Było to 27 listopada ubiegłego roku.
W okolicy kościoła św. Jakuba - na Ochocie w Warszawie jest sklep mięsny, w którym mogą kupować emeryci i osoby liczące ponad osiemdziesiąt lat. Przed zamkniętymi jeszcze drzwiami ustawia się kolejka oczekujących. Przeważnie są to starsze panie, które próbują zapić nudę, wymieniając mniej lub więcej interesujące nowiny. zdarzyło się, że właśnie z punktu duszpasterskiego wyszedł jakiś staruszek z paru sztukami dziecięcej odzieży. Obok biegła kilkuletnia dziewczynka.
Jedna z kobiet powiedziała z przekąsem:
- No ten, to umiał się zakręcić koło proboszcza, bo dostał coś z darów...
- Dlaczego pani zaraz posądza? - odezwała się kobieta w brązowym płaszczu, stojąca tuż przed nią.
- Bo ja ich znam... - padła odpowiedź.
- Kogo? - spytała dociekliwie jej przypadkowa rozmówczyni. - Tego starszego pana? Chyba miał prawo, to i dostał. Czy pani mu zazdrości?
- Nie, ja mówię o tym, że księża i siostry rozdają te zagraniczne duchy po uważaniu... Nie każdy może dostać...
- Bo nie każdy jest uprawniony: - upierała się druga.
- Pani tak mówi, ale ja wiem swoje... Raz nawet widziałam, jak zakonnica sprzedawała oliwę na bazarze. To pewnie z tych darów zagranicznych, którymi się tak rządziła...
- Tak - zaśmiała się brązowa - zakonnica widocznie potrzebowała forsy na balową suknię, bo już blisko "Sylwester", albo na szminki... Więc puszcza na lewo dary ofiarowane dla biednych...
Roześmieli się i inni słuchający.
- E tam, pani pewnie z nimi "trzymie", więc ich broni...
- Kogo?
- No, księży i zakonnic... Ja wiem swoje i mnie pani nie przekona.
- Jeżeli nawet naprawdę coś pani wie i widzi, to przecież nie musi tego pani publicznie wobec wszystkich gadać... Chyba [55]jest pani katoliczką, jak większość u nas w Polsce...
- Co innego chodzić do kościoła, a co innego mówić, jak to duchowni wykorzystują trudne położenie, zabierając dla siebie "caritasowe" przesyłki...
- Złapała ich pani za rękę, ma pani na to dowody? Uważam, że każdy ma prawo do dobrego imienia, chyba że jego uczynki naprawdę będą niedobre... A co do tego, z kim "trzymam" - to muszę powiedzieć, że chciałabym trzymać nie z ludźmi, choćby duchownymi, ale z Chrystusem...
Słowa te padły tak jakoś znienacka, jak świst bicza. Ucichły rozmowy, wszyscy spojrzeli na tę odważną osobę. Jedni patrzyli z uznaniem, inni z niedowierzaniem: Jak można imię Chrystusa tak pospolitować w zwyczajnej rozmowie?
Tymczasem otworzyły się drzwi sklepu. Kolejka nie była długa, więc "obrończyni księży" szybko zbliżyła się do lady. Właśnie jakiś starszy człowiek kupował kartkową wędlinę i poprosił o sprzedanie mu kawałka słoniny.
- Ale pan już wykorzystał kartkę tłuszczową w tym miesiącu...
- Nie mogłaby pani sprzedać bez kartki?
- Coś pan z nieba spadł?
Wtedy odezwała się pani "w brązowym płaszczu".
- Czy pani może sprzedać słoninę temu panu na moją kartkę mięsną?
- Przecież to się pani nie opłaci.
- Może by jednak pani sprzedała ćwierć kilo tłuszczu?
Zniecierpliwione kobiety w kolejce zaczęły szemrać:
- Niech pani bierze, co ma brać, bo i my tutaj czekamy.
Sprzedawczyni tymczasem wycięła część kartki mięsnej, mówiąc:
- Szkoda na tłuszcz zużywać kartkę mięsną.
- Niech będzie moja strata, przecież ten pan potrzebuje, a ja mogę akurat mu ustąpić.
- Dziękuję pani serdecznie. To było mi naprawdę potrzebne.
- Drobiazg - powiedziała "adwokatka księży".
Pomyślałem sobie: zwyczajny odruch ludzkiej dobroci, chęć dopomożenia człowiekowi potrzebującemu?
Jakkolwiek było, taką postawę można uważać na logiczną konsekwencję "trzymania z Chrystusem". Zestawienie poprzedniej rozmowy z takim postępkiem świadczy o tym wymownie.
Pan Bóg jest Panem wszystkich rzeczy i przyczyną wszystkich wypadków; dobre sam sprawuje, złe dopuszcza dla dobra większego tego, na kogo je dopuszcza.
Wszystkie więc rzeczy i wypadki dopomagają do poznania, pokochania i służenia Panu Bogu i do szczęścia po śmierci, a dobrego życia na ziemi (gdyby o tym ludzie wszyscy byli przekonani i w praktyce o tym pamiętali, cały świat byłby rajem).
Jedne rzeczy przez używanie: pokarm, odzież itd.; inne przez rozważanie jak: gwiazdy, tajniki przyrody; inne przez abstynencję, umartwianie się.
Św. Maksymilian [s. 55]
