Słowo o św. Maksymilianie Kolbem

Panno Najświętsza z Niepokalanowa,
przychodzisz do nas na okładkach "Rycerza...",
a nasz Święty, Sługa Twój,
raz w miesiącu idzie do ludzi.
W skromnym habicie -
połacie kraju przemierza,
puka do drzwi
i wielką miłość budzi
do Niepokalanej.

Starty na proch,
ogniem miłości przepalony,
niesie w dłoniach
gorących od Bożej Miłości
"Rycerza Niepokalanej".
I znajduje w mrokach nocy
tlące się płomyki zarzewia miłości,
które pod tchnieniem
i wzrokiem Świętego -
rozpalają się,
strzelają ku niebu płomieniem...

Smutno jest naszemu Świętemu
w zniszczonych butach,
gdy braknie papieru,
martwi się,
że Niepokalana
będzie mieć łzy w oczach
z tego powodu,
bo ileż dusz można by uratować
przez spotkanie z Bożą Miłością.

Martwi się nasz Święty Maksymilian,
że małżeństwa są rozbite,
że alkohol życie zabija,
że płaty kory mózgowej wielu ludzi
zamieniają się w cmentarzyska komórek.

Przeraża się nasz Święty,
że matki nie wiedząc, co czynią,
mordują nienarodzone dzieci,
że z domów znikają krzyże,
że szklany ekran staje się ołtarzem,
że o Matce Najświętszej
i o Panu Bogu -
myśli się tylko w niedzielę.

Dlatego niesie nasz kochany Święty
Cudowny Medalik
i pokazuje,
jak łask strzeliste promienie
spływają na nasz kraj,
przenikają żelbeton,
szkło, kamienie
i trafiają do serc
usuwając zło z chorej tkanki duszy -
zamieniają czerń w biel...

Raduje się nasz Święty,
gdy idzie Boża Matka
przez cały nasz kraj
grzeszny i rozmodlony,
gdy do Niepokalanowa
przychodzi sługa, brat,
gdy w duszy grzesznika następuje odnowa,
gdy przybywa czcicieli
Niepokalanej.

Pomóż nam, kochany Maksymilianie,
przez modlitwę
i przemianę - wewnętrzną
przepalić w nas
złość,
gniew,
pychę,
zawiść,
kłamstwo,
i wszystkie złe skłonności -
a gdy przyjdzie czas,
razem z Niepokalaną
uwielbiać w niebie Pana.