MŁODY RYCERZ NIEPOKALANEJ (2)
Pod pretekstem Biblii
"Wydaje mi się, że jestem ofiarą świadków Jehowy. Zawsze są u moich drzwi, zawsze nalegający. W pewnym momencie wychodzisz z siebie i adieu, miłości chrześcijańska. Traktuję ich źle, by nie dać się zwariować. Zapewniam, że także w mojej okolicy zrujnowali liczne rodziny, początkowo chrześcijańskie, katolickie. Swoim bombardującym cytowaniem Pisma Św[iętego] odwracają kota ogonem, jak im się żywnie podoba, a my, porządni chrześcijanie, jesteśmy ignorantami w dziedzinie Pisma Św[iętego], nie wiemy, jak można łowić ryby. Ci natomiast, raz postawiwszy nogę za futryną drzwi, mówią o sumieniu, nie popuszczają cugli. Piszę do Was o tym, abyście pomogli ubogiemu chrześcijaninowi, ignorantowi, jeśli chcecie, leniwcowi także, ale który ma starą Biblię, chociaż nigdy jej nie otwiera, bo ufa Kościołowi i czuje się katolikiem jak krew w jego żyłach".
Józef A.
Niestety, nie można liczyć na siłę logiki, dialogu, słów akademickiej teologii, kiedy wypadnie nam dyskutować ze świadkami Jehowy. Należałoby odwołać się wręcz do kompetencji psychologów i socjologów, gdyż mamy tu do czynienia najpierw z "przypadkiem ludzkim", a potem dopiero z "faktem religijnym". Stoimy wobec fanatyzmu. Świadkowie Jehowy, podobnie jak inne sekty, odrzucają nie tylko Kościół katolicki, ale także konfesje protestanckie, co więcej: odrzucają i zwalczają wszelką "religię", która zobowiązuje do ciągłego konfrontowania wiary także z wymogami rozumu.
1. Duch sekciarski
Duch sekciarski można porównać do soczewki, która koncentruje wszystkie promienie w jednym punkcie, aż do wywołania ognia, oraz do maski, która odrywa uwagę od tego wszystkiego, co wypełnia pole widzenia, zwiększając widoczność tylko małego sektora. Mikroskop jest pożyteczny w studiach i badaniach naukowych, ale nie w marszu drogą..
Sekciarz czyta Biblię i interpretuje ją w "kluczu fundamentalistycznym", czyli literalnie, selekcjonując tylko te zdania, które go interesują, a gasząc światła wszystkich pozostałych. Wówczas Biblia staje się jedynie pretekstem. Istotnie, jest ona arsenałem, który zawiera po trosze wszystko, jeśli bierze się ją materialnie, rezygnując z logicznej, poważnej i po prostu naukowej interpretacji. Wystarczy pomyśleć o wielości jej autorów, doświadczeń stuleci, języków... obecnych w Piśmie Św[iętym]!
Czyż to możliwe, aby Bóg wkładał nam ją do ręki, abyśmy ją otwierali na chybił trafił, z oczyma zasłoniętymi? Dlaczego bierzemy z niej tylko to, co nam się podoba? "Fundamentalista" jest tak właśnie sfabrykowany: potrzebuje niewielu "prawdziwych" słów, ale bogatych w sens i wartość, nie dbając o to, by czytać je w kontekście, wraz z innymi słowami. Pierwszy gwałt, pierwszy podział - dzieło fanatyka nie dokonuje się na osobach, które żyją z nim lub w otoczeniu jego rodziny; dokonuje się to w momencie, kiedy przystępuje on do lektury Biblii, preferując w niej tylko niektóre akapity, zdania. Stają się one dla niego świetliste i nośne wówczas, kiedy gasi światła pozostałych. "Getto", w jakim zamykają się świadkowie Jehowy, rozpoczyna się tu: od "segregowania" i odrzucania licznych fragmentów Słowa Bożego.
2. Pogoń za gwarancją
Wypływa z tego, zdaniem psychologów, subiektywna zatwardziałość: sekciarz, fundamentalista, fanatyk staje się nieprzemakalny i to niemal z konieczności. Znajduje się wśród osób, które odczuwają bardzo silną potrzebę bezpieczeństwa, gwarancji, zdobytych nawet za wysoką cenę. W pełni zawierza się dzisiejszym "prorokom", tym mistrzom, którzy ze ślepą pewnością biorą się za określoną interpretację, selektywną, Biblii i starają się przekonać słuchaczy, że Bóg przemawia właśnie dziś (niemal w objawieniu prywatnym, cudownym). W ten sposób problemy Biblii i życia zostają "odsunięte", "ocenzurowane", czyli uśmiercone, jak gdyby nigdy nie istniały lub przestały istnieć, pozostawiając iluzję, że zostały już rozstrzygnięte, gdy w rzeczywistości są jedynie pogrzebane.
Jakaż strata bogactwa i życia! Liczne zdania Biblii, właśnie dlatego że są powiązane między sobą także i tam, gdzie wydają się być w kontraście, stają się ziarnem prawdy dla tego, kto konfrontuje je z życiem szarego dnia i przyjmuje je z pokorą i pogodną, otwartą dojrzałością.
3. Obawa przed inną interpretacją
Wszystko się zaostrza, kiedy - jak w przypadku świadków Jehowy - dołącza się napięcie "apokaliptyczne". Historia jest twarda, przepełniona trudnymi projektami, trudnymi w zrozumieniu i wykonaniu; są w niej niepowodzenia, a nie tylko sukcesy. Apokaliptyk to ten, kto nie akceptuje trudu, kto woli ufać w bliski już "sąd Boży", który wszystko oczyści, redukując choćby liczbę zbawionych (według świadków Jehowy Biblia wskazywałaby wręcz liczbę... dogodną: "144 tys. wybranych"). Ważne jest to, by została usunięta przeszkoda nawołująca do konfrontowania się tu, w historii, z inną wizją, z "odmiennym". "Odmienny" napawa obawą.
Z tej właśnie racji sekciarze nie akceptują dialogu. I nie trzeba z nimi rozmawiać, gdyż przemieniają oni dialog w dysputę pozbawioną wszelkiej logiki. Zapowiadanym przez nich datom końca świata przeczą fakty. Jednakże ten, którego opanował duch sekciarski, stał się do tego stopnia szczelnym i odpornym osobnikiem, że nie zważa na wszelki kłam i preferuje przesunięcia, woli nową datę, by znowu oczekiwać końca świata.
4. Są naszymi braćmi
To, co wyżej zostało powiedziane, jest rezultatem moich spotkań z tymi ludźmi. Mówię o tym z głębokim bólem, gdyż mamy przed sobą braci, którzy niejednokrotnie są konwertytami na rzecz dobra i prowadzą surowy tryb życia, włączają się w modlitwę, dają niekiedy godne pozazdroszczenia świadectwo... Sprawie dobra poświęcają ogromne energie, a nie sprawie zła, marnują jednak wiele.
Dyskusja z nimi jest wprost niemożliwa. Według nich poprawna interpretacja Biblii rozpoczyna się dopiero ok. 1870-1880, od ich założyciela, C. Russela; należy "utożsamiać się" (jeśli pragnie się być wiernymi Biblii) także za pomocą imienia Bożego, a to imię brzmiałoby "Jehowa". Koniec świata? Tragedia z nielicznymi szczęśliwcami. A jednak, jak powiedziałem wyżej, na płaszczyźnie moralnej wydają niemało rzeczy wzorcowych, przykładnych. W przypadku "obiekcji sumienia" można ich zaliczyć w jakiś sposób do prekursorów i widzieć w nich wzór. Obecnie Kościoły nabierają odwagi w podejmowaniu niektórych problemów, np. problemu wojny, gwałtu i przemocy, które swego czasu były wyłączną domeną pewnych grup i pewnych sekt. Chce się powiedzieć: "Szkoda!". Św. Augustyn wyraziłby się tak: "Godne zazdrości skoki naprzód, ale nie w tym kierunku".
5. Oczyszczać siebie samych
Jak się z nimi zmierzyć? Jak stawić im czoło? Nie uważam za pożyteczną drogę polemiki, skoro wydaje się, że niemożliwa jest droga dialogu. "Przypadek ludzki", jaki ma u nich miejsce, zobowiązuje nas natomiast do tego, byśmy przekształcali siebie samych. Polemiką można by prawdopodobnie zwyciężyć, wygrać jakąś potyczką albo prowizoryczną, bezowocną walką, ale na końcu... straciłoby się, gdyż logika ducha sekciarskiego łatwo prowadzi do zatwardziałości.
Największym ryzykiem dla wszystkich konfesji chrześcijańskich (także i dla braci protestantów) byłaby rezygnacja z metody ekumenicznego spotkania z nimi, z religiami świata, z człowiekiem. Sekciarstwo, fanatyzm, nad którym my dziś ubolewamy, występujący w niektórych sektach, szczególnie jaskrawy w przypadku świadków Jehowy, był swego czasu (chociaż jak piana lub plwocina niektórych stuleci) widoczny w samych Kościołach. Jest to zewnętrzna opinia historyków i socjologów. Dziś natomiast wszystkie Kościoły chrześcijańskie wchodzą w epokę oczyszczania wiary z wszelkich resztek nietolerancji. To wszystko, co przyczynia się do wytwarzania podziałów wśród ludzi, do Usprawiedliwiania przemocy w społeczeństwach, wspólnotach i rodzinach, jest zdecydowanie odrzucane.
6. Lepiej poznać Biblię
Ten nowy wyścig wymaga dużej dojrzałości. Nam, chrześcijanom, przypada zadanie ukazania, jak stawszy się rozmiłowanymi słuchaczami słowa Bożego, stajemy się zdolniejszymi do uszanowania bogactwa innych, odmiennych doświadczeń. Biblia zamyka w sobie, wraz ze swoim kontekstem historycznym, całe życie. My, katolicy, w szczególności jesteśmy przynaglani, by wydobyć się ostatecznie z ignorancji, by innym tłumaczyć Biblię i nią żyć. Jesteśmy przynaglani i powołani do zgłębiania bogactw słowa Bożego. Musimy stać się mądrzejszymi - i ośmielę się powiedzieć - "teologami". Wreszcie, i przede wszystkim, fenomen sekt pobudza nas do tego, byśmy zaczęli przywiązywać wagę do takich doświadczeń wiary, które na serio biorą postulaty i nakazy ewangelii, wszystkie bez wyjątku, nie odrzucając tych, które są niewygodne. Oczywiście, samotnie, w pojedynkę, nie potrafimy w sposób intensywny i radykalny żyć według wszystkich wskazań ewangelicznych, ale w łonie Kościoła - tak; razem z innymi braćmi - tak. Zakonnik, człowiek świecki, polityk, misjonarz... wszyscy powinni podać sobie ręce. Każdy, jeśli tylko żyje w braterstwie, w jedności z bliźnimi, może z totalnym zaangażowaniem prowadzić życie według ewangelii Pana naszego Jezusa Chrystusa.
