To skończyło się dobrze

Młody Rycerz Niepokalanej (4)

Do każdego więc, który przyzna się do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.

Mt 10,32-33

Urodziłem się w rodzinie katolickiej. Zostałem ochrzczony, przyjąłem I Komunię Św[iętą], byłem u bierzmowania. Zawsze chodziłem systematycznie na lekcje religii, ale czy bylem prawdziwym katolikiem?

Czułem, że moja wiara jest słaba, ale nie robiłem nic, by ją umocnić. Widziałem, jak powoli tracę sens swojego życia, jak z każdym dniem odchodzę od Chrystusa. Nadszedł dzień, gdy Chrystus zażądał dowodu mojej wiary, która była tak słaba.

Pamiętam doskonale ten dzień październikowy, tę lekcję propedeutyki i słowa nauczyciela: "Stary Testament, to najlepszy kryminał, jaki czytałem w swym życiu". Nikt nie zabrał głosu, wszyscy milczeli. Przypomniałem sobie słowa Chrystusa: "Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi...". Zapytałem sam siebie: "Andrzej, czy ty godzisz się z jego słowami?" Wiedziałem, że choćbym zaprzeczył jego słowom w swej duszy, to moje milczenie oznacza zgodę z tym, co mówi nauczyciel. Musiałem też liczyć się z konsekwencjami, jakie poniosę, gdy się sprzeciwię. Musiałem wybierać. Wybrałem Chrystusa.

Od tej pamiętnej lekcji rozpoczęła się dyskusja między mną a nauczycielem propedeutyki. Początkowo brakło mi argumentów i niejednokrotnie byłem ośmieszany z powodu swojej skąpej wiedzy teologicznej.

Moi koledzy mówili mi, bym zaniechał dalszej dyskusji z nauczycielem, że to się dla mnie źle skończy. Ja jednak nocami pogłębiałem swą wiedzę teologiczną, ale tu kolejny cios. Gdy zacząłem odnosić pierwsze sukcesy i gdy nauczyciel nie posiadał już argumentów, poinformował o sytuacji dyrektora szkoły który w czasie rozmowy chciał mnie zastraszyć. Nie uląkłem się!

To były wspaniałe chwile, czułem, że z każdym dniem jestem coraz bliżej Chrystusa. Odnajdywałem Go w stronach przeczytanych książek. Wiedziałem, że same książki nie wystarczą, trzeba było coś więcej. Udałem się do spowiedzi. Co dnia biegłem do kościoła i tam spotykałem Chrystusa. Z każdym dniem czułem się coraz silniejszy i już nie miałem wątpliwości co do słuszności mego postępowania.

Nauczyciel widząc mój upór zaprzestał oczerniać Kościół. Wszystko skończyło się dobrze. Zdałem maturę, a od kolegów otrzymałem przydomek "Apostoł". Tak pozostało do dziś.

Patrząc z perspektywy czasu na swe życie widzę, że Chrystus jest najlepszym Pasterzem. Przecież nie tak dawno były chwile, że sam siebie spisywałem na straty. Odchodziłem coraz bardziej od stada, ale dobry Pasterz za nic nie chciał się pogodzić z myślą, że traci swą owcę. Ach, jak dobrze, że dał mi tyle sił. Wiem, że to dopiero początek tej nowej drogi, którą rozpocząłem tak niedawno. Jeszcze wiele przeszkód spotkam na tej drodze, jednak nie utracę jej z oczu, by nie zbłądzić.

Znalazłem Chrystusa, a raczej On mnie odnalazł. Spotkałem na nowej drodze swego życia dziewczynę, którą pokochałem i dzięki miłości do Chrystusa uczę się miłości do człowieka. Widzę coraz więcej, patrzę coraz dalej i zaczynam dostrzegać dobroć i miłość wokół mnie. Tak wiele miłości jest w sercu każdego człowieka. Tak wiele jest i w moim. Wiem, że nie wolno miłości tłamsić, trzeba ją wydobyć i pokazać.

Moim niedoścignionym wzorem miłości jest Chrystus. Chciałbym umieć tak jak On kochać, a kochając przebaczać.

Jezus Chrystus jest dla mnie drogą nowego, lepszego, prawego życia. Wiem, że jeśli będę Go naśladował, dojdę do domu Ojca Jego.

Codziennie widzę Jezusa: na ulicy, w kolejce, w zatłoczonym autobusie - szukającego. Szuka tej jednej zagubionej, jednego nieszczęśliwego człowieka, jednej żyjącej w rozterce, zagubionej duszy.