Św. Maksymilian Maria Kolbe pracował w Winnicy Pańskiej stosunkowo krótko, zaledwie 23 lata, a mimo to swoje sakramentalne kapłaństwo przeżył tak dogłębnie i wszechstronnie, w tak ścisłym zjednoczeniu z Chrystusem-Kapłanem i z człowiekiem, że stał się, według słów kard. Leona Duvala, "światłem dla kapłanów całego świata".
Paweł VI zaliczył go do grona błogosławionych podczas trwania w Rzymie Synodu Biskupów obradujących nad kapłaństwem służebnym. "W chwili gdy tylu kapłanów w świecie całym zapytuje się o swą «tożsamość» - powiedział wówczas kard. Karol Wojtyła - o. Maksymilian Kolbe staje pośród nas, aby pouczyć nie dyskusjami teologicznymi, ale swym życiem i śmiercią. On był po prostu takim, jak jego Mistrz, dając świadectwo «największej miłości»".
Istotnie, całe życie o. Kolbego opromienione jest duchem kapłańskim, który dojrzewał u niego w cieple Niepokalanego Serca Maryi. W programie Rycerstwa Niepokalanej znalazł on bodziec, a w pewnym sensie i źródło, by w pełni przeżyć swoje szczególne powołanie - kapłaństwo.
Program kapłański o. Kolbego
Otrzymawszy święcenia kapłańskie o. Maksymilian wypisał na pierwszej stronie swego dzienniczka mszalnego następujące słowa: "Z miłosierdzia Bożego przez Niepokalaną dnia 28 kwietnia 1918 r. (...) w Rzymie w kościele Św. Andrzeja della Valle Eminencja Kardynał Wikariusz Bazyli Pompilj wyświęcił mnie na kapłana Pana naszego Jezusa Chrystusa".
Swoje sakramentalne kapłaństwo uważał za łaskę darmo daną, której czuł się niegodny. "Cóżem ja jest, Panie, iżeś mnie przywiódł aż dotąd?" (2 Sm 7,18) - te biblijne słowa umieścił na obrazku prymicyjnym. W cztery miesiące po święceniach przypomniał sobie: "Pan Bóg cię powołał do stanu kapłańskiego i do zakonu, bo cię szczególnie umiłował jedynie ze swej dobroci, pomimo twych niewdzięczności". Miał teraz tylko jedną troskę: godnie odpowiedzieć "tak wielkim łaskom i tak wysokiej godności".
Wierząc, że kapłan to "drugi Chrystus", starał się jak najbardziej upodobnić do Pierwowzoru. Dnia 21 sierpnia 1918 r. zapisał sobie: "Interesy Przenajświętszego Serca Pana Jezusa niech będą twoimi interesami. Skoro więc Chrystus najdoskonalej urzeczywistnił swoje kapłaństwo przez ofiarę krzyżową, tak i on jako kapłan postanowił działać przede wszystkim krzyżem, cierpieniem, ofiarą". Patrząc na krucyfiks, pytał siebie: "Pan Jezus cały się ofiarował dla [241]ciebie, a ty?" Rozumiał, że źródłem takiej postawy może być tylko miłość, więc o tę cnotę szczególnie zabiegał. Na Boże Narodzenie 1918 r. modlił się we Mszy św. "o miłość aż do stania się żertwą ofiarną".
Podobnie jak Chrystus zajmował się sprawami Ojca (por. Łk 2,49), zabiegając o Jego chwałę, tak i Twórca MI postawił sobie za cel "jak największą chwałę Bożą". Ponieważ "chwała Boża polega na zbawieniu dusz, więc zbawienie i jak najdoskonalsze uświęcenie jak największej liczby dusz, które Pan Jezus tak drogą swą śmiercią na krzyżu odkupił, jest naszym wzniosłym ideałem życia".
Wsłuchując się w przedśmiertne wołanie Chrystusa: "Pragnę" (J 19,28), o. Maksymilian tak sobie tłumaczył: "Pragnę dusz, dajcie mi je kapłani!" I postanowił: "Poświęć na to całego siebie i życie!"
Wcześnie zrozumiał, że najważniejszą rzeczą w apostolstwie jest więź z Chrystusem, który powiedział apostołom: "Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - jeśli nie trwa w winnym krzewie tak samo i wy, jeżeli we mnie trwać nie będziecie. (...) beze mnie nic nie możecie uczynić" (J 15,3-5). Ponieważ tę więź można utrzymać przez intensywne życie wewnętrzne, o. Maksymilian postanowił: "Muszę być świętym jak największym", "Najpierw cały dla siebie, a tak cały dla wszystkich".
Innym odkryciem, jakiego dokonał w młodości o. Kolbe i jakie potem upowszechniał, uważając je za sekret świętości i skuteczności pracy apostolskiej, była praktyka oddania się jako narzędzie Niepokalanej. Swoje święcenia kapłańskie z wdzięcznością uznał "za dar uproszony przez Niepokalaną", która "jest narzędziem w ręku miłosierdzia Bożego do rozdawania łask". Położył więc w Niej całą swą ufność, oddał się Jej bez reszty. Ostatecznie tak sformułował własne zadanie: "Jak największa chwała Boża przez zbawienie i jak najdoskonalsze uświęcenie swoje i wszystkich przez Niepokalaną".
Kapłaństwo św. Maksymiliana w praktyce
Aby lepiej zrozumieć urzędowy tytuł, jakim Kościół będzie przez wieki darzył o. Kolbego: "Św. Maksymilian Maria, kapłan", trzeba zobaczyć, jak urzeczywistniał on swój program kapłański w praktyce, w życiu codziennym.
Otóż mimo uniwersalnych planów uwagę swoją kierował na sytuacje konkretne, w których widział wolę Niepokalanej. Zajmował się człowiekiem konkretnym, podobnie jak w naszych czasach czyni to na polu miłosierdzia słynna Matka Teresa z Kalkuty. Wśród jego postanowień znajduje się taki zapis: "Nie opuść żadnej sposobności szerzenia królestwa Niepokalanej przykładem, modlitwą, cierpieniem, upokorzeniem, słowem, piórem itp. Czynem okazuj miłość ku Niepokalanej". Nie było w nim nic z postawy urzędnika, zadowalającego się powierzonym sobie odcinkiem pracy. Każde środowisko stawało się dla niego terenem apostolskim, nawet pociąg i statek, szpital i więzienie: W człowieku, którego spotykał przypadkowo, widział wysłańca Niepokalanej. Czasem z własnej woli udawał się do pastorów, bonzów lub mistrzów lóż masońskich, by porozmawiać z nimi na tematy religijne. "Ja dla dusz tylko żyję" - mówił, okazując tym swoją gotowość kapłańską do posługi.
Główny nacisk kładł na pracę ściśle kapłańską. Pilnował jej nawet przy nasileniu działalności wydawniczej. Godna podziwu jest jego gorliwość kapłańska w latach 1920-21 w Zakopanem, gdy leczył się w szpitalu klimatycznym. Anna Wojtaniowa, b[yła] pielęgniarka w "Bratniaku", zeznaje: "Ilekroć go tylko powiadomiłam, zawsze spieszył z duchową pociechą do chorych. I czy to była głucha noc - a to się zdarzało najczęściej - czy szalały nad Tatrami śnieżyce i burze, nieraz w gorączce z górą 38°C, nie ociągając się ani chwili, biegł wprost tam, gdzie dogasało czyjeś młode życie". Kiedy przebywał w Grodnie, udawał się do odległych wiosek, by zaopatrywać chorych czy odprawiać Msze niedzielne. W Niepokalanowie [242]spowiadał nieraz 50 i więcej penitentów świeckich. Na Pawiaku zorganizował rekolekcje wielkopostne dla obsługi bibliotecznej. Z narażeniem życia spowiadał w obozie oświęcimskim, a "bunkier głodu" przemienił w kaplicę.
O. Maksymilian przyciągał swoją dobrocią i mądrością, przekonywał świętością. Oto świadectwo Aleksandry Amerskiej z Grodna: "Warto było iść za Niemen [do kościoła franciszkańskiego], aby usłyszeć słowo Boże z ust tego kapłana. Ze słów o. Maksymiliana wychodziła jakaś moc ducha i miłość pragnąca pomóc biednym duszom w odnalezieniu Boga. Był lepszym spowiednikiem, ponieważ potrafił zrozumieć nędzę ludzką i wskazywać drogę do Matki Bożej, najlepszej Opiekunki. Przy jego konfesjonale było najwięcej osób i nieraz długo trzeba było czekać, ale warto było stać, bo on napełniał duszę bogatym zasobem łask Bożych, często na całe życie. Kochał dzieci i rozumiał te krzykliwe, zawsze brojące duszyczki dziecięce, które gromadnie tłoczyły się do niego".
Założyciel MI nie ograniczał się tylko do apostolstwa bezpośredniego, z duszy do duszy. Będąc świadomy skuteczności nowoczesnych środków przekazu myśli, takich jak prasa, radio, telewizja, stał się ich propagatorem. Planował też i organizował apostolstwo wędrowne. Mieszkańców swych Niepokalanowów zachęcał, aby "wychylali się poza ogrodzenie klasztoru, aby jeździli, zbliżali się osobiście do ludzi przez rekolekcje, misje, odczyty, spowiedzie, przez organizowanie i wizytowanie MI-2". Nie tylko popierał akcję rekolekcyjną ojców, ale urządzał podróże apostolskie braci zakonnych. Rzeczywiście, bracia chodzili dwójkami od domu do domu z prasą MI, zwłaszcza na terenach wschodnich Polski, zagrożonych przez sekciarstwo. W Japonii zapoczątkował uliczną propagandę Rycerza. Daleki od klerykalizacji, angażował w apostolstwo laikat katolicki, wychowując go do odpowiedzialności za Kościół w świecie współczesnym. Za jego życia pod sztandarem MI stanęło blisko milion wiernych. W związku z tym Ojciec Święty Jan Paweł II nie zawahał się zaliczyć o. Kolbego do "artystów duszpasterstwa", do "ludzi genialnych i konkretnych, do których trzeba stale się odwoływać, jeżeli chcemy oświecić i zbawić braci".
Modlitwa i ofiara kapłańska Twórcy MI
Mimo aktywizmu św. Maksymilian nie uległ "herezji czynu". Zawsze podkreślał prymat życia wewnętrznego. Przed przyjęciem posługi diakona zdał sobie sprawę, że modlitwa to "pierwszorzędny obowiązek kleru". Modlitwa pokorna, ufna, wytrwała jest "skuteczniejsza od słowa i dobrego przykładu", jest przyczyną nawróceń. Na rozmowę z Bogiem poświęcał wiele czasu, cały się w nią angażował, obojętnie czy to była półgodzinna adoracja Najświętszego Sakramentu, czy modlitwa przed posiłkiem. Bardzo cenił sobie Mszę św., poprzedzał ją odpowiednim przygotowaniem, a kończył dziękczynieniem, przedłużonym następnie przez gorliwe wypełnienie obowiązków. Podczas dnia niejednokrotnie przerywał pracę, aby bodaj na chwilę odwiedzić Boskiego Więźnia Miłości. Bp Józef Palatucci spostrzegł "w całym jego życiu ducha wybitnie eucharystycznego". Tego ducha nabył w szkole Niepokalanej. Z Nią był w ciągłym kontakcie przez odmawianie różańca, akty strzeliste. Kard. Paweł Bertoli powiedział, że ten "człowiek wiary i modlitwy znalazł w Eucharystii i w pobożności maryjnej (...) źródło swego apostolstwa".
Z Eucharystii zaczerpnął tego ducha ofiary, który doprowadził go. do dobrowolnej ofiary ze swego życia w obozie oświęcimskim. "Trzeba powiedzieć - mówił kard. Karol Wojtyła - że w tym miejscu i w tym okresie, kiedy nie mógł odprawiać Mszy św. w sensie sakramentalnym, odprawił tę świętą ofiarę aż do końca życiem i śmiercią. W taki sposób o. Kolbe uczestniczył w tym wielkim sakramencie naszej wiary, jakim jest Eucharystia. I ona to stała się w nim wypełnieniem jego powołania i jego życia".
O. Maksymilian nie afiszował się swoim kapłaństwem. Zresztą o tym, że jest on osobą poświęconą Bogu, świadczył jego habit. Kiedy jednak znalazł się w pasiaku, niejednokrotnie się przedstawiał jako kapłan, zwłaszcza gdy zaofiarowywał się z posługą duchowną. Gdy ktoś zdumiony jego nadzwyczajnym poświęceniem zapytywał, kim on jest i dlaczego tak się poświęca, odpowiadał: "Jestem kapłanem katolickim". Taką odpowiedź dał lekarzowi Rudolfowi Diemowi, gdy zrezygnował, na rzecz innego więźnia, z oferty przyjęcia go do szpitala obozowego. Taką też odpowiedź usłyszał komendant Karol Fritzsch, któremu zgłosił swoją gotowość pójścia na śmierć w miejsce jednego ze skazańców.
W obozie oświęcimskim, jak zeznaje b[yły] więzień Władysław Lewkowicz, o. Kolbe "został jednogłośnie uznany za bohatera-męczennika, za męża Bożego, za prawdziwego kapłana Jezusa Chrystusa". Z chwilą kanonizacji cały świat katolicki czci w nim świętego kapłana.
