiego mimo wielkiego oporu ze strony rodziców, którzy pragnęli go widzieć jako lekarza lub prawnika. Matka akurat wygrała na loterii pewną sumę pieniędzy, które zamierzała poświęcić na studia uniwersyteckie syna. Ale Jan Eugeniusz (imiona chrzestne) urzeczywistnił swój zamiar i rozpoczął nowicjat w Niepokalanowie.

Studia teologiczne uwieńczył kapłaństwem w roku 1939. Wkrótce potem widzimy go jako wychowawcę braci zakonnych i drugiego zastępcę o. Maksymiliana w Niepokalanowie. Powierzenie tych obowiązków tak młodemu zakonnikowi świadczy o jego wielkim duchowym wyrobieniu i głębokiej pobożności. Dlatego zaufali mu przełożeni, oddając mu w opiekę zakonną młodzież.

Kiedy przybył do Oświęcimia - była to Niedziela Palmowa, 6 kwietnia - esesmani kazali mu podeptać koronkę z krzyżykiem, którą spostrzegli przy jego habicie. Ale on ukląkł i krzyż nakrył swym ciałem. Połamano mu wtedy żebra i odbito nerki. Gdy się nieco podleczył, stanął dobrowolnie do posługi na rewirze. "Odtąd widzimy go - zeznaje ks. Konrad Szweda - wśród chorych, którym oddaje się całym sercem, z poświęceniem nie znającym granic. Jak prawdziwy apostoł wśród «trędowatych» każdego chce ratować, każdego troskliwie pielęgnuje, każdemu pomaga". Tu obmywa chorego z brudu, tam karmi nie mogących się poruszać, to znów wynosi wiadra higieniczne, pierze bieliznę. Prowadzi też wspólne modlitwy wieczorne, spowiada, podnosi na duchu. Jest prawdziwym samarytaninem. Wyczerpany do ostatka, umarł 8 maja 1941 roku. Po latach wyznał o nim Józef Stemler: "W ciężkich godzinach mojego życia wzywam tego wspaniałego sługę Maryi - na pomoc. Przywołuję Jego Ducha w chwilach strachu, lęku i trwogi".

O. Pius (Ludwik) Bartosik, urodzony w Kokaninie koło Kalisza w roku 1909 w biednej rodzinie, [148]zgłosił się jako czternastoletni chłopiec do małego seminarium franciszkańskiego w Sanoku. Po paru latach nauki gimnazjalnej wstąpił do zakonu w roku 1926, i w dziewięć lat później został kapłanem. Pierwszą placówką jego był klasztor w Krośnie. Po roku został skierowany do Niepokalanowa, gdzie zlecono mu redagowanie "Rycerza" i "Rycerzyka Niepokalanej". Z obawą, ale i z gorliwością wielką młody redaktor podjął swe obowiązki. św. Maksymilian szybko poznał się, że ma dobrego zakonnika, z pokorą oddanego Niepokalanej. Mianował go też swoim zastępcą, a nawet w nim upatrywał swego następcę w kierowaniu klasztorem. Ponad cztery lata trwała ich harmonijna współpraca; razem też poszli na wojenną kalwarię.

O. Pius przeżył ze św. Maksymilianem obóz w Amtitz i Pawiak, a z Oświęcimia on pierwszy zawiadomił Niepokalanów o jego śmierci. Pracował w komandzie "lndystrychów", nosząc materiał budulcowy lub ciągnąc naładowane wozy, ale rychło zapadł na różę i musiał się też poddać bolesnej operacji nogi dotkniętej flegmoną. "W czasie choroby - zeznaje sanitariusz Jan Wolny - o. Pius zachowywał się bardzo spokojnie, przyjmując chorych współwięźniów do spowiedzi, z narażeniem życia, gdyż Niemcy na te praktyki nie pozwalali. Cały czas wygłaszał pogadanki dla chorych na temat wiary - w czasie mojej obecności na straży przy drzwiach. Pocieszał i umacniał zrezygnowanych chorych kolegów". Zmarł 13 grudnia 1941 r. "Nie znałem o. Piusa na wolności - stwierdza ks. Szweda - ale na podstawie obserwacji w obozie i jego heroicznego znoszenia cierpienia mogę powiedzieć, że był to święty kapłan i głęboki teolog".

Dwaj dalsi więźniowie aresztowani z o. Kolbem 17 lutego, dawny redaktor "Rycerza" i "Rycerzyka" - o. Justyn Nazim (1903-1966) i o. Urban Cieślak (1904-1960), rektor Małego Seminarium Misyjnego, zostali deportowani z Oświęcimia do obozu w Dachau. Wyzwoleni w roku 1945 udali się do Stanów Zjednoczonych, skąd w roku 1952 pojechali do Japonii, aby tam pracować na misji założonej przez Świętego.

Wszyscy czterej towarzysze trudnej drogi o. Maksymiliana złożyli swe świadectwo wierności Ewangelii Chrystusowej w mrocznym okresie panowania hitlerowskiego pogaństwa.

Grafika do art. Towarzysze w cierpieniu

[Fot. 1, s. 147] O. Antonin Bajewski.

Grafika do art. Towarzysze w cierpieniu

[Fot. 2, s. 147] O. Pius Bartosik.