Wspomnienia o św. Maksymilianie
NA GREGORIANUM I W KOLEGIUM SERAFICKIM
Po raz pierwszy spotkaliśmy się ze sobą w październiku 1912 r. Przyjechaliśmy wtedy obaj do Rzymu: on z Polski, ja z USA, dokąd wyemigrowałem w dzieciństwie. Studiowaliśmy razem filozofię na Gregorianum, on z częścią kleryków również fizykę, astronomię i wyższą matematykę. Drogę z kolegium na San Teodoro, gdzieśmy mieszkali, do uczelni - ok. 10 minut - odbywaliśmy zazwyczaj we dwójkę, wstępując z reguły do kościółka, który znajduje się tuż obok Gregorianum.
W roku 1915 rozeszły się nasze drogi na trzy lata. Maks (tak nazywaliśmy go w czasie studiów) pozostał w kolegium św. Bonawentury i tam studiował teologię, a ja na dalsze studia wyjechałem na Sardynię. Wróciłem do Rzymu w listopadzie 1918 r., by tu kończyć czwarty rok teologii. Znów obcowałem z o. Kolbem, a w ostatnich tygodniach lipca 1919 r. odbyliśmy razem drogę do Polski...
Jeżeli chodzi o naukę, to Maks nie był najzdolniejszy z naszej grupy, ale za to był bardzo pilny i od razu wykorzystywał naukę do życia. Gdy skończyliśmy logikę, to zawsze posługiwał się nią w rozmowie, przedstawiając przesłanki i wnioski. Cały dzień by dyskutował. Chętnie rozmawiał na temat wynalazków. Na przykład mówił mi, że przyjdzie czas, kiedy ludzie natrafią na fale z głosem Pana Jezusa, bo nic nie ginie w przyrodzie.
Co się tyczy życia duchowego o. Maksymiliana, to najwięcej uderzało mnie jego skupienie i pobożność. W kolegium byłem zakrystianem i nieraz wchodząc do kaplicy zastawałem Maksa na samotnej modlitwie. Cały był w niej pogrążony, oczu nie podnosił, twarz mu pałała. Zawsze przychodziła mi wtedy myśl, że to drugi św. Stanisław Kostka. Był zawsze poddany woli przełożonych i nigdy ich nie krytykował. Na rekreacji obcował najczęściej z Włochami i Rumunami, którzy bardziej podzielali jego ideały.
O. Cyryl Kita
POCZĄTKI RYCERSTWA NIEPOKALANEJ
Prawdziwym założycielem Rycerstwa Niepokalanej jest o. Maksymilian Kolbe. Natchnienie otrzymał 20 stycznia 1917 r., w samą rocznicę objawienia się Matki Najświętszej Alfonsowi Ratisbonne’owi, o którym opowiedział (alumnom) na porannej medytacji o. Stefan Ignudi, rektor. Przekonany o tym, co trzeba robić, br. Maksymilian z twarzą promieniującą i rozradowaną mówił mi o potędze Matki Bożej okazanej w nawróceniu Ratisbonne’a i o tym, że powinniśmy modlić się do Niej, by pokonała szatana i zniszczyła wszystkie herezje...
Od stycznia do wakacji (lipiec-sierpień) tego roku często powracał do owego tematu. Wakacje spędzaliśmy, ja, już kapłan i prefekt Kolegium, i alumni, w Winnicy (Vigna) koło Term [84]Karakalli (w Rzymie), natomiast br. Maksymilian, subdiakon, udał się do Biskupa Bertiego w Amelii. Po powrocie do Winnicy wyznał mi parę razy: "Nasz biskup powiedział, że Matka Najświętsza uczyni wielkie rzeczy przez jednego z naszych braci: odnowi ducha w wielu sercach naszego Zakonu i w innych zakonach, rozbudzi także ducha chrześcijańskiego wśród wiernych wielu narodów". Ja, który znalem br. Maksymiliana i uważałem go już wtedy za świętego, byłem przekonany: że owym zakonnikiem, którego wybierze Matka Najświętsza za narzędzie, będzie on sam i biskup Berti.
W czasie przechadzek, które odbywaliśmy tylko w Winnicy, jako że i ja byłem trochę chory, mówiliśmy zawsze na ten sam temat. Upewniwszy się, że mnie zjednał dla swego planu, starał się zdobyć też innych współbraci. Byli to: o. Antoni Głowiński, Rumun, i o. Kwiryk Pignalberi, neoprezbiterzy, wyświęceni 10 sierpnia 1917 r., br. Hieronim Biasi, br. Antoni Mansi i br. Henryk Granata. Br. Maksymilian przedstawiał swój program w sposób tak żywy, jakby został on już zrealizowany i przyniósł owoce zamierzone przez Boga za pośrednictwem Matki Najświętszej. Rozmowy przeplataliśmy śpiewem francuskiej pieśni: J’irai la voir un jour ("Wkrótce już ujrzę Ją"). Przy tym śpiewie br. Maksymilian promieniując chłopięcym uśmiechem wydawał się odchodzić od zmysłów. Nalegał, by tego samego wieczoru powtórzyć tę pieśń, i to nie raz. Można było poznać, jaką miłość żywił do Matki Najświętszej i jaką słodycz odczuwał na dźwięk Jej imienia.
Kiedy po wakacjach wróciliśmy do Kolegium, br. Maksymilian porozmawiał (o swych planach) z Ojcem Rektorem, o. Ignudim, i za jego pozwoleniem zaprowadził mnie do Przełożonego Ojców Lazarystów, aby uzyskać dla mnie władzę poświęcania i nakładania Cudownego Medalika.
16 października 1917 roku wieczorem zebrał nas w celi obok mieszkania o. Rektora i odczytał nam z małej kartki naszkicowany przez siebie program Rycerstwa Niepokalanej, jaki znamy obecnie z dyplomika MI. Zapytał nas o zgodę i poprosił o podpisanie. Ja pierwszy dałem swój podpis, jako starszy i już kapłan, a br. Maksymilian zdaje się podpisał ostatni. Nie wiem, czy ta kartka zachowała się w Prymarii MI. Świadczyłaby o tym, jak brat Maksymilian nie troszczył się wcale o formę zewnętrzną: użył ósemki zwyczajnego arkusza papieru, by postawić na nogi tak wielkie dzieło pobożności i apostolstwa.
Z celi przeszliśmy do Kaplicy Kolegium... i tam poświęciłem medaliki i nałożyłem je pierwszym rycerzom Niepokalanej, również sobie i br. Maksymilianowi. Potem rozeszliśmy się w milczeniu, każdy do swojej celi. Wszystko odbyło się w tajemnicy; wiedział o tym tylko o. Rektor, lecz nie był obecny.
Podstawy Rycerstwa Niepokalanej zostały założone. Odtąd br. Maksymilian starał się zdobywać dla MI nowych członków spośród najbardziej przykładnych i pobożnych alumnów. W niedługim czasie uformował się pokaźny zastęp rycerzy. Br. Maksymilian zaczął się podpisywać MI (Miles Immaculatae - Rycerz Niepokalanej)...
O. Józef Piotr M. Pal | Liuzi-Calugara, 1 września 1942
OPINIA REKTORA
14 czerwca (1921). Dziś została odśpiewana Msza "Requiem", w trzecim dniu od zgonu, za duszę o. Maksymiliana Kolbego, z Prowincji Polskiej, alumna tego Kolegium, zmarłego na gruźlicę (nie umarł, wiadomość fałszywa! - dopisek późniejszy: Red). Był aniołkiem, świętym, pełnym zapału i gorliwości, jednym z najbardziej posłusznych i przykładnych alumnów, a również jednym z najlepszych w studiach, jakie miało to Kolegium. Tutaj założył spośród najchętniejszych pobożne stowarzyszenie na cześć Niepokalanej, by modlić się o nawrócenie grzeszników, a szczególnie najszkodliwszych nieprzyjaciół Kościoła, masonów, itd., pod nazwą: Rycerstwo Niepokalanego Poczęcia NMP, które jeszcze istnieje. Otrzymał doktorat z filozofii na Uniwersytecie Gregoriańskim i z teologii w tym Kolegium 22 lipca 1919. Wyświęcony na kapłana 28 kwietnia 1918. Opuścił Kolegium 23 lipca 1919.
O. Stefan Ignudi | Z kroniki Kolegium

