To był Polak przygodnie spotkany

Im bliżej wyjazdu, tym więcej godzin spędzałem na dworze. Nina Fiodorowna cały dzień była na nogach. Wieczorem był politczas. Siadała na przyzbie, zbierała koło siebie siostry, wyjaśniała im ostatnie wiadomości z frontu. Kiedy już zapadał zmrok, siadała nieraz przymnie. Nina Fiodorowna była wdową, miała dorosłą córkę, studentkę Wierę. Wiera była młodą, ładną dziewczyną o tryskającej zdrowiem cerze i bardzo czarnych, żywych oczach. Jej czarne włosy coraz to nieposłusznie wysuwały się spod białej chusteczki. Pracowała w tym samym oddziale co matka, pod jej kierownictwem.

Któregoś dnia leżałem, jak zwykle, na leżaku. Była już prawie noc, powietrze świeże, a nad polem bawełnianym, na niebie jeszcze zielonkawym i niezupełnie ciemnym zaczynała migać Wielka Niedźwiedzica. Nina Fiodorowna, po dniu pracy, siadła przy mnie na stołku i patrzała przez okulary, zmęczonym wzrokiem na pole. Powiedziałem jej, jak bardzo mi się jej córka zdaje miła i jak dobrze i zdrowo wygląda.

- Gdybyście wiedzieli, co ona przeżyła, jak wyglądała jeszcze w marcu! Przyszła do mnie tutaj ledwo żywa. Jest medyczką leningradzkiego uniwersytetu i brak jej jednego roku, by być lekarzem. Była w Leningradzie w okresie oblężenia, najcięższych mrozów i najcięższych walk, kazano jej wywieźć starego, odpowiedzialnego pracownika, który tam chorował. Już wówczas musiała być bardziej chora od niego, przez zimę otrzymywała 130 gramów chleba na dzień, strasznie głodowała. Dowiozła go do Wołogdy i tam zostawiła w szpitalu, a sama jechała dalej do mnie. Gdyby nie jeden z waszych, który jej pomógł w drodze, może bym jej już nigdy nie zobaczyła.

W parę dni potem na tymże miejscu sama Wiera mi opowiedziała, jak to było.

- Jechałam w wagonie od Wołogdy z kobietą i dziećmi. Na jednej ze stacji syberyjskich powiedziano nam, że przez trzy dni pociąg taszkiencki, w którym jechaliśmy, będzie stał, żebyśmy poszły po prowiant. Wyszłam, żeby prowiant wziąć dla rodziny, z którą jechałam, i dla siebie, tymczasem pociąg ruszył z moim rzecza[218]mi, dokumentami podróży. Trzeba było pociąg dogonić. Była noc. Powiedziano mi po kilkugodzinnym oczekiwaniu, że idzie pociąg w tym samym kierunku i stoi na dziewiątym torze. Nie wiedziałam, co mi jest, ale miałam już wtedy wysoką gorączkę. Byłam tak słaba. Było ciemno. Zaledwie miałam siły przejść naokoło albo pod wagonami bardzo długich pociągów, które stały na stacji. Nareszcie dochodzę do dziewiątego toru - ani śladu pociągu - z daleka na śniegu pod latarnią stoi człowiek, ostatnim wysiłkiem woli idę do niego spytać się, co mam robić, może kolejarz. Otóż to był Polak, który, jak ja, szukał pociągu w kierunku Taszkientu. Jechał do wojska. Trzeba było mi doganiać swój pociąg, który uciekł, trzeba było kupić nowy bilet, a tu mam wszystkiego 40 rubli i na stacji dwa straszliwe ogonki po bilety. Ten Polak przygodnie spotkany wyrażał się jakoś bardzo wytwornie, był w łachmanach, miał cienkie rysy. Skończył jakiś instytut, nie pamiętam jaki. Wiedział, że jestem z gorączki i zmęczenia wpółprzytomna, oddał swoje skierowanie do Taszkientu, licząc, że on jako jadący do wojska i tak trafi. Wynalazł mi miejsce na zapchanej sali, zdjął swoją kurtkę, rozłożył na ziemi i na niej kazał mi się położyć. Wyręczał mnie w szukaniu strawy, stał za mnie w ogonkach. Nagle późno w nocy zawiadomiono nas, że zaraz idzie pociąg na Taszkient. Bez biletów przepchaliśmy się na zamknięty peron, weszliśmy do wagonu ciemnego, towarowego, pełnego ludzi. Tam mnie ten Polak znów wynalazł miejsce, złożył na ziemi i tam straciłam przytomność. Dopiero nad ranem przyszłam do siebie i pytałam o mego opiekuna. Współtowarzysze podróży powiedzieli mi, że na jednej ze stacji wyskoczył, by przynieść dla mnie herbatę i pociąg ruszył, a on został.

- I już więcej go nie widziałam. Tutaj co chorego przywiozą, oczekuję, że może on, nie znam nawet jego nazwiska, temu człowiekowi zawdzięczam, że tu jestem. Gdyby nie on, byłam w takim stanie, że już z tej stacji nie ruszyłabym się nigdzie. Przyjechałam do Ak-Ałtynu do mamy i tu dopiero stwierdzono, że mam tyfus.