Wielu czytelników przedwojennego "Rycerza" zapamiętało i chętnie wspomina pewne stwierdzenie mniej więcej następującej treści: "Małe dziecko wpatruje się w ojca i jest przekonane, że tata wie wszystko i tata ma rację". Potem przychodzą lata, kiedy coraz częściej wątpi i zaprzecza: "tata chyba nie ma racji, tata w-ogóle nie ma racji". Dopiero kiedy samemu przychodzi być tatą, na nowo powracają refleksje i przekonanie, że tata chyba miał rację, że tata miał rację. Refleksje takie nawiedzają także tych, którzy poszli drogą innego "ojcostwa". Chciałbym i ja w listopadowy wieczór powiedzieć memu św[iętej] pamięci Ojcu: tata miał rację i dobrze przeżył swoje życie, chociaż często w to wątpiłem. Kiedy życie moje, według statystycznej miary, już się przepołowiło, niejeden raz przychodzi refleksja, aby przynajmniej tak jak ojciec być dobrym do końca, aby przynajmniej tak jak on coś po sobie pozostawić, aby i po mnie ktoś powiedział: "ten ojciec miał rację".
Wydawało mi się, że mój ojciec był uosobieniem przeciętności i mierności w rozumieniu świeckim i religijnym. Nigdy nie rozmawialiśmy na tematy religijne i "życiowe". Podświadomie miałem do niego żal, że nie mam w nim oparcia, zachęty i przykładu żywej wiary. Dopiero okoliczności jego śmierci kazały mi nanieść poprawkę na tamten obraz. Sam poprosił o sakrament chorych z rąk księdza proboszcza, który potem wspomniał mi, jak bardzo dojrzale ojciec jednał się z Bogiem i przyjmował ostatnią Bożą wolę. W cieniu jego łoża, często nie zauważany, mogłem się przysłuchiwać jego modlitwom zaskakująco pięknym, i głębokim teologicznie. Zrozumiałem, że to wszystko nie zjawiło się samo w ostatniej godzinie, nie nauczył się też z książek, bo ich w ogóle nie czytał. Jedyną edukacją religijną była niedzielna Msza święta. Kto podsunął mu myśl, aby udzielić nam błogosławieństwa z łoża śmierci? To wszystko musiało w nim żyć wcześniej. Nie zauważyłem zaś tego może dlatego, że sam nie miałem odwagi rozpoczynać z nim takich rozmów. Różnie ocenialiśmy uczciwość i prostolinijność naszego ojca, utożsamiając ją często z niezaradnością życiową. Był jednym z kilku prywatnych wiejskich krawców w czasach, kiedy na wsi żyło się wyjątkowo ciężko, a z "prywaciarzami" administracja toczyła wojnę i konkurowała z nimi fabryczna seryjność. Ojciec nigdy nie zgodził się na zapisanie się do spółdzielni, chociaż niejeden raz mu to proponowano. W cenach za pracę, tak się nam wydawało, bardziej pilnował interesu klienta niż naszego. Ludzie mieli przesadne wyobrażenie o naszej zamożności, a nam starczało zaledwie na skromne życie z dnia na dzień, jeżeli klient był na tyle uczciwy, że płacił zaraz przy odbiorze. O oszczędnościach nigdy nie było mowy. Nie mogliśmy się nawet dorobić roweru, chociaż wszyscy o nim marzyliśmy. A jednak z perspektywy czasu i ta postawa ojca mego doczekała się właściwej oceny, szacunku i uznania. Chyba owocuje ona w naszym życiu bardziej niż ewentualne dobra materialne. Tata miał rację.
"Powiedz mamie - powiedział mi na krótko przed śmiercią -że byłem jej zawsze przez całe życie wierny". Dotąd jeszcze nie powiedziałem, chociaż upłynęło już kilka lat. Widocznie jednak z perspektywy śmierci musi to być ważne. Zrozumiałem także, że takie wyznanie na tym etapie jest bardziej potrzebne mnie niż mamie. Tata miał rację trwając w wierności. Miał rację pracując uczciwie i doprze. "Panu to dobrze - mówili ludzie - siedzi sobie w cieple i nie naharuje się tak jak my w gospodarce". Tymczasem były to długie godziny uciążliwej i odpowiedzialnej pracy przy powierzonym materiale. Chciało się zarobić, trzeba było szyć. Nikogo poza sobą nie dało się w niej oszukać. Nic samo nie rosło. Praca ta nadto wymagała szanowania klienta, [342]dotrzymywania terminów, zaniżania często godziwego zarobku. Na wsi w tamtych czasach modne były jeszcze tzw. "przeróbki". Ile ojciec namęczył się nad tymi - jak je nazywał -"lumpami", aby ludzie na niedzielę czy święta mogli się pokazać w "nowym" futrze czy garniturze... Pracy przy tym było dwa razy tyle, a zarobku dwa razy mniej, bo "to tylko przeróbka" - mówili.
Tato kochany, w listopadowy wieczór, chcę ci powiedzieć, że miałeś rację oraz, wierząc w świętych obcowanie, poprosić o jedną przysługę, której Chrystus i Jego Matka nie powinni ci odmówić. Proszę o łaskę pracowitości na twój wzór. Pomóż mi być dobrym rzemieślnikiem w Kościele, szanować klienta i swoją pracę. Chciałbym być i ja specjalistą od przeróbek. Nie szkodzi, że nie dają one tyle satysfakcji jak robota z nowego i trzeba się przy nich więcej napracować. Ważne, że będzie to służyć ludziom, że otrzymają "szatę", w której wolno im będzie brać udział w uczcie Chrystusa. Tata miał rację. Tata dobrze żył i pracował. Chciałbym przynajmniej tak jak on... A może i twój ojciec czy matka mieli rację? Może i tobie " Rycerz Niepokalanej" użyczy trochę miejsca, abyś dał świadectwo prawdzie twego ojca czy matki.
