Śmiertelne oszustwo, zaplanowana zagłada

Krucjata modlitwy w obronie poczętych dzieci

Historia legalizacji sztucznych poronień w USA

W 1982 r. w Republice Irlandii, przed referendum na temat zmiany konstytucji, amerykański lekarz ginekolog, przeprowadzający dawniej sztuczne poronienia, dr med. Bernard Nathanson agitował w Dublinie za wprowadzeniem do konstytucji zasady nienaruszalności ludzkiego życia. Jak wiadomo, ⅔ Irlandczyków głosowało za takim zabezpieczeniem prawa do życia.

Poniżej zamieszczamy główne fragmenty przemówienia dra Nathansona.

[...] Jak Państwo wiedzą, znajdujemy się teraz w samym środku kampanii o zmianę konstytucji, która ostatecznie i nieodwołalnie uznałaby przerywanie ciąży za karalne.

Dla tych Państwa, którzy wątpią w mądrość tego kroku, tzn. dla tych, którzy są przeciwni przerywaniu ciąży, ale także przeciwni takiemu uzupełnieniu konstytucji, i którym może wydaje się, że taka zmiana konstytucji byłaby zbyt drastycznym i zbędnym środkiem, chciałbym przytoczyć pewne fakty z historii, z amerykańskiej historii, historii prawa, ażeby przekonać Państwa o mądrości tego kroku.

Wielu z Państwa mogło słyszeć o mnie jako o dyrektorze największej na świecie kliniki wykonującej zabiegi przerywania ciąży. Nasza klinika był a znana pod piękną nazwą: "Centrum zdrowia rozrodczości i seksu" w Nowym Jorku. Znajdowała się we wschodniej części Nowego Jorku, byłem założycielem i przez 10 lat dyrektorem tej kliniki, przeprowadziliśmy tam 60000 zabiegów przerywania ciąży

Pod moim kierownictwem pracowało 35 lekarzy. Klinika była czynna codziennie od 8 rano do północy, w każdy dzień tygodnia łącznie z niedzielami (...). Ja osobiście, własnoręcznie przeprowadziłem jeszcze 15 000 dalszych zabiegów w ramach mojej prywatnej praktyki, tak więc jestem osobiście odpowiedzialny za 75 000 zabiegów. Oto statystyka, z której nie jestem dumny, lecz dzięki której, jak sądzę, mój wykład na ten temat zyskuje pewną rangę i wiarygodność.

Byłem jednym z założycieli "NARAL" - Narodowego Związku na rzecz zniesienia Ustawy o Aborcji (National Association for Repeal of Abortion Law), przekształconego później w Ligę działającą na rzecz prawa do Aborcji (Abortion Rights Action League). Była to pierwsza politycznie aktywna grupa działająca na rzecz aborcji w USA. Jej założycielem byli: Laurence Lader, ja, Betty Freedan - feministka i Carol Brightcer, ówczesna działaczka polityczna w Nowym Jorku. Założenie grupy nastąpiło w 1968 r. Utworzenie takiego ruchu, takiej politycznie aktywnej grupy było niewiarygodną śmiałością. Byliśmy maleńką grupką z budżetem 7500 dolarów w pierwszym roku naszej działalności i, jak już wspomniałem, trzeba było wtedy dużej dozy zuchwałości, aby tylko mówić o zmianie ustawy zakazującej przerywanie ciąży (aborcję). Gdyby przeprowadzono wówczas reprezentatywną ankietę, chyba 99,5% Amerykanów wypowiedziałoby się przeciwko nieograniczonej, legalnej aborcji. Ale my, ta niewielka grupa o maleńkim budżecie, licząca 4 zaangażowanych członków, osiągnęliśmy w krótkim czasie 2 lat to, że istniejąca 140 lat ustawa zabraniająca aborcji w Stanie Nowy Jork została zniesiona i w ten sposób Nowy Jork stał się stolicą sztucznych poronień w Ameryce. Trzy lata później przekonaliśmy Sąd Najwyższy i podjęta została haniebna decyzja, która zalegalizowała aborcję we wszystkich 50 stanach.

Jak więc dokonaliśmy tego?

Bardzo ważne jest dla moich słuchaczy zrozumienie, jakie taktyki zastosowano przy tym, gdyż te same taktyki z mniejszymi lub większymi zmianami stosuje się w całym zachodnim świecie. [...]

Nasza grupa NARAL wiedziała w roku 1968, że staranne przeprowadzenie uczciwej ankiety co do opinii Amerykanów na temat przerywania ciąży oznaczałoby dla nas jasną, druzgocącą klęskę. A więc zadziałaliśmy następująco: do środków masowego przekazu, a przez nie do społeczeństwa przekazywaliśmy liczby z objaśnieniem, że przeprowadziliśmy ankiety i że faktycznie 50 lub 60% Amerykanów jest za legalizacją przerywania ciąży. Była to naturalnie bardzo korzystna i przynosząca sukcesy "taktyka samospełniających się proroctw". Bo gdyby dostatecznie długo wmawiać amerykańskiej opinii publicznej, że wszyscy są za legalizacją aborcji, to z czasem automatycznie każdy rzeczywiście byłby za przerywaniem ciąży. Niewielu ludzi chce należeć do mniejszości.

Była to jedna z naszych bardzo skutecznych praktyk: stosowanie zmyślnych, dwuznacznych an[309]kiet i chciałbym dobitnie poradzić moim słuchaczom, żeby byli bardzo ostrożni i krytyczni w stosunku do wszystkich ankiet, o których czytają w prasie lub słyszą o 6 rano w wiadomościach telewizyjnych. Jest to, jak już powiedziałem, taktyka jeszcze dzisiaj stosowana przez ruch na rzecz aborcji.

Wiedzieliśmy również, że jeśli dostatecznie udramatyzujemy sytuację, wówczas wzbudzimy dość sympatii, by "sprzedać" nasz program legalizacji sztucznych poronień. Dlatego uczyniliśmy co następuje: sfałszowaliśmy liczbę nielegalnych zabiegów przerywania ciąży, wykonywanych rocznie w USA. Wiedzieliśmy, że łączna liczba nielegalnych zabiegów w USA wynosi rocznie ok. 100 000 (sto tysięcy). Ale liczba, którą wielokrotnie przekazywaliśmy opinii publicznej i środkom masowego przekazu, to liczba: 1 milion. A powtarzając wielokrotnie kłamstwo, dość często przekona się opinię publiczną, jak to udowodnił w Niemczech nasz przyjaciel pan Hitler Wiedzieliśmy także, że liczba kobiet zmarłych w USA rocznie podczas nielegalnych zabiegów zawierała się między 200 a 250. Liczba, którą stale powtarzaliśmy i przekazywaliśmy do publikacji, to 10 000 (dziesięć tysięcy). Liczby te zaczęły formować świadomość społeczną w Ameryce i były one najlepszym środkiem, by przekonać Amerykę, że trzeba znieść ustawy antyaborcyjne. [...]

Gdy w 1973 r., w pierwszym roku po decyzji Sądu Najwyższego, liczba aborcji w USA wyniosła 750 000, to dwa lata temu, w roku 1980, za który mamy pełne dane, dokonano już 1 550 000 sztucznych poronień. Przy porównaniu liczby 100 000 zabiegów sprzed legalizacji z 1,55 mln (15-krotny wzrost), pewne mity, zmyślenia i kłamstwa, które rozpowszechnialiśmy w amerykańskiej opinii publicznej, stają się jasne. Np. jedną z taktyk, które stosowaliśmy, by przekonywać opinię publiczną, było twierdzenie, że gdy zakazuje się aborcji, przeprowadza się dokładnie tyle samo sztucznych poronień, tyle że nielegalnie. To po prostu nieprawda! Z tych danych wynika jasno, że przed dopuszczeniem aborcji mieliśmy 100 000 sztucznych poronień, natomiast dziś mamy 1,55 mln. I odwrotnie: gdybyśmy teraz zakazali aborcji, nie mielibyśmy już 1,55 mln, lecz doszliśmy z powrotem do 100 000. Po drugie te dane dowodzą, że od czasu legalizacji aborcji w Ameryce poczucie odpowiedzialności w dziedzinie seksu zmniejszyło się. Skok ze 100 000 na 1,55 mln pokazuje jasno, że w USA stosuje się aborcję jako główny środek kontroli liczby narodzin.

Najważniejszą i najskuteczniejszą taktyką, którą stosowaliśmy (NARAL) w latach 1968-73, była tzw. karta katolicka. [...] Rok 1968 był rokiem kryzysu, szczytu wojny w Wietnamie[1] Był to szczyt pełnego sprzeciwu w USA wobec tej wojny. Ruch antywojenny przejął środki masowego przekazu, objął młodzież i studentów, ogarnął intelektualistów Ameryki... Zaatakowaliśmy więc jedyną z większych organizacji w USA, która wciąż jeszcze popierała tę niepopularną wojnę; był to Kościół Katolicki, a zwłaszcza hierarchia katolicka. I tak identyfikowaliśmy Kościół Katolicki z popieraniem wojny w Wietnamie i jednocześnie określaliśmy Kościół Katolicki jako głównego przeciwnika liberalizacji ustawy o aborcji. W ten sposób pozyskaliśmy sobie wszystkie te grupy, które były przeciwne wojnie w Wietnamie. Zdobyliśmy studentów, intelektualistów, i co najważniejsze, środki masowego przekazu. Ta "karta katolicka" była szczególnie ważna. Następnie unikaliśmy tego, by wszystkich katolików traktować jednakowo, gdyż to by nam zaszkodziło. Potrzebowaliśmy pewnego wsparcia ze strony - naszym zdaniem - oświeconych katolików intelektualistów. [...] W spotkaniu na wysokim szczeblu w USA (9 I 1971, w którym uczestniczyłem, w Chicago), zaproponowano następujące sposoby walki wobec tego przeciwdziałania (Kościoła): aktywne wspieranie rzymsko-katolickich prawodawców, którzy popierają legalizację aborcji, i podkreślanie zdania mniejszości wewnątrz Kościoła, tj. takich ludzi jak Robert Dryman, który do tego momentu był kongresmanem i jednym z przywódców reformy legalizującej aborcję. A co do kardynała Cushinga - znów bezczelne kłamstwo - nie był on nigdy za legalizacją aborcji, ale gdyśmy rozpowszechniali, że "był" on za tym, przekonaliśmy dużą liczbę niezdecydowanych katolików, że nasze stanowisko jest słuszne i światłe. W końcu jeszcze ostatni dokument NARAL pt. Patrol opozycji, w którym stwierdza się rzecz następującą: "opozycja stanowi zagrożenie" ("opozycja" jest maskującym określeniem Kościoła Katolickiego). [...]

Jakie było znaczenie tej całej nagonki i propagandy? 1) Przekonała ona mass-media, że każdy, kto był przeciw dopuszczalności aborcji, musiał być katolikiem lub ukrytym katolikiem, czy też pod wpływem hierarchii katolickiej. 2) Przekonała przytaczając uzasadnienia, że katolicy, którzy byli za przerywaniem ciąży, to z pewnością, zgodnie z naszą definicją, liberalni, światli, intelektualni i postępowi ludzie. [...] 3) Wpływ tego materiału szedł w tym kierunku, żeby "wykazać", że nie ma grup niekatolickich, które są przeciw przerywaniu ciąży.

Tymczasem wówczas, jak i jeszcze teraz, jednogłośnie przeciw dopuszczalności aborcji były: wschodnie kościoły prawosławne, "Churches of Christ", "American Baptist Association", kościół luterański, kościoły metodystyczne, islam, ortodoksyjne żydostwo, mormoni, Assembles of God (największawspólnota zielonoświątkowców w USA z ok. 15 mln członków). Następne wspólnoty religijne zajęły umiarkowaną postawę, nie godziły się jednak na pełną dopuszczalność aborcji: "Lutheran Baptist Con[310]vention", Kościół Amerykańsko-Luterański, Kościół Prezbiteriański i Kościoły Amerykańsko-Baptystyczne w USA.

Przyznaję, że jest to robiąca duże wrażenie lista grup niekatolickich, które były nieubłaganymi przeciwnikami przerywania ciąży, ale nigdy nie dopuściliśmy do tego, aby opublikowano tę listę i nigdy nie dopuściliśmy do pojawienia się myśli, że może istnieć inna opozycja niż katolicka. [...]

W dokumentach, które Państwu przytoczyłem, przekonywaliśmy, że jest rzeczą fałszywą i sprzeczną z konstytucją dla grup religijnych, jak hierarchia katolicka i Kościół Katolicki, sprzeciwiać się legalizacji aborcji i mieszać się do spraw, które w zasadzie należały do dziedziny politycznej, a nie religijnej. Twierdziliśmy, że jest to podważanie rozdziału Kościoła i Państwa, który to rozdział jest zapisany w Konstytucji Amerykańskiej. To, co w tym celowo przemilczeliśmy i zignorowali (mówiąc "my" mam na myśli znów NARAL), to to, że nie było to w żadnym przypadku czymś nowym w historii USA, że grupy religijne deklarowały się jednoznacznie politycznie. [...] Gdy Narodowa Konferencja Biskupów w USA wypowiedziała się ostatnio za zamrożeniem broni atomowej, mass-media nie powiedziały im, że powinni się zajmować własnymi sprawami, wprost przeciwnie - byli uwielbiani i chwaleni za swoją postępowość. Gdy jednak ta sama grupa poparła parlamentarny wniosek o zmianę, który by cofnął prawną dopuszczalność aborcji, byli bardzo krytykowani i stali się najzwyczajniej obiektem ataków. [...]

"Karta katolicka" była jedną z metod, za pomocą której czyniliśmy aborcję "przyjemną" dla amerykańskiego społeczeństwa.

Były jeszcze dwie inne metody kluczowe, których używaliśmy w naszej propagandzie na rzecz aborcji. Jedną z nich było zaprzeczanie i ukrywanie wszystkich dowodów naukowych na to, że życie zaczyna się od poczęcia, że to, co się znajduje w macicy, jest człowiekiem, osobą, która wymaga wszelkiej możliwej ochrony i zabezpieczenia takiego, jakim my sami się cieszymy. Trzecią taktyką było zawładnięcie przez nas mass - mediów. Była to przypuszczalnie najważniejsza kluczowa metoda w całej kampanii.

Często się mnie pytają: "Panie Doktorze, co skłoniło Pana do zmiany swego zdania? Jak to się stało, że z organizatora i działacza politycznego pierwszej ligi na rzecz aborcji, z dyrektora największej kliniki aborcyjnej świata stał się Pan reprezentantem ruchu PRO-LIFE (Za Życiem)". Odpowiedź jest następująca: po opuszczeniu tej kliniki zostałem dyrektorem oddziału położniczego w Nowym Jorku, który był największym oddziałem położniczym w mieście i częścią Columbia - University - Medical - School. Jako dyrektor byłem odpowiedzialny za oddział peri- i prenatalny. W roku 1973, gdy przyjąłem to stanowisko, otrzymaliśmy nową, wspaniałą aparaturę badawczą, którą dziś codziennie używamy do badania płodu, do stwierdzenia stanu jego zdrowia: wtedy to przekonałem się, że to, co jest w macicy, jest pełnowartościową istotą ludzką. Techniki, na które się tutaj powołuję, to takie, jak ultradźwięki, badania wód płodowych i elektroniczne pomiary serca za pomocą światła. [...]

Sądzę, że zezwolenie na przerywanie ciąży oznacza planowe niszczenie tego, co z całą pewnością jest życiem człowieka. Sądzę także, że jest to nie dający się niczym usprawiedliwić akt barbarzyństwa. Trzeba przyznać, że niechciana ciąża stanowi trudny dylemat. Ale szukanie rozwiązania w umyślnym, aktywnym niszczeniu, oznaczałoby odrzucenie wielkiej kreatywności (twórczości) ludzkiego rozumu i, co gorsza, oznaczałoby kapitulację społecznej aktywności przed daniem pozytywnej odpowiedzi na trudne problemy socjalne. Haniebne przyjęcie wyższości siły nad racją. Jako naukowiec wiem - nie sądzę, lecz wiem - że życie człowieka zaczyna się od poczęcia. Mimo że formalnie nie jestem religijny, wierzę z całego serca, że istnieje Boża egzystencja, która domaga się od nas ostatecznego i nieodwołalnego "STOP" wobec tragicznej, haniebnej zbrodni przeciwko ludzkości.

Jeśli w tej naszej sprawie nie mielibyśmy dość odwagi, jeśli mielibyśmy zawieść, zwlekać lub pozostawać w niepewności, jeśli mielibyśmy stracić choćby chwilę, historia nigdy nam tego nie wybaczy.

(Tłumaczenie F. K. przemówienia dra B. Nathansona z miesięcznika "Medizin und Ideologie", październik 1984, str. 17-21)

[1] Ameryka zaangażowała się w wojnę w Wietnamie, by powstrzymać napór komunizmu z północy (RN).


Intencja Krucjaty Modlitwy na listopad

Aby małżeństwa i rodziny podjęły odpowiedzialność za wychowanie dzieci do prawdziwej miłości.

[s. 310]