Jak to jest z modlitwą? "Tyle się modliłam, a Piotr nadal pije". Czy jest sens modlić się? Może rozsądniej czynią ci, którzy nie liczą na skuteczność modlitwy, a tylko na własne siły?
W powyższych zdaniach kryje się przekonanie, że modlitwa jest równoznaczna z prośbą. Tymczasem prośba to tylko jedna z form modlitwy. Obok prośby jest modlitwa-uwielbienie, dziękczynienie, wynagrodzenie, przeproszenie...
Ludzie jednak najczęściej w modlitwie proszą. I to nie jest źle. Proszą, bo są słabi, narażeni na liczne niebezpieczeństwa. Dziecko nie zasługiwałoby na pochwałę, lecz na surową naganę, gdyby w niebezpieczeństwie nie uciekało się do ojca i do matki.
Pan Bóg, najlepszy Ojciec, oczekuje naszych próśb. Pan Jezus wprost zachęcał: "Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam". W tej zachęcie zawiera się i zapewnienie, że każda modlitwa będzie wysłuchana: "Każdy, kto prosi, otrzymuje". Dlaczego więc to poczucie nieskuteczności modlitwy? Warto przytoczyć słowa lekarza Alexis Carrela. Pisze on: "W istocie nie znamy prawie wcale skutków modlitwy. Jakie są przyczyny tej naszej niewiedzy? Najpierw rzadkość modlitwy... Następnie modlitwa nasza jest często bezskuteczna. Nierzadko ci, którzy się modlą, są egoistami, kłamcami, pyszałkami, faryzeuszami, niezdolnymi do wiary i do miłości. Wreszcie nie dostrzegamy skutków modlitwy, nawet gdy one następują. Odpowiedź na nasze prośby i na naszą miłość przychodzi zwykle wolno, nieznacznie, prawie że niesłyszalnie. Cichy głos szepcący tę odpowiedź zwykle zostaje stłumiony zgiełkiem świata. Nawet skutki materialne modlitwy toną we mgle. Zwykle zlewają się z innymi zjawiskami. Mało kto ma możność je zauważyć... obserwatorów zwodzi fakt, że odpowiedź jest zawsze daleka od tej, na którą czekają. Na przykład, ktoś prosząc o uzdrowienie z jakiejś choroby organicznej pozostaje nadal kaleką, ale doznaje głębokiej przemiany moralnej... Modlitwa działa na ducha i na ciało zależnie od swojej jakości, od swojego natężenia i od swojej częstotliwości... Wiemy na pewno, że modlitwa powoduje skutki dostrzegalne. I choćby nam wydawało się jak najbardziej dziwne, musimy uważać za prawdziwe, że ktokolwiek poprosi - otrzymuje, a kto puka - temu otwierają... Słowem, wszystko dzieje się tak, jakby Bóg słuchał człowieka i odpowiadał mu. Skutki modlitwy nie są złudzeniem".
W wypowiedzi Carrela jest dużo słuszności. Prawdziwa modlitwa jest zjawiskiem rzadkim. Zdarza się, że w jakimś momencie modlimy się inaczej niż dotąd. Uświadamiamy sobie, że jeszcze nigdy nie modliliśmy się tak, jak w tej chwili. Może rzeczywiście to,. co było dotąd, niewiele miało wspólnego z modlitwą?
Mało się modlimy, bo nie umiemy. Czasem trzeba specjalnych okoliczności, by wyzwoliła się w nas zdolność do modlenia się.
Witold Urbanowicz opowiada takie zdarzenie: "Pilot lotnictwa brytyjskiego, Polak, wracał z lotu bojowego nad terytorium Francji. Gdy przeskakiwał kanał La Manche, został trafiony serią z niemieckiego samolotu. Musiał wodować. Kanał był wzburzony. Jedynie dzięki dinghy, sprzętowi ratunkowemu, utrzymywał się na falach. Mijała trzecia straszna noc. Lotnik kompletnie wyczerpany zimnem, głodem, pragnieniem i niedospaniem oczekiwał końca. W obliczu śmierci odtwarzał drobiazgowo w myśli całe swe życie. Dokonywał generalnego rachunku sumienia. Potem długo, gorliwie, wbrew nadziei z płaczem błagał niebo o ratunek. W końcu zasnął. Obudził się z poczuciem kompletnego uspokojenia przekonany, że Bóg go wysłuchał. Tego samego dnia został wyłowiony z morza, choć w dowództwie spisano go już na straty, a koledzy z dywizjonu zdążyli rozdzielić między siebie jego skromne mienie".
W opisanym zdarzeniu Opatrzność Boża dla przeprowadzenia planu swego nieskończonego miłosierdzia posłużyła się tym, co potocznie nazywamy przypadkiem. Rozbitka znaleziono bowiem przypadkowo w trakcie przeczesywania kanału w poszukiwaniu innego polskiego lotnika, który też spadł do morza i również został tego dnia wyratowany.
Ten człowiek modlił się. Jego modlitwa była wołaniem płaczącego dziecka do ojca. Głos jego został usłyszany. Otrzymał dokładnie to, o co prosił. Czy potrafiłby [135]modlić się w ten sposób w innych okolicznościach i czy uznałby swoje ocalenie za łaskę wymodloną, gdyby to się dokonało trochę inaczej? Być może, ale to nie jest pewne.
Pan Bóg wysłuchuje modlitwę ufną, wytrwałą, taką, w której - jak to powiedział Zbawiciel - kołaczemy natrętnie i z wielką wiarą.
Przepięknym przykładem jest tu niewiasta syrofenicka. Zastąpiła drogę Panu Jezusowi: "Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawidów - błagała. - Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha". Zbawiciel zbył milczeniem jej błaganie. Uczniowie odebrali to milczenie jako lekceważenie. "Poradzili" więc Mistrzowi: "Odpraw ją, bo krzyczy za nami". Pan umotywował swą rezerwę: "Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela". Niewiasta, nie zrażona pozorną odmową Jezusa, z większą jeszcze wiarą prosiła na kolanach: "Panie, dopomóż mi!" Jezus dla jej wypróbowania rzekł: "Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom, a rzucić psom". Odpowiedź prawie wzgardliwa. Mogła z miejsca zniechęcić wyczulonych na punkcie swojej godności i nie posiadających zbyt głębokiej miłości macierzyńskiej, do dalszych nagabywań! Tutaj jednak tak nie było. Miłość podsunęła kobiecie przebiegle mądrą odpowiedź: "Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołu ich panów".
Próba wypadła celująco. Chrystus zachwycony odpowiedzią, odrzekł: "O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!"
To nie nasze narzekania, zarażone sceptycyzmem, na nieskuteczność modlitwy są prawdziwe, lecz zapewnienie Zbawiciela: "Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie".
