60-lecie Misji MI w Japonii
Jeden z naszych misjonarzy japońskich pisał: "O. Maksymilian to prawdziwy misjonarz. Przez cały czas, gdym z nim przebywał - pięć lat - widziałem, że żył tylko duchem misyjnym. Kochał dusze, dla których poświęcał się bez reszty". "Ja dla dusz tylko żyję, to moje zadanie" - on sam tak wyznał pani Kawai, gdy latem 1933 r bawiąc w Polsce spieszył do jej chorego męża, ministra pełnomocnego Japonii w Warszawie. Wizyta ta, jak wiemy, zakończyła się chrztem.
Św. Maksymilian cenił i wykorzystywał w apostolstwie, jak rzadko kto dotąd, nowoczesne środki przekazu myśli: prasę, radio itp., ale przestrzegał swoich współpracowników, by się nie dali upoić tymi rzeczami zewnętrznymi i by stale pamiętali, że życie wewnętrzne, to jest własne udoskonalenie i uświęcenie, "jest istotą naszej działalności" misyjnej.
Wciąż też przypominał - sobie i swoim - że najłatwiej można się uświęcić i oddziaływać na innych, oddając się całkowicie Niepokalanej jako narzędzie. Mawiał, że "im więcej zbliżymy się do Niepokalanej, tym więcej łask otrzymamy" od tej Pośredniczki łaski i tym bardziej do Niej się upodobnimy "I tak promieniować będziemy światłem Niepokalanej i naokoło siebie woń Jej rozniecać. Ale to już nie my, lecz Niepokalana będzie to wszystko czynić".
Sprawdza się to co do joty na o. Kolbem, stwierdzają świadkowie. Poświęcił się Niepokalanej bezgranicznie, stał się "cały Jej i duszą, i ciałem", jak wyznał Jej w Lourdes jadąc na misje. Co dnia pogłębiał to oddanie. Dzięki temu przesiąki świętością Niepokalanej i nią promieniował. Znana jest wypowiedź promotora wiary w procesie beatyfikacyjnym o. Kolbego: "Przy nim oddycha się najczystszym powietrzem szczytów... Jest on jasnym odblaskiem Tej, która była jego ideałem: początkiem, celem i kresem jego życia: Niepokalanej". Już w 1935 r pisał o o. Kolbem br. Celestyn Moszyński: "Wyraźnie się wyczuwa, że przez niego mówi i działa Niepokalana, której się oddał".
Przykład heroicznego życia św. Maksymiliana i ciepło miłości, jaką okazywał współpracownikom, pobudzały ich wciąż do gorliwości. Gdy raz mając większą gorączkę położył się, ktoś na drzwiach jego celi powiesił kartkę z napisem: "Bez ważniejszej potrzeby nie wchodzić". Spostrzegłszy to, polecił kartkę zerwać mówiąc: "Do mnie można zawsze przychodzić; w każdym czasie, i w dzień, i w nocy, jestem dla was. Wy - dzieci Mamusi Niebieskiej, ja Ją wam zastępuję". Nieraz do późna w nocy czuwał, aby wpuścić braci zakonnych wracających z jakiejś akcji apostolskiej.
O. Maksymilian wciąż zabiegał o nawrócenie i uświęcenie dusz. Wykorzystywał wszelkie okazje, by pociągnąć dusze do Chrystusa. Podróżując pociągiem, nawiązywał kontakt z jadącymi, rozdawał "Rycerza", rozmawiał o Bogu, a na końcu wręczał cudowny medalik. Gdy w niedzielę bracia zakonni udawali się na propagandę "Rycerza", on spieszył do świątyni pogańskiej, by podyskutować z bonzą. Był grzeczny i pokorny, nie mówił źle o innych religiach, wszystkim okazywał miłość. Kiedyś Niepokalanów japoński odwiedził instruktor z "Daru Pomorza". Nie znał o. Kolbego, a gdy się wyspowiadał u niego, tak się zwierzył: "Wasz o. Maksymilian ma nadzwyczajny dar przyciągania ludzi". Każdą pracę, każde spotkanie Twórca MI starał się użyźnić modlitwą. "Jak z nim chodziłem do miasta - pisze br. Celestyn - po drodze modlił się ze mną to w tej sprawie, którą mieliśmy załatwić, to znów w intencji pogan, których spotykaliśmy".
Kiedy o. Maksymilian wyjeżdżał na misje, o. Kornel Czupryk, prowincjał, dał mu obrazek Ukrzyżowanego i powiedział: "Oto prawdziwy misjonarz. Życie prawdziwego misjonarza to życie ofiary i poświęcenia dla dusz". Rozumiał to dobrze o. Kolbe, bo jeszcze przygotowując się do święceń kapłańskich powiedział sobie: "Głoś Pana Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego, słowem i cierpiąc z miłości ku Niemu". I był zawsze wierny temu postanowieniu. W Japonii dawał mu się mocno we znaki, zwłaszcza przy nie zaleczonej chorobie płuc, klimat. Ubóstwo, jakie praktykował ze współbraćmi, zwłaszcza w początkach, zdawało się przekraczać siły natury ludzkiej. Nieraz piętrzyły się trudności zewnętrzne i wewnętrzne, a raz aż się rozpłakał. O. Kolbe znosił to wszystko z heroicznym męstwem i ofiarował Niepokalanej za nawrócenie uświęcenie dusz. Był gotowy nawet na męczeństwo, wierząc, że wtedy najwięcej zrobi dla sprawy.
To ofiarne życie św. Maksymiliana, naśladowane w wielkiej mierze przez innych zakonników w [okł. s. 3]Niepokalanowie japońskim, jednało uznanie tej placówce, pobudzało do refleksji, nawracało. Już w pierwszych miesiącach odwiedził ten klasztor filozof Nishida Tenko, założyciel osady Ittoen (Ogród światła), w której łączył praktyki buddyzmu zen z duchem franciszkańskim. Jeden z członków tej osady, prof. Paweł Tagita zamieszkał nawet (od jesieni 1930 do marca 1931 r.) z misjonarzami polskimi, by im pomagać, zwłaszcza jako tłumacz, i prowadzić badania nad chrześcijanami ukrytymi w okolicach Nagasaki. Inny profesor, Franciszek Yamaki, pastor metodystów, "z miłości ku św. Franciszkowi, naszemu Patriarsze, stale i nawet bezinteresownie dla Niepokalanej tłumaczył z włoskiego" artykuły do "Seibono Kishi" (M. K.). W drukarni pomagali wspaniałomyślnie dwaj poganie. "Gdybyśmy pozwolili sobie na jakiekolwiek wygody - pisał o. Maksymilian 9 grudnia 1930 r. - bylibyśmy wprost w niemożności działania. A tak wspomaga nas kto może". Wkrótce zaczął przychodzić do Mugenzai no Sono z uniwersytetu nagasackiego prof. Paweł Nagai "na konwersację niemiecką" z o. Kolbem i również pomagał, a przy tym poznawał katolicyzm. Cieszył się z tego Założyciel MI i wolał: "Cześć Niepokalanej za wszystko. Tylko modlitwy trzeba o łaskę dla nich".
Zastanawia, że wszystkie wspomniane wyżej osoby przeszły na katolicyzm, a profesorowie zeznawali w procesie beatyfikacyjnym o. Kolbego. Prof. Yamaki pisał do postulatora sprawy: "Zawsze z entuzjazmem odnosiłem się do św. Franciszka z Asyżu. Przeto znałem już dobrze w teorii ideał św. Franciszka. Ale po raz pierwszy żywy franciszkanizm znalazłem w postaci o. Kolbego i właśnie to mnie doprowadziło do owczarni prawdziwego Kościoła". Prof. Tagita oświadczył na procesie: "Należę do tych, którzy poprzez o. Kolbego zostali doprowadzeni do wiary". W 1980 r. wręczył osobiście Papieżowi swoje 600-stronicowe dzieło Chrześcijanie ukryci w erze Showa (wyd. 3), które dedykował bł. Maksymilianowi. Doktor Nagai przyjął chrzest w 1934 r. Tak był pod wrażeniem świętości o. Kolbego, że kiedy w 1945 r. został ranny przy wybuchu bomby atomowej, a lekarze nie mogli wstrzymać krwotoku, wzywał jego wstawiennictwa. Krwotok ustał, co uważa za cud. Potem, pragnąc uchronić świat przed katastrofą nuklearną, wzniósł na ruinach dzielnicy Urakami, która najwięcej ucierpiała, posąg Niepokalanej, widząc w Niej nadzieję lepszego jutra, i napisał książkę (potem sfilmowaną) pt. Dzwony Nagasaki, którą zakończył aktem strzelistym MI: "Klęcząc na popiołach atomowej pustyni modlimy się, by Urakami było ostatnią ofiarą wojny. Dzwon dzwoni... o Maryjo, bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy...". Dodam, że i założyciel osady Ittoen, który zawsze trzymał na swym biurku ofiarowaną mu przez o. Kolbego figurkę Niepokalanej, przyjął chrzest na łożu śmierci, w 1967 r., z rąk polskiego misjonarza o. Janusza Kozy. Mugenzai no Sono modliło się za niego 37 lat.
Kiedy św. Maksymilian doprowadził do chrztu w 1931 r. swego współpracownika w drukarni, ten wyznał: "Gdybyście tu nie przyjechali, to ja bym jeszcze był poganinem". Wtedy to o. Kolbe napisał do Polski: "Tyle było w tych słowach szczerości i wdzięczności ku Niepokalanej i nam, Jej narzędziom, że mimo woli cisnęły się do głowy myśli: Chociażby nikt więcej się nie nawrócił prócz tego jednego, warto by było przedsięwziąć dotychczasowe trudy i dużo, dużo więcej jeszcze poświęcić, boć to dusza przecież". Słowa to godne prawdziwego misjonarza!
Na odwrocie: Św. Maksymilian Maria zaofiarowuje się za bliźniego w obozie oświęcimskim. Obraz art. Jana Molgi w Muzeum o. Kolbego w Mugenzai no Sono.
[okł. s. 3]


